piątek, 16 maja 2014

Grzybnia żółciaka siarkowego


Żółciak siarkowy (Laetiporus sulphureus), pięknie ubarwiony, o siarkowej barwie kapelusz przyciąga uwagę. Znamy go z zastosowań kulinarnych, lecz mało kto wie jak wygląda grzybnia, która ze względu na swe właściwości też nas powinna zainteresować.

Grzyb odznacza się dużą zmiennością form i nie zawsze wytwarza owocniki. Ten pospolity grzyb najczęściej występuje na drzewach liściastych: dąb, buk, topola, wierzba, drzewa owocowe, rzadko na drzewach iglastych.


Żółciak siarkowy jest groźnym pasożytem drzew, niszczy je, powodując brunatną zgniliznę drewna, drzewa przerośnięte grzybnią łatwo uszkadza wiatr. Właśnie w ten sposób najłatwiej znaleźć grzybnię żółciaka, na świeżych wiatrołomach w pęknięciach zauważymy charakterystyczne, skórzaste płaty wrośnięte pomiędzy słoje drewna. Grzybnia może przypominać też sznurki bądź watowate pęczki, barwa grzybni biała, niekiedy lekko żółta lub jasno brązowa, elastyczna, grubości kartki papieru do kilku milimetrów (najczęściej), rzadko powyżej 1 cm.

Grzybnia żółciaka siarkowego po spreparowaniu to bardzo dobry materiał na hubkę do krzesiwa tradycyjnego. Przed użyciem krawędź grzybni opalamy bądź zwęglamy w sposób, jaki preparuje się hubkę z lnu i bawełny. Zwęglona grzybnia bardzo ładnie się tli, długo się żarzy i trudno ja ugasić, nie jest tak krucha jak len czy bawełna. Krawędź opalam tak, by brzeg miał jak najwięcej nierówność (wycięć), chroni to w pewnym stopniu przed wykruszaniem zwęglonych części i ułatwia zapłon od iskry z krzesiwa. Na hubkę wybieram elastyczne, miękkie płaty grzybni grubości 3-6 mm. Przechowujemy w szczelnym pojemniku chroniąc przed zawilgoceniem i wykruszaniem.


Warto wspomnieć, że nie zawsze każdy kawałek grzybni po zwęgleniu łapie iskry, dlatego warto sprawdzić czy po spreparowaniu hubka działa. Kiedyś miałem niemiłą niespodziankę, znalazłem w wiatrołomie buka grzybnię, której w żaden sposób nie dało się odpalić mimo, że jej krawędź wcześniej zwęgliłem.   


 


Grzybnia przyjmuje też iskry z krzesiwa tradycyjnego bez preparowania, jednak jest to bardzo zawodne i trudne do powtórzenia nawet, gdy już mamy ten właściwy kawałek grzybni, który wcześniej działał i wiemy, w jaki sposób to zrobić. Kawałki grzybni, które udało mi się odpalić były bardzo miękkie i cienkie, wcześniej przygotowuję krawędź lekko je strzępiąc.

Gdy wędruje po Bieszczadzkich lasach to zdarza mi się, że przygotowuję sobie ogniowy zestaw składający się krzesiwa tradycyjnego (ewentualnie nóż), krzesaka z miejscowego radiolarytu znalezionego w potoku i opalonej grzybni żółciaka. Uważam, że opalona krawędź grzybni łatwiej zajmuje się od iskry niż identycznie przygotowany hubiak pospolity, taki drobny niuans. Łatwej i szybciej też przygotowuje się hubkę z grzybni, z hubiaka trzeba najpierw wyciąć plastry nożem a następnie wysuszyć i opalić krawędź. Jeśli jest sucho to grzybnię od razu opalam i wykorzystuję jako hubkę. Grzybnię żółciaka siarkowego niestety o wiele trudniej znaleźć niż hubiaka pospolitego, jest ona mało znana i zarazem rzadko wykorzystywana na hubkę do krzesiwa tradycyjnego.








piątek, 9 maja 2014

Dzień świstaka


Kiepski dzień. Nic nie układa się tak, jak byś tego chciał. Wstajesz rano z nadzieją, i okazuje się, że każdy kolejny jest taki sam, nic nie jest lepiej. Masz wrażenie, że jesteś zamknięty w pętli czasu, z której nie można się wyrwać, bezradność.
Co dzień budzi mnie denerwujący odgłos budzika, wstaję rano i udaję się do krainy Mordoru. Psychicznie wyzuty z chęci do czegokolwiek wyglądam lepszego jutra, ciągle jeszcze się łudzę...
A co, gdy już na niczym nie będzie ci zależeć, stracisz wiarę we wszystko?

Długo zastanawiałem się nad nazwą bloga, najpierw jaka ma być, a później czy ją nie zmienić. Miałem dylemat, bo nie łatwo zaszufladkować to, czym się zajmuję, a jakoś wypada określić, gdybym tego nie zrobił to i tak inni przypięliby mi etykietę. Wydaje mi się, że najbliżej właśnie do tzw. bushcraftu, który łączy różne dziedziny. Nie lubię sztucznych ograniczeń, dlatego zajmuje się różnymi dziedzinami, to co mnie w danej chwili interesuje. Może i niektórzy ze zgrozą patrzą na moje poczynania pod szyldem ''bushcraft'', nic to. To moje widzenie bushcraftu, tak to czuję i tak to robię. To sens i sposób życia, sprawia mi to przyjemność i pozwala odpocząć.
Góry, woda, las, zabytki, wędrówki z plecakiem, zwiedzanie, podglądanie przyrody, robienie zdjęć, jazda na rowerze, pływanie kajakiem, wspinaczka, eksploracja jaskiń, wędkarstwo, zbieranie grzybów, dzikich roślin, dłubanki w drewnie, rozpalanie ogniska, obozowa kuchnia, biwakowanie w lesie - to ma grono swoich wielbicieli. A jak ktoś chce sobie tylko pospacerować, czy poleżeć na trawce, to też mu wolno, każdy odpoczywa jak lubi. Jest bardzo wiele form spędzania wolnego czasu na świeżym powietrzu i każdy, jeśli tylko zechce, to coś dla siebie znajdzie. Jednak każdy trochę inaczej to postrzega, dla jednych to, co jest zwykłą turystyką, to dla innych może być survivalem, jeden opisze przeżycia z wycieczki jako ''lajcik'', a inny powie ''ale hardcore''. Nie ma się co spierać czy to, co robimy to jeszcze bushcraft, czy już survival albo tylko zwykła turystyka, można dokładnie rozgraniczyć te działalności, ale nie oto chodzi. Nie wszystko się wszystkim podoba, to normalne, nie ma potrzeby sztucznie udowadniać wyższości jednej aktywności nad pozostałymi.
W końcu i tak, jakbyśmy tego nie nazwali - bushcraft, survival, puszczaństwo, woodcraft, turystyka, historyczne odtwórstwo itd., to łączy nas wszystkich jedno - cel. Zwyczajnie chcemy się zrelaksować, odpocząć.

Człowiek wypoczęty to człowiek szczęśliwy, a więc odpoczynku, jak najwięcej, dla wszystkich. 

''Słowiański gród'' w Wólce Bieleckiej


Dawno, dawno temu,
Za jednym lasem,
Za jedną rzeczką,
Był sobie gród nadwieprzański...


Ciekawa historia grodu, to raz. Po drugie stosunkowo blisko, a po trzecie obejrzałem ten
teledysk zespołu Percival: https://www.youtube.com/watch?v=GT1dZPv99yA
Lubię takie klimaty, wczesne średniowiecze, słowiański gród, pogranicze, przenikanie się różnych kultur. Nie będę przepisywał informacji ze strony, jak ktoś chce to o grodzie więcej można poczytać tutaj: http://www.slowianskigrod.pl/  Skoncentruje się na tym, co wydarzyło się podczas pikniku rodzinnego 1 dnia maja.


Gród, który jest rekonstrukcją wczesnośredniowiecznego grodziska z pobliskiego Klarowa, jego otoczenie, historię, plany na przyszłość oraz grodzianina poznałem już wcześniej. Teraz pojechałem poznać pozostałych członków załogi oraz zobaczyć jak jest na pokazach. Impreza trwała krótko, zaczęła się o godz. 16.00
od zwiedzania grodu, podgrodzia mieszkalnego, umocnień, miejsca kultu Świętowita. Dla zwiedzających przygotowany był posiłek - zupa z pokrzyw i soczewica. Mogli on zobaczyć jak wybija się monety, narzędzia kościane i krzemienne ''łowców reniferów'', postrzelać z łuku czy spróbować swoich sił w krzesaniu ognia. Odbył się pokaz uzbrojenia wojów, ich możliwości  oraz inscenizacja walki, mała Zuzia okazała się najsilniejsza :)
Zarówno dorośli jak i najmłodsi aktywnie mogli uczestniczyć w przygotowanych licznych atrakcjach. Plenerowe widowisko, dawne tańce przy ciekawej muzyce oraz na koniec tańce z ogniem, które przed zmrokiem zakończyły imprezę.

Wieczorem, po wszystkim, jeszcze chwilę posiedziałem z innymi przy ognisku, omówienie wrażeń i tego, co się wydarzyło. Krótko co prawda trwało to pierwsze spotkanie, ale bardzo mi się spodobało, zwłaszcza zaangażowanie ekipy grodu. Nie wszyscy przyjechali i nie wszystko można było zobaczyć spośród bogatej oferty. Jestem jednak zadowolony z tego wyjazdu, widzę duże możliwości rozwoju grodu. Miejsce ciche, odsunięte od hałaśliwych dróg i zabudowań. Czysta woda, powietrze i ziemia, gdzie można zobaczyć bociana przelatującego nad grodem i posłuchać wieczornego koncertu żab. Żałuję, że nie mogłem zostać na noc gdyż następnego dnia rano musiałem być już na pokazach w Krzemionkach. Mam nadzieję, że następnym razem zagoszczę na dłużej, będę mógł posiedzieć do późna w nocy przy ognisku, razem z innymi przy wspólnej rozmowie i biesiadzie napiwszy się miodu pitnego, zmęczony ale szczęśliwy, po dniu bogatym we wrażenia, zasnąć na posłaniu ze słomy przykryty baranicą w jednej z ziemianek.
Eh, jak bardzo smakuje mi takie życie... Ja tam jeszcze wrócę!

Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/101961305466505913296/1MajaSOwianskiGrodWWolceBieleckiej#
Filmik lokalnej TV: https://www.youtube.com/watch?v=ZCEXtopDOzM