niedziela, 21 maja 2017

Hubka do krzesiwa tradycyjnego preparowana sokiem z glistnika


Preparowanie materiałów na hubkę popiołem z drzew możemy zastąpić z równie dobrym skutkiem sokiem roślinnym. Dokładnie sokiem z glistnika jaskółcze ziele. Zebrane ziele glistnika trzeba dokładnie rozgnieść na twardej powierzchni np. na kamieniach lub drewnie do uzyskania roślinnej soczystej papki. Następnie w tym soku nasączamy materiał na hubkę.
Hubkę preparowaną sokiem z glistnika możemy przygotować z artykułów papierniczych (chusteczek  higienicznych, papieru i ręcznika toaletowego, gazety itp.) oraz hubiaka pospolitego. Prawdopodobnie lista jest dłuższa, ale tylko te materiały jak na razie zdążyłem sprawdzić.

Nasączony sokiem z glistnika materiał na hubkę suszymy. Przed użyciem hubkę starannie mechacimy na jak najdrobniejsze włókna. Hubki preparowane sokiem z glistnika działają podobnie jak hubki preparowane popiołem.

Zadajmy sobie pytanie, po co się w to bawić? Puśćmy wodze fantazji i stwórzmy taką oto symulację. Nie mamy przy sobie żadnych źródeł ognia, a jest nam bardzo potrzebny. Przy pasie mamy przypięty jedynie nóż ze stali węglowej. W kieszeniach spodni znajdujemy chusteczki higieniczne. W okolicy rośnie glistnik i kawałek krzemienia też znajdziemy. Zakładam też, że nie dysponujemy popiołem ani innymi środków którymi można było by spreparować hubkę. Dobrym rozwiązaniem wydaje się wtedy zrobienie hubki z papieru moczonego w soku roślinnym. W sprzyjających warunkach pogodowych chusteczka nasączona sokiem wysycha po kilkunastu minutach.  To oznacza, że w bardzo prosty i szybki sposób możemy spreparować hubkę do krzesiwa. Glistnik jaskółcze ziele to roślina bardzo pospolita i łatwa do rozpoznania.

Informację o preparowaniu hubek sokami roślinnymi podesłał mi kolega jhp. Sprawdziłem, działa. Dziękuję.

wtorek, 16 maja 2017

Rok poszukiwacza roślin - maj



















Nie tylko zielono, ale i kolorowo jest w maju. Prócz młodych, soczystych liści dużo roślin kwitnie. Jest z czego robić syropy, nalewki, wina, octy, jest co suszyć, kisić, marynować, kandyzować i podjadać. Trudno wręcz nadążyć ze zbiorem i przetwarzaniem. Dobrze, że dzień długi. Powoli kończy się sezon na jadalne korzenie. Zaczął się sezon na fermentowane herbatki.

Lista majowych jadalnych roślin jest bardzo duża, dla łatwiejszego odszukania wymienię je w kolejności alfabetycznej.

arcydzięgiel - młode łodygi i liście, roślina pod ochroną, zbiór tylko z   przydomowych ogródków
babka - liście
barszcz zwyczajny- liście i łodygi, teraz są najsmaczniejsze
bez czarny - kwiaty, za kilka dni już się pojawią
biedrzeniec - liście
bluszczyk kurdybanek -liście
brzoza - liście
buk - liście
bylica - liście
chmiel - młode pędy, korzenie
chrzan pospolity - liście, korzenie
cykoria podróżnik - liście, korzenie,
czeremcha - liście, kwiaty
czosnaczek pospolity - liście
czosnek niedźwiedzi - liście
czyściec błotny - korzenie
dzięgiel - liście i łodygi
dziurawiec - liście
dzwonek - korzenie
fiołek - liście, kwiaty
głóg, liście, kwiaty
gorczyca - liście
gorczycznik - liście
groszek - korzenie, młode pędy
gwiazdnica pospolita- liście
jałowiec pospolity - owoce
jasnota - liście, kwiaty
jeżyna - liście, młode pędy
jodła - liście
klon - liście
kminek - korzenie
komosa - liście
koniczyna - liście, kwiaty
kozibród - liście, korzenie
krwawnik pospolity - liście
lebiodka - liście
lipa - liście
łączeń - korzenie
łoboda - liście
łopian - korzenie, liście
macierzanka - liście
malina - liście
malwa - liście
marchew zwyczajna - liście, korzenie
mięta - liście
mlecz - liście
mniszek - liście, kwiaty, korzenie
oset - liście, łodygi, dna koszyczków kwiatowych
ostrożeń - podobnie jak oset
pałka - młode przyrosty, korzenie
pasternak - korzenie, liście
perz - korzenie, liście
pięciornik gęsi - liście, korzenie
podagrycznik pospolity - liście, łodygi
pokrzywa - liście
poziomka - liście
przytulia - liście
rdest - liście
rdestowiec - liście, młode pędy
rukiew - liście
rzeżucha - liście
sitowie - młode przyrosty, korzenie
sosna - młode kwiatostany męskie
stokrotka - liście, kwiaty
szczaw - liście
szczawik - liście
szczypiorek - liście
szparag - młode pędy
ślaz - liście
świerk - młode pędy
tasznik pospolity - liście
tatarak - liście, korzenie
topinambur - korzenie
wiązówka - liście
wierzba - liście
wiesiołek - korzenie
żywokost - liście

Życzę wszystkim udanych zbiorów.

niedziela, 7 maja 2017

Linka z wiązowego łyka

Nie pisałem jeszcze na blogu w jaki sposób zrobić w terenie linkę z naturalnych włókien. Nie oznacza to jednak, że nie mam w tym temacie doświadczenia i czegoś takiego nie robiłem. Przyznaję, że stosunkowo rzadko sam skręcam w terenie linki z naturalnych włókien. Powodów jest kilka, po pierwsze z wygody noszę ze sobą kilka metrów linki z tworzyw sztucznych lub naturalnych zakupionych w sklepie. A jeśli już nie mam przy sobie, to  robię na szybko z tego co znajdę po drodze (reklamówki z tworzyw sztucznych, ubrania, izolacje przewodów elektrycznych itp.). Druga sprawa to pozyskanie surowca, nie zawsze mamy taką możliwość jak wykorzystanie świeżo ściętych przez innych drzewek lub gałęzi. Okaleczanie żywych drzew tylko po to, by przećwiczyć robienie linek jest nie do przyjęcia. Ostatnia rzecz to czas, jednak skręcenie linki zajmuje troszkę czasu, którego wiecznie nam brakuje. Zawsze znajdujemy ważniejsze lub przyjemniejsze czynności, które możemy robić w terenie. Komu by się chciało skręcać linkę np. do łuku ogniowego w terenie?

Na warsztatach najczęściej pokazuję w jaki sposób wykonać linki z wcześniej przygotowanego lipowego łyka. Jednak sam w terenie szukam surowców na linkę, które się nadają do użycia od razu, bez kilkudniowego moczenia. Jednym z takich naturalnych materiałów jest wiązowe łyko.

Niedawno szukałem w dzikiej kopalni piasku płaskich kamieni na ognisko do pieczenia podpłomyków. Prócz kamieni znalazłem też ścięte świeżo młode wiązy, które ktoś wyrzucił. Proste, z małą ilością gałęzi i o nieuszkodzonej korze drzewka znakomicie nadawały się do pozyskania z nich łyka i zrobienia wytrzymałej linki. Kora bez problemu odchodziła od pnia, po nacięciu nożem odrywałem ok. 2 m długości pasy.






Następnym etapem było oddzielenie elastycznego łyka od warstwy kory. Wybrałem dwa najdłuższe pasma o równej szerokości i na kolanie skręcałem w linkę. Gdy kończyło się pasmo, dołączałem kolejne, tak, powstał sznurek o równej grubości. Ponieważ dzień był słoneczny i łyko wysychało, robiło się sztywne, musiałem je moczyć w wodzie. Z stąd ten ciemniejszy kolor.  W sumie zrobiłem kilka metrów wytrzymałej linki.







W sytuacji kiedy potrzebujemy wytrzymałej linki i nie mamy czasu na preparowanie surowców roślinnych czy też zwierzęcych, wiązowe łyko jest korzystnym rozwiązaniem. Linka z wiązowego łyka jest elastyczna i wytrzymała, a jej wykonanie nie zajmuje dużo czasu.


piątek, 5 maja 2017

Krzesiwa syntetyczne własnej oprawy

Zamówiłem kilka prętów żelazowo-cerowych z zamiarem ich samodzielnego oprawienia. Wymiary prętów cerowożelazowych to 8 mm grubości na 80 mm długości. Pręty są wklejone w kawałki poroża i drewna. Naturalne materiały jakie zastosowałem do oprawy nadały im leśnego klimatu. Do każdego z krzesiw dodałem jeszcze krzemienny krzesak.


niedziela, 23 kwietnia 2017

Tytanowe krzesiwo - pierwsze próby


Przed kolejnym wyjazdem w góry postanowiłem maksymalnie odchudzić swój ekwipunek. Walczyłem o każdy gram i centymetr. Duży i ciężki plecak to udręka w czasie wędrówki, zwłaszcza w trudnym terenie. Jedną z rzeczy, które wówczas zrobiłem była  wymiana naczyń stalowych na tytanowe, odciąłem też ucho w tytanowym kubku, zawsze to kilka gram mniej do dźwigania. Podczas cięcia tytanowego ucha w kubku na szlifierce stołowej powstawały duże ilości jasnych iskier. Już wtedy, prawie 10 lat temu, pomyślałem nad możliwością zrobienia krzesiwa z tytanu, które by działało tak jak tradycyjne stalowe. Skoro z tytanu powstają gorące iskry, jaśniejsze niż przy krzesiwie stalowym, to dlaczego miały by one nie zapalić hubki? Teoretycznie krzesiwem tytanowym dającym iskry o wyższej temperaturze powinniśmy zapalić hubki o wyższej temperaturze zapłonu. O ile wyższej, jakie hubki i czy teoria znajdzie potwierdzenie w praktyce, to wymagało sprawdzenia.

Do prób użyłem tytanowej patelni turystycznej, uderzałem mocno rantem patelni o krzemień, iskry były co prawda jasne, ale skrzesałem ich bardzo mało w porównaniu do krzesiwa stalowego. Materiał, z jakiego była wykonana patelnia, był zbyt miękki, by używać go tak samo jak krzesiwa tradycyjnego. Zniechęcony odłożyłem temat tytanowego krzesiwa.

Kilka lat później przeczytałem ciekawy artykuł o pożarach w USA powstałych w trakcie gry w golfa. Nie był to jednorazowy przypadek, kilkadziesiąt hektarów spłonęło. Sucha roślinność kortów zapaliła się od iskier powstałych w wyniku uderzenia kijem golfowym o kamieniste podłoże.  Kije golfowe powlekane tytanem bądź wykonane ze stopu tytanu przy uderzaniu o kamienie mogą być źródłem iskier o temperaturze do 1500C i spalają się dłużej niż 1 sekundę! Tytan gwałtownie reaguje zarówno z tlenem jak i azotem z powietrza. To wystarczająca energia do zapłonu suchej trawy czy liści.

Kilka miesięcy temu, na forum www.bushcraftusa.com. przeczytałem recenzję krzesiwa tytanowego wykonanego przez Vladimira Zubkowa z Rosji. Post jest ze 4 stycznia 2015 roku, zatem można uznać to za nowinkę w temacie ognia. Wnioski płynące z testów były bardzo zachęcające, krzesiwo tytanowe wytwarza iskry o temperaturze 700 do 800 stopni wyższe niż zwykły napastnik ze stali węglowej. Porównajmy, krzesiwo tradycyjne stalowe umożliwia skrzesanie iskier o temperaturze ok. 800C, krzesiwo tytanowe ok. 1600C, a krzesiwo syntetyczne ok. 3000C. Ponieważ iskry z krzesiwa tytanowego mają wyższą temperaturę niż iskry powstające przy uderzaniu krzesiwem tradycyjnym o krzemień, możliwe jest użycie hubek o wyższej temperaturze zapłonu. Liczba dostępnych hubek jest też dużo większa. Nie będę przepisywał listy hubek, które inni sprawdzili i działają, innym razem się tym zajmę po tym jak sam je przetestuję. Dotychczas z krzesiwem tytanowym sam używałem jedynie zwęglonej bawełny. By skrzesać iskrę tytanowym napastnikiem trzeba mocniej uderzać, ponieważ tytan nie jest tak twardy jak wysoko zahartowana stal, nawet po utwardzeniu czy przy stopach tytanowych.

Napisałem do Vladimira by wykonał dla mnie jedno krzesiwo tytanowe, lecz odmówił tłumacząc, że krzesiwa są dopiero na etapie testów, był niezadowolony z małej ilości krzesanych iskier. No cóż, cierpliwie poczekam na krzesiwo od niego. Pozostało mi samemu poszukać materiału na krzesiwo.
Tytan jest rzadko spotykanym metalem, bez porównania do wszędobylskiej stali. Ze względu na wysoką wytrzymałość mechaniczna i odporność na korozję tytanu używa się zwykle w stopach z innymi metalami. Dla przykładu tytanu używa się w przemyśle lotniczym, sportów ekstremalnych (np. rowery, sprzęt wspinaczkowy), ale i do zastosowań domowych (np. podgrzewacze wody, prostownice do włosów). Nie każdy wyrób z tytanu nadaje się do skrzesania skier, to tak jak ze stalą. Do moich prób potrzebowałem tytanu o wysokiej twardości.

Z pomocą przyszedł kolega, który przysłał mi kawałek blaszki tytanowej, czy to jest czysty tytan, czy stop trudno powiedzieć. Pierwsze próby i szybkie rozczarowanie, mało iskier, które trudno ukierunkować i złapać na hubkę. Uderzałem o krzemień, kwarcyt, radiolaryt, pomyślałem, ze zmiana materiału krzesaka coś pomorze. I był to trop we właściwym kierunku. Po kilku próbach najlepszym rozwiązaniem okazało się uderzanie tytanową blaszka o posadzkę wyłożoną terakotowymi płytkami. Czyli nie ostra krawędź krzemienia, a płaska i dość gładka płytki. To jest zrozumiałe, trudno oderwać pod wpływem uderzenia o ostrą, twardą krawędź miękki metal. Zdeformujemy go prędzej, a jeśli już to wiór będzie miał za małą energię początkową. Ważny jest rozmiar powstających wiórów jak i prędkość. Uderzanie tytanową blaszką o powierzchnię płytki posadzkowej z dużą prędkością powoduje znaczne tarcie, rozgrzanie do wysokiej temperatury i efekcie oderwanie od krawędzi blaszki małych, tytanowych wiórów. Mają one na tyle dużą energię, że ulegają zapłonowi.

Sukces w 100%, dużo iskier, długo się żarzących, hubka bez problemu chwyta iskry i ulega zapłonowi. Technika nie najłatwiejsza, ale jak najbardziej powtarzalna. Z tytanowej blaszki i małego kawałka terakotowej płytki zrobiłem zestaw do krzesania o dość niecodziennym wyglądzie, raczej nikt by nie podejrzewał do czego może to służyć. Pozostaje mi przetestowanie możliwości tytanowego krzesiwa z rożnymi hubkami. A gdy dorwę kawałek tytanu, z którego da się zrobić krzesiwo o bardziej klasycznym wyglądzie i technice krzesania, to zdam relację.

Krótki film z testów tytanowego krzesiwa:  https://www.youtube.com/watch?v=Yk8hMdw4vnU

wtorek, 18 kwietnia 2017

Jak zrobić gwizdek z metalowej łuski po naboju


Z metalowej łuski po naboju można wykonać kilka przydatnych gadżetów, między innymi gwizdek.
Krótka instrukcja jak wykonać taki gwizdek.

Do dyspozycji miałem kilka łusek różnej wielkości, wybrałem dwie największe i z nich zrobiłem gwizdki.

Zwężającą się końcówkę łuski (linia cięcia zaznaczona czarnym markerem linią przerywaną) odcinamy. Brzegi po cięciu trzeba wyrównać. W warunkach survivalowych i braku wszelkich narzędzi typu, pilnik czy piłka do metalu, końcówkę ścieramy na kamieniu.



W odległości ok. 1-1,5 cm od ustnika robimy wcięcie o kształcie jak na zdjęciu obok. Wycięcie przypomina literę ''V'' lub ''U''. Nie może ono sięgać głębiej niż do połowy średnicy łuski.
Jeśli nie posiadamy narzędzi otwór uzyskamy pocierając o ostrą krawędź kamienia, krawężnika czy betonowej płytki.
Docinamy gałązkę (zatyczkę) o średnicy wewnętrznej łuski i długości ok. 1-1,5 cm. Ja docinam odrobinę dłuższą zatyczkę, a po dopasowaniu średnicy skracam ją na równo z ustnikiem. Zatyczka musi być dokładnie dopasowana, tak bym nam nie wypadała z łuski. Od góry ścinamy zatyczkę na płasko do ok. 1/4 -1/3 wysokości. Patrz zdjęcie obok.

Bez piłki, siekiery czy noża też da się to zrobić.

Przyciętą drewnianą zatyczkę wsuwamy w łuskę. Koniec zatyczki w środku ma się pokrywać z początkiem wycięcia w metalowej łusce. Całość po złożeniu powinna wyglądać ja na zdjęciu obok.  Teraz spróbujcie zagwizdać. Głos powinien być czysty i przenikliwy.

Dźwięk, jaki wydawać będzie nasz gwizdek zależy od wielkości łuski, kształtu i rozmiaru wycięcia oraz zatyczki. Wsuwając i wysuwając zatyczkę płycej lub głębiej można w pewnym stopniu regulować jego brzmienie. Podobnie jest z zatyczką to, na jaką wysokości ją przetniemy, będzie miało wpływ na głos naszego gwizdka. Gdyby zatyczka wypadała to możemy ją przykleić.

Do gwiazdka warto dorobić zawieszkę do zawieszenia na szyi. Masz teraz super taktyczny gwizdek. Ciesz się z nowej zabawki i gwiżdż na wszystko :)

czwartek, 13 kwietnia 2017

Pikle i marynowany rdestowiec


Młode pędy, na popędy :) Oczywiście mam na myśli popęd skierowany ku dzikim roślinom jadalnym.

Posmakował mi wielce kwaśny smak rdestowca. A że teraz jest sprzyjający okres zbioru jego młodych, delikatnych pędów, to wykorzystuje go w kuchni do rożnych dań oraz robię z niego przetwory. Pikle z rdestowca, marynowane pędy w różnych zalewach, chińszczyzna, stir-fry, ciasta, musy, lody i napoje. Ja się rdestowca nie boję :) Oto kilka przepisów na dziś.

Pikle z pędów rdestowca
Najlepiej wybierać pędy młode, o grubości palca, które są delikatne i mało włókniste. Starsze pędy trzeba obrać z włóknistej skórki. Pędy myjemy, pozbawiamy listków i kroimy na 1 cm długości plasterki. Wkładamy do słoików i zalewamy zalewą. Zalewę robimy klasyczną gotując 4 części wody z 0,5 częściami octu 10% plus cukier, sól i kilka ziarenek gorczycy do smaku. Ciepłą jeszcze zalewą zalewamy pokrojone pędy rdestowca. Do każdego słoika dodajemy ziele angielskie i liść laurowy. Szczelnie zakręcamy słoiki i pasteryzujemy 3-5 minut. Inny sposób to zalanie wsadu bardzo gorącą zalewą.

Podobnie można zrobić pikle z pędów rdestowca z dodatkiem czosnku, ostrej papryczki lub pieprzem. Zamiast octu spirytusowego warto użyć własnego wyrobu octu jabłkowego lub innego. W końcu skoro tyle tego octu narobiliśmy, to trzeba coś z niego zrobić :)


Egzotyczne pikle z rdestowca
Na dnie każdego słoika umieścić kilka ziaren kardamonu, anyżu i goździków. Pocięte na kawałki pędy rdestowca ułożyć w słoiku. Zalewę robimy mieszając w proporcji 1:1 ocet jabłkowy z wodą, dodajemy cukier do smaku, pocięty na plasterki imbir i odrobinę soli. Chwilkę pogotować a następnie gorącą zalewą zalewamy słoiki. Nie pasteryzujemy, po 2 dniach można już próbować. Najlepiej spożyć w ciągu 2-4 tygodni. Przechowywać w lodówce.


Marynowane pędy rdestowca
Młode pędy rdestowca myjemy, pozbawiamy listków. Co wrażliwsi mogą dodatkowo obrać ze skórki. Upychamy w słoiku i zalewamy zalewą tak, by wsad był zakryty. Zalewa najprostsza z możliwych, na 4 części wody dajemy 0,5 części octu 10%, sól i cukier do smaku, 1 liść laurowy, kilka ziaren ziela angielskiego i  pieprzu. Gotujemy i przestudzamy. Pasteryzować krótko, 3-5 minut, by się nie rozpadło. Jak ktoś lubi, można fantazjować z innymi zalewami i dodatkami.