piątek, 19 października 2018

Kawa z owoców głogu


Owoce głogu to tylko jeden z licznych substytutów kawy prawdziwej, jakie możemy znaleźć w naszych lasach. Mniej znana niż kawa z żołędzi czy mniszka. Kawa z owoców głogu jest smaczna, a jej przygotowanie wymaga niewielkiego nakładu sił.


Zrobienie kawy z owoców głogu jest bardzo proste. Do tego jej przygotowanie zajmuje dużo mniej czasu niż z innych surowców. Materiału na kawę nie trzeba wcześniej odgoryczać, czyścić, rozdrabniać. Zebrane owoce głogu trzeba wysuszyć, a następnie uprażyć. Owoce powinny nabrać koloru ciemno brązowego. Mielimy je następnie jak najdrobniej np. w drewnianej stępie lub kamiennym moździerzu.

Kawę z głogu parzymy pod przykryciem lub krótko gotujemy, opadną wtedy na spód większe, niezmielone części owoców. Kawa z owoców głogu nie jest gorzka, jak się zdarza przy źle przygotowanej kawie z np. żołędzi czy cykorii. Ma łagodny, owocowy smak i podobnie pachnie.

niedziela, 14 października 2018

Krakersy z nasionami pokrzyw


Lubicie pochrupać? Jeśli tak, to mam dla was propozycję, zróbcie własne krakersy. Mają one wspaniały smak i są zdrowe. Dodatki smakowe do nich mogą być różne: nasiona, wysuszone i roztarte liście oraz inne części dzikich roślin. Nasiona pokrzywy zwyczajnej nadają przyjemny posmak krakersom.

Składniki (proporcje są orientacyjne):
2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki nasion pokrzywy
3/4 szklanki wody
1/2 szklanki oliwy z oliwek
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1//2 łyżeczki soli

Podane składniki mieszamy i wyrabiamy gładkie, elastyczne ciasto. Rozwałkowujemy je najcieniej jak potrafimy i szklanką wycinamy kształt. Pieczemy w piekarniku 10-15 minut w temperaturze około 190°C aż nabiorą oczekiwany przez nas stopień zarumienienia. Przyjemnego chrupania.

czwartek, 11 października 2018

Nasiona pokrzywy zwyczajnej - przyprawa, podpłomyki, nalewka, afrodyzjak.


Pospolita i bardzo niedoceniana. Rośnie nam pod płotem taka fajna, o wszechstronnym zastosowaniu roślina, a my i tak wydajemy pieniądze na chemię. Bo gdy nie nasza roślina i ze sklepu, to na pewno lepsza. Producenci i  sprzedawcy karmią nasz pustymi sloganami, w które chcemy uwierzyć.

Pokrzywę każdy zna, chociaż o jej zastosowaniu już nie wszyscy wiedzą, jeszcze mniej osób korzysta z niej w kuchni lub leczniczo. Nasiona pokrzywy zwyczajnej w przeciwieństwie do liści są mało znane. Niewiele osób wykorzystuje je w kuchni. A powinny nas zainteresować. Są bardzo dobrą, wartościową przyprawą, którą łatwo zebrać. Nasiona możemy dodawać do wszelkich wypieków, sałatek, zup, gulaszów, przetworów warzywnych, jogurtów, twarogów, posypywać nimi kanapki, mięsa itd. Po wymieszaniu z innymi ziołami zebranymi w lesie i solą skomponujemy własną mieszankę przyprawową. Poza tym nasiona pokrzyw mają szereg właściwości zdrowotnych. Zawierają około 30% nienasyconych kwasów tłuszczowych. Wykazują silne działanie przeciwzapalne, przeciwmiażdżycowe, przeciwcukrzycowe, odżywcze, pobudzają regeneracje tkanek, poprawiają krążenie. Zalecane przy zmęczeniu psychicznym i fizycznym oraz wspomagające pracę nerek i wątroby. Substancje zawarte w nasionach pokrzywy korzystnie wpływają na gospodarkę hormonalną organizmu. Wiedzieli już o tym w starożytnej Grecji, gdzie spożywano nasiona w celu zwiększenia aktywności seksualnej obu płci. Wg mnie podobne działanie ma też ziele. W tym roku zrobiłem nalewkę na nasionach pokrzywy, ma jasno oliwkowy kolor, ciekawy smak i delikatny aromat. Pokrzywa, bez względu na postać, w jakiej ją spożywam, działa na mnie zdecydowanie korzystnie :)

Nasiona pokrzywy zbieramy jesienią w pełni dojrzałe, gdy zmienią kolor z zielonego na brązowo-oliwkowy. Trzeba je oczyścić, przesiać na sicie i wysuszyć. Przechowujemy w szczelnym pojemniku.


Nasiona pokrzywy dodane do podpłomyków polepszają ich smak oraz powodują, że są pulchne.

Gdy mam okazję, to zaopatruje się w warzywa na pobliskim bazarze. Urocza ostoja lokalnego folkloru, a co najważniejsze taniej, większy wybór i lepsza jakość niż w sklepach. Jest też tam stoisko z bogatym wyborem przypraw i herbat. Stojąc ostatnio w kolejce niechcący podsłuchałem rozmowę sprzedawczyni z klientką o rzekomej ogromnej szkodliwości picia zielonej herbaty (co śmieszniejsze to miała ją w ofercie). Nie odezwałem się, ale ta rozmowa dała mi dużo do myślenia. Jak łatwo manipulować nieświadomymi ludźmi i jakie głupoty można sprzedać klientowi.

poniedziałek, 8 października 2018

Termiczna obróbka surowców krzemieniarskich






Człowiek już dawno temu odkrył, że skały z dużą zawartością krzemionki (np. krzemień), które trudno się łupią, pod wpływem ognia stają się dużo lepszym surowcem do produkcji narzędzi. Obróbkę cieplną krzemienia praktykowano na całym świecie od ponad 100 tys. lat temu, szczególnie w południowo-zachodniej Europie. W Polsce zabytki tego rodzaju należą do rzadkości. Krzemieniarze zamieszkujący w przeszłości nasze tereny niechętnie stosowali tą technikę wstępnego przygotowania surowca. Przy krzemieniu dobrej jakości jaki u nasz występuje nie ma potrzeby obróbki cieplnej. Termiczna obróbka surowców krzemieniarskich nie jest łatwa i wiąże się z ryzykiem. Możemy dużo zyskać, ale też wszystko stracić. W przeszłości najważniejsze były cechy użytkowe narzędzi, a nie łatwość ich produkcji. W pewnych przypadkach jednak obróbka cieplna surowca krzemieniarskiego jest jak najbardziej wskazana.

Na czym polega obróbka termiczna? Surowiec krzemieniarski podany zostaje ogrzewaniu do kreślonej temperatury w określonym czasie. Najprościej zrobić to wykopując w suchym, piaszczystym podłożu niewielkie zagłębienie. Następnie rozkładamy warstwą krzemienie tak, aby się nie stykały, przysypujemy piaskiem na grubość około 5-6cm i rozpalamy ognisko, które podtrzymujemy przez kilka godzin. Zadaniem piasku jest równomierne i pośrednie ogrzewanie surowca. Działa jak koc. Ułatwia utrzymanie wysokiej temperatury przed dłuższy czas i chroni przed przegrzaniem. Głębokość, na jakiej umieścić krzemień w piasku zależy od wymaganej temperatury. Na 2,5cm pod piaskiem temperatura sięga około 600°C i zmniejsza się o około 50°C na każdy centymetr głębiej. Temperatura na krawędziach ogniska jest niższa. Współcześnie osoby zajmujące się obróbką krzemienia korzystają z piekarników, w których o wiele łatwiej kontrolować czas jak i temperaturę.

Najważniejsze zmiany spowodowane obróbką cieplną, to poprawa właściwości obróbki surowca. Z krzemienia łatwiej odbijać cienkie, długie odłupki i usuwać duże płatki przy retuszu. Optycznie krzemień poddany przegrzaniu przypomina szkło. Na krawędziach pęknięć widoczny jest wyraźny połysk (nie zawsze ta zmiana jest widoczna). W niewielkim stopniu powoduje zmianę koloru. Wadą tego procesu jest zmniejszenie się odporności na pękanie (szczególnie krzemień pasiasty). To ogranicza zastosowanie przegrzewania. Najczęściej obróbka termiczna stosowana jest przy wyrobie grotów, ostrzy, noży, skrobaków. Nie stosuje się do produkcji siekier i cioseł.

Przegrzewać można cienkie wióry i odłupki oraz półwyroby nie grubsze jednak jak 5cm. Im większe rozmiary surowca, tym większe naprężenia się tworzą. Niekorzystne jest też szybkie ogrzanie, schłodzenie lub zbyt wysoka temperatura podczas przegrzewania krzemienia, która powoduje powstawanie mikropęknięć. Może to doprowadzić do zniszczenia surowca. Uwaga, skały mogą eksplodować szczególnie, jeśli są wilgotne lub za szybko je przegrzewamy. Przed przegrzewaniem surowiec trzeba wysuszyć.

Nie wszystkie jednak rodzaje surowców krzemieniarskich można poprawić poprzez obróbkę cieplną. Ma ona zastosowanie przy ''trudnym'' krzemieniu oraz agacie, jaspisie, czercie, rogowcu. Jak już wspomniałem dobrej jakości surowca nie ma sensu poddawać działaniu wysokiej temperaturze. Co najwyżej, możemy go zniszczyć. Z kolei zaś inne wręcz należy, np. twarde krzemienie czy agat, bardzo zyskują, gdy je przegrzejemy. Materiał, który wcześniej z trudem dał się obrabiać, teraz jest łatwy i przyjemny w pracy. Zrobienie pięknych grotów z krzemienia pasiastego z misternym retuszem bez uprzedniego przygotowania surowca byłoby niemożliwe.

Odnośnie temperatur, w jakich należy przegrzewać surowiec. Są ogólne wyznaczniki, ale surowce są bardzo zróżnicowane, nawet w obrębie jednego rodzaju i wymagają rożnych temperatur jak i czasów przegrzewania. Często mają niejednolitą budowę, wady, wtrącenia, spękania, są wilgotne. Nawet w obrębie jednej konkrecji krzemienia, zewnętrzne warstwy mogą mieć inne właściwości niż wewnętrzne. To wymaga za każdym razem indywidualnego podejścia. Zasadą jest zaczęcie od niższych temperatur i partii próbnej. Białe lub szare krzemienie mają nieco wyższe temperatury od krzemieni ciemniejszych. Niższe temperatury przy dłuższym czasie dają ten sam efekt, co wyższe temperatur i krótszy czas przegrzewania. Orientacyjne temperatury (maksymalne): agat 450 - 550°C , krzemień 300 - 350 °C (max. 400°C), jaspis 450 - 500°C.

Temperaturę w ognisku podnosimy powoli, stopniowo. Surowiec kiedyś ogrzewano nawet do 2-3 dni. Nie musimy aż tyle, wystarczy 7-8 godzin. Po zakopaniu krzemienia rozpalam ognisko i podtrzymuję go, przez co najmniej 5 godzin. Kilka godzin pozostawiam na wystygniecie. Często łączę to z noclegiem przy ognisku lub dłuższym kucharzeniem.

Obróbkę termiczną surowca stosuję rzadko tylko, gdy nie ma innej możliwości. Na pewno nie polecę tej techniki początkującym. Ryzyko związane ze zniszczeniem dobrego surowca jest zbyt duże. To tylko sztuczka pozwalająca na odrobinę więcej i nie należy jej traktować, jako środka na ominięcie braku podstawowej wiedzy i umiejętności.

Kilka osób pytało/prosiło mnie o nagranie filmu instruktażowego z technik krzemieniarskich. Jak wykonać grot strzały, nóż itp. Otóż jak na razie nie planuję nic zmieniać w tym temacie. Dalej pozostaną zdjęcia i słowo pisane. Poza pewnymi wyjątkami. Jak ktoś chce koniecznie mnie obejrzeć przy pracy, to zapraszam na szkolenia, warsztaty, pokazy. Pozostałych odsyłam np. na yt, pełno tam tego. W dodatku na wyższym poziomie i lepszej, jakości niż ja byłbym w stanie nakręcić. Druga sprawa to czas, którego zwyczajnie mi brakuje. Najistotniejsze, to mieć czas na spełnianie własnych pragnień.

wtorek, 2 października 2018

Żołędziowe pierniki


W tym roku jest urodzaj żołędzi. Tylko co z tego..? Leży ich pełno pod dębami i nikt się nie interesuje. Pamiętam, jak w szklonych czasach zbierało się żołędzie, aby myśliwi mieli czym dokarmiać zwierzęta w zimie. Robiliśmy też ludziki i różne zwierzaki z żołędzi. Gdy były dziki, to żołędzie szybko znikały, ale teraz dzików prawie nie ma. Dziwny ten rok...

Ja pierniczę, ty pierniczysz, oni pierniczą...Była kiedyś taka reklama :) Odnośnie pierniczenia, to mąka żołędziowa jest do nich świetnym dodatkiem. Mąkę możemy kupić lub też zrobić sami. Jest z tym trochę roboty, ale warto. Żołędziowe pierniki są bardzo smaczne.


Przepis na pierniki z mąki żołędziowej

Składniki:
1szklanka miodu gryczanego (najładniej pachnie)
2 szklanki mąki pszennej
2 szklanki mąki żołędziowej
3/4 szklanki cukru
2 jajka
1 kostka masła 82%
1 łyżeczka proszku do pieczenia
4 łyżeczki przyprawy do pierników
1/2 łyżeczki imbiru w proszku
1 szczypta soli

Przygotowanie. Sypkie składniki wymieszać w misce. Miód oraz masło rozgrzać do postaci płynnej. Przestudzić i wlać do sypkich składników. Dodać jajko, wymieszać wszystkie składniki. Zagnieść ciasto. Odstawić na pół godziny do schłodzenia. Rozwałkować ciasto, wykroić kształty ciastek, ułożyć w blachach na papierze do pieczenia i piec około 15 minut w 180 stopniach.

A gdy zostanie nam żołędzi, to możemy pobawić się w robienie ludzików:)






środa, 26 września 2018

Obrzędowy świder ogniowy


Obrzędowy świder ogniowy jest znany z terenów między innymi Polski, Czech, Białorusi, Rosji. Był elementem tradycyjnej obrzędowości, od czasów pogańskich aż do XIX wieku. Obecnie różne warianty takiego świdra można zobaczyć np. w skansenach archeologicznych. Służył do obrzędowego niecenia ognia, a więc nie na co dzień, a tylko przy okazji świąt, obrzędach magicznych czy leczniczych. Ta prymitywna metoda uzyskiwania ognia z pocierania o siebie kawałków suchego drewna nazywana była ucieraniem ognia, zaś sam ogień żywym.

Świder ogniowy technicznie podobny jest do łuku ogniowego, z tą różnica, że ruch obrotowy jest nadawany jest poprzez przeciąganie liny owiniętej wokół świdra. Wymiary świdra obrzędowego (całego zestawu) są dużo większe niż zwykłego świdra ręcznego czy łuku ogniowego obsługiwanego z reguły przez jedną osobę. Dla zobrazowania, sam świder może mieć 2 m wysokości i ponad 20 cm średnicy. Takie rozmiary obrzędowego świdra to gigantyzm. Już sam widok tej prymitywnej konstrukcji budzi u wielu początkowo powątpiewanie, czy można czymś takim uzyskać ogień? Tak, jak najbardziej można i wcale nie jest to dużo trudniejsze niż inne metody w pojedynkę. Pod kilkoma względami jest to nawet łatwiejsze. Z łukiem ogniowym kilkuletnie dzieciaki sobie nie poradzą, a z przeciąganiem liny jak najbardziej. Ze względu na kilku krotnie większą średnicę świdra powstaje też dużo więcej żaru, łatwiej jest uzyskać ogień.


Rozmiary, jak i sama konstrukcja świdra obrzędowego, wynika z liczby osób biorących udział w obrzędzie rozpalania ognia. Zamysł jest taki, by w rozpalaniu ognia tą metodą brało udział co na najmniej kilka osób. W niektórych przypadkach w nieceniu ognia może brać udział nawet kilkadziesiąt osób.
 

W najprostszej wersji obrzędowy świder ogniowy jest to wolna konstrukcja (przenośna), niczym nie podparta i nie związana, czyli nie wkopana w grunt czy też nie przymocowana w żaden sposób np. budynku. Składa się ona ze świdra, podstawki, docisku i sznura. Świder jest utrzymywany w pionie przez kilka (minimum jedną) osób.

Wersja najbardziej znana, to specjalna drewniana konstrukcja utrzymują świder w pionie, zapewniającej mu odpowiedni docisk do podstawki, stabilizującą podstawkę jak i całą konstrukcję. Jest ona częściowo wkopana w grunt, może być też dodatkowo połączona jednym końcem z drewnianą więźbą chaty. To zapewnia dodatkowo stabilność całej konstrukcji. Siłę docisku świdra do podstawki zapewnia masa belki dociskowej jak jak i samego świdra. Najczęściej jednak ten docisk jest niewystarczający i buduje się dźwignię, które umożliwia regulowaną siłę docisku.

Częstym problemem jest powstające w trakcie obracania się świdra zbyt duże tarcie w gnieździe belki dociskowej. Wynika to z niewłaściwego doboru materiałów, świder i belka dociskowa ma podobną twardość. Zastosowanie świdra o dużej masie wpływa na większą bezwładność układu, jest to niekorzystne. Wybór gatunków na świder i podstawkę też nie zawsze jest najtrafniejszy. Kierując się danymi etnograficznymi czasami może spotkać nas przykra niespodzianka. Bardziej zaufał bym literaturze dotyczącej fizycznym właściwościom drewna i własnym doświadczeniu, opartym np. na łuku ogniowym. Zdarza się też, że niektóre obrzędowe świdry ogniowe mają niepotrzebnie skomplikowaną budowę wcale nie idącą w parze ze skuteczniejszym działaniem. Ładnie wyglądają, i na tym kończy się lista zalet. Dla przykładu, świdrem ogniowym, który zbudowałem na Grodzisku Żmijowiska uzyskaliśmy żar po niecałych 30 sekundach przeciągania liny, a więc bardzo szybko. Brałem też udział w nieceniu ognia świdrami, z których nie udało się uzyskać żaru i po kilku minutach. Tylko czy to miało znaczenie, szczególnie dawniej? Być może czas, a nawet to, czy uda uzyskać się ogień nie jest wcale istotne?  Może celowo dobierano tak gatunki drewna i tak budowano obrzędowy świder, aby niecenie nim ognia nie przychodziło z łatwością? Czy nie najważniejszy jest wspólny trud przy rozniecaniu ognia? Trudno mi zrozumieć wszystkie intencje, które kierowały powstawaniem takich urządzeń dawniej. Przypuszczam tylko, że obecnie niektórzy budowniczy świdrów ogniowych również nie stawiają na czas.


Nie będę wnikał w dodatkowe szczegóły i opisywał jak zbudować obrzędowy świder ogniowy, gdyż rozwiązań jest bardzo dużo, zarówno konstrukcyjnych jak i materiałowych.

Jakich gatunków drewna używano do budowy obrzędowego świdra? W źródłach etnograficznych najczęściej wymieniane są: brzoza, osika, lipa, leszczyna, jesion, dąb, klon, sosna. Dwa kawałki suchego drewna były używane w kompozycji jednorodnej lub też przeciwstawnej. W tej drugiej świder był wykonany z twardego gatunku drewna, a podstawka z miękkiego. Dobór materiałów jest więc dokładnie taki sam jak przy łuku ogniowym.

Dużo ważniejsze od samej konstrukcji i zastosowanych w niej materiałów przy tej prymitywnej technice niecenia ognia była umiejętność obsługi takiego urządzenia. Krótko mówiąc, ktoś obeznany w temacie musiał dowodzić.

Zbudujmy obrzędowy świder i rozpalmy ogień. Lud domaga się widowiska :)

piątek, 21 września 2018

Wędzarnia nad brzegiem rzeki, wędzone sery i dzika sałatka.


Wybrałem się nad rzekę aby uwędzić sery. W miejscu, gdzie woda podmyła wysoki brzeg i było zejście do wody, wykopałem jamę wędzarniczą połączoną z kanałem. Taki najprostszy typ terenowej wędzarni. Jest dość duża jak na 8 serków, ale to dlatego, że zamierzam w niej wędzić ryby i mięso.


Nazbierałem opału. Rozpaliłem ogień na wlocie do kanału, zacząłem obsuszać i podnosić temperaturę komory. Na ruszcie wykonanym z leszczynowych patyków ułożyłem sery i zakryłem komorę trzciną. Wędziłem serki ''typu włoskiego", które wcześniej trzeba moczyć przez 1-2 dni w solance. Po obcieknięciu można je obtoczyć w ulubionych przyprawach. Ja poprzestałem na naturalnym smaku i aromacie.


Wędziłem na szybko w gorącym dymie przez 3 godziny. Serki miały być mocno uwędzone i takie też wyszły. Po ostygnięciu tężeją i są bardzo zwarte. Smak i zapach bardzo przyjemny, podobny do oscypków. Co istotne, wędzone znacznie zyskują na trwałości.




Z wędzonego sera i zebranych na pobliskiej łące dzikich zrobiłem surówkę.
Składniki: koniczyna biała, liście babki wąskolistnej, mniszka, nasiona wiesiołka, pomidory koktajlowe, wędzony ser, do tego dip z musztardy francuskiej, oliwy, miodu wrzosowego i octu jabłkowego. Pyszności.

Siedziałem nad brzegiem rzeki wpatrując się dokąd płynie. Łapałem na twarz ciepłe promienie słońca chcąc zapamiętać lato. Nadchodzi jesień.