wtorek, 24 kwietnia 2012

Zlot reconnet.pl - wiosenny 2012



W dniach 19-22.04.2012 nad Wisłą w okolicach Secymina odbył się zlot forum reconnet.pl, dla mnie był to czwarty kolejny. Na początku nie miałem ochoty jechać, zdecydowałem się dość późno i nie żałuję, było warto, moim zdaniem był to najlepszy zlot na jakim dotychczas byłem, bardzo wartościowy pod każdym względem. Większość uczestników znałem z poprzednich spotkań, przybyło też  kilku nowych, w sumie naliczyłem 29 osób, rekordowy zlot pod względem uczestników odbył się rok temu w okolicy Bukowna, ten za to był ciekawszy.
W czwartek kilka osób przybyło na miejscówkę by urządzić obozowisko, ponieważ stan wody w Wiśle był dość wysoki wybrano miejsce kilkanaście metrów od brzegu rzeki, na porośniętej drzewami piaszczystej łasze, ładnie osłoniętej i trudno dostępnej dla przypadkowych osób.
Już samo dojście do miejscówki było nie lada atrakcją, prowadziło wśród rozlewisk Wisły, miejscami piach lub błoto, czasami po kłodach drewna, a gdy nie było innego przejścia to i buty trzeba było zdejmować brodząc w wodzie do kolan.
Ja ze swoją ekipą z samochodu przybyłem w piątek po południu, trochę błądząc zanim znaleźliśmy dojście do miejscówki, pozostali uczestnicy przybywali do późnych godzin nocnych. Po zapoznaniu się z obozowiskiem i najbliższą okolicą, rozpakowaniu plecaków i przygotowaniu miejsca na nocleg, zjadłem nieco ze swoich zapasów gdyż na grochówkę z kotła trzeba było zaczekać.
W międzyczasie korzystając z ogniska zaczęły się mini warsztaty, zrobiliśmy klej z żywicy sosnowej i węgla drzewnego oraz spreparowaliśmy hubkę z kawałków bawełny, której działanie szybko sprawdziliśmy krzesząc iskry krzesiwem kowalskim i krzemieniem.


Ponieważ przybywali kolejni forumowicze, zaczęły się powitania, rozmowy, degustowanie przywiezionych smakołyków oraz trunków, niektóre stworzone w czasie trwania imprezy, trwało to do późnych godzin nocnych.

W sobotę rano ugotowaliśmy kocioł rosołu,  posileni ruszyliśmy z chętnymi w teren na zbieranie dzikich roślin. Okolica była uboga pod względem ilości gatunków, mimo to udało się nam nazbierać wystarczającą ilość młodych pokrzyw, czosnaczku, chmielu i  żywokostu.

Po powrocie zajęliśmy się kuchnią, obozowisko było bardzo dobrze urządzone, dwa ogniska były dobrym pomysłem, gdyż jednoczenie na obu można było coś robić, znacznie skracało to czas i ułatwiało organizację. Przy większym rozłożyła się ekipa odpowiedzialna za wypiek chleba, pizzy i ciasta drożdżowego z żurawiną, przy mniejszym robiliśmy kurczaka w cieście, smażyliśmy chipsy z topinamburu, placuszki z pokrzywą i żywokostem. Na koniec zrobiliśmy z pędów chmielu, czosnaczka i topinamburu z dodatkiem sosu winegret pyszną sałatę, którą bardzo mi smakowała razem z pizzą. Wypiek pizzy okazał się łatwy, większym problem był wypiek chleba, odpowiednia temperatura i duża ilość żaru to klucz do wypieku, po próbach i wspólnych przemyśleniach chleb udało się upiec, był na tyle smaczny, że następnego dnia rano już go nie było.
Wszystkim smakował również potrawy przygotowane na drugim ognisku, znikały bardzo szybko, z ciasta drożdżowego zrobiliśmy podpłomyki, razem z domowymi dżemami okazały się nieziemsko dobre.
Po wszamaniu tego wszystkiego zabrałem się za warsztaty ogniowe, teoria i praktyka, każdy mógł popróbować sam krzesząc iskry nożem, krzesiwem syntetycznym, krzesiwem kowalskim i krzemieniem czy  innymi minerałami, różne rodzaje hubek, różne techniki. Można było spróbować swoich sił z łukiem ogniowym i świdrem ręcznym, z materiałów przywiezionych jak i znalezionych na miejscu.
Sobota, ale nie tylko, obfitowała w różnego rodzaju warsztaty, każdy kto chciał i miał ochotę, mógł się sporo nauczyć, oprócz rozpoznawania roślin, zielonej kuchni i warsztatów ogniowych można było wystrugać sobie łyżeczkę nożem łyżkowym lub wypalić, postrzelać z łuku, wiatrówki, dmuchawki, nauczyć się w warunkach polowych wypieku chleba, pizzy, podpłomyków, przygotowania różnych innych dań, naostrzyć nóż, siekierę, jak oprawić siekierę, podpatrzeć sprzęt innych, dowiedzieć się coś o fotografii, organizowaniu obozu, zapytać innych o coś czego nie wiemy.


Sobotni wieczór był nie zapomniany, przy ognisku i gitarze miło było zasiąść i posłuchać muzyki, pośmiać się i pożartować, porozmawiać.





W niedzielę rano wstałem bardzo wcześnie, brzeg Wisły spowiła mgła, dziwnie cicho i spokojnie, zrobiłem kilka zdjęć, rozpaliłem ognisko i wstawiłem czajnik z wodą na herbatę dla innych. Później pakowanie plecaka, zwijanie obozu, pamiątkowe zdjęcie wszystkich uczestników zlotu i przeprawa.
Nigdy nie lubiłem pożegnań i powrotów do domu, kilka chwil spędzonych w oderwaniu od codzienności, dobre choć tyle.





Zdjęcia Marshalla: http://adammarczak.com/_static/foto/20120422_reconnet_2012_zlot_wiosna/galeria.html

Wcześniejsze zloty, na których byłem (część zdjęć innych uczestników):
https://picasaweb.google.com/114228827416520496820/NietanieRzeczy
https://picasaweb.google.com/halinaami4/WielkopolskaSamoDobro#                  
http://picasaweb.google.com/bialoleczanin/ReconnetPlZlot2010?feat=directlink                  


Dziękuje wszystkim za to spotkanie.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Placuszki z żywokostem na słodko



Dzisiaj prawie cały dzień padał deszcz, ale nie na tyle intensywny by powstrzymać mnie od wyjścia z domu, chciałem połazić po najbliższej okolicy i zrobić sobie coś do jedzenia na ognisku.
Po drodze widziałem mnóstwo jadalnych roślin, min. młode pędy chmielu, liście pięciornika i barszczu zwyczajnego, z którego to po ukiszeniu mam zamiar zrobić staropolski barszcz, ale to innym razem. Ja jednak nazbierałem młodych, wychodzących z ziemi, liści żywokostu i ruszyłem dalej szukać osłoniętego od wiatru miejsca gdzie znajdę suchy opał. Miejscówkę szybko wybrałem, zaciszne miejsce z mnóstwem opału, nawet drewno nie było bardzo wilgotne, a i na siedzisko pniaczek znalazłem. Zainstalowałem butelkę pod brzozą na oskołę, sezon powoli kończy się, wody niewiele zabrałem z domu, więc sok dolewałem do ciasta jak i popijałem nimi placuszki.












Na ognisku zagotowałem wodę na herbatkę z błyskoporka i zabrałem się za placuszki, przepis jest taki sam jak na placuszki z pokrzywy z tym wyjątkiem, że zamiast soli dodajemy cukier. Do ciasta dodałem drobno pokrojone liście żywokostu ale można użyć innych roślin, najlepiej o łagodnym smaku, naturalny smak roślin będzie prawie niewyczuwalny, dominowała będzie słodycz ciasta.















czwartek, 12 kwietnia 2012

Chipsy z topinamburu


Bulwy słonecznika bulwiastego (topinamburu) czyścimy, myjemy i kroimy w cienkie plasterki. Obsmażamy na głębokim, gorącym oleju aż będą kruche i uzyskają złocisty kolor. Jeśli wrzucimy za dużo plasterków topinamburu na olej to nie usmażą się tylko uduszą, będą miękkie i białe.
Usmażone chipsy doprawiamy solą i czerwoną, ostrą papryką w proszku. Jedno z lepszych dań, łatwe do wykonania w domu jak i w terenie.

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Szyszka świerku jako świder w łuku ogniowym

Trudno sobie wyobrazić aby w lesie nie można było znaleźć odpowiedniego kawałka drewna na wszystkie elementy łuku ogniowego. Jednak czasami mam ochotę spróbować czegoś nowego, tak było i tym razem, wymyśliłem sobie, że świder będzie z szyszki świerkowej, z czystej ciekawości czy się da, taki mały eksperyment.
Nie znalazłem nigdzie informacji by ktoś za pomocą świdra z szyszki uzyskał żar w technice z łukiem ogniowym, ale kto nie spróbuje ten się nie dowie.
Najłatwiejsze w całym zadaniu było znalezienie szyszki, kilka dorodnych, bez śladów żywicy, możliwie długich i prostych, zerwałem w lesie bez problemu z wiatrołomu świerka, przy okazji zabrałem do domu dwa kawałki drewna z rozłupanego pnia na podstawkę. Gdy już były suche nożem ściąłem do odpowiedniego kształtu, czasami pod świerkami można znaleźć szyszki już obgryzione z łusek przez wiewiórkę, nornicę lub mysz, wtedy materiał na mamy świder gotowy.
Na zdjęciu dla porównania palce mojej dłoni i świder z szyszki świerkowej, średnica 14 mm, długość 85 mm, używany kilka razy, pierwotnie był nieco dłuższy.
Dalej pojawiły się problemy, zanim zacząłem jeszcze dobrze świdrować. Najpierw musiałem zastosować klocek dociskowy z kamiennym oczkiem, okazał się najlepszy, koniec szyszki-świdra jest miękki i szeroki, inne dociski miały małe oczko, stawiały za duży opór przy świdrowaniu.
Bardzo krótki świder wymagał  małej zmiany techniki świdrowania, stopa przytrzymująca podstawkę była bardziej przesunięta do środka, tak by można było oprzeć o kostkę nadgarstek ręki z klockiem dociskowym. Dobra stabilizacja postawy odgrywa tu bardzo ważną rolę. Próbowałem podstawki z kilku gatunków drzew, najlepsza okazała się ta zrobiona z kasztanowca zwyczajnego.
Jedynie na początku, świder i gniazdo zamiast ścierać się tworząc gorący pył, polerowały się przy okazji nieźle piszcząc. Poradziłem sobie bardzo szybko, odrobina drobnego piasku do gniazda i do świdrowania, tak kilka razy, aż zacznie pojawiać się czarny, drobny pył. Świder dociskałem dość mocno, świdrowałem jak najszybciej potrafię, opłacało się, w końcu sukces, uzyskałem żar, później jeszcze kilkukrotnie w różnych dniach powtórzyłem próbę. 
Przy okazji nauczyłem się czegoś nowego, jak postępować z nieznanym materiałem, co zrobić gdy świder jest bardzo krótki, koniec od strony docisku jest miękki a drugi zamiast ścierać się  to poleruje. I na tym najbardziej mi zależało, poradzić sobie z nieznanym w trudnej sytuacji, nauczyć się rozwiązywać problemy.


niedziela, 8 kwietnia 2012

Placuszki z pokrzywy

Po długiej zimie nie mogę doczekać się pierwszych wiosennych roślin, z których będę mógł zrobić jakieś smaczne danie. Gdy tylko śnieg stopnieje i zrobi się trochę cieplej wyruszam w teren na zbiór, młode pędy pokrzywy pojawiają się bardzo wcześnie i są łatwe do znalezienia. Jest wiele przepisów, pokrzywę można przygotowywać na różne sposoby, dzisiaj podam jeden z nich, podstawowy, najprostszy.




Do naczynia z drobno posiekaną pokrzywą dosypujemy mąkę i dolewamy wody, tyle by po wymieszaniu otrzymać ciasto o konsystencji gęstej śmietany. Pokrzyw powinno być dużo więcej niż mąki, objętościowo ok. 4 razy, spełnia ona rolę spoiwa, bez niej placuszki rozpadły by się. Kiedyś zrobiłem ciasto z 1 części pokrzyw i 1 części mąki, mimo że długo smażyłem i z wierzchu skorupka była rumiana, w środku były nadal gliniaste i surowe.
Dodajemy do ciasta trochę soli dla smaku, mieszamy. Smażymy na rozgrzanym oleju cienkie placuszki z rumianą, kruchą skorupką i miękkim, zielonym wnętrzem.





W smaku placuszki nie przypominają w ogóle pokrzywy, zupełnie inny, bardziej łagodny, niektórzy porównują ich smak do paluszków rybnych.

Robię takie placuszki kilka razy w roku i zawsze mi smakują, są smaczne, zdrowe, pożywne.

Na podobnej zasadzie można robić placuszki z praktycznie wszystkich roślin jadalnych, z jednego lub kilku gatunków, dodając do ciasta liście, pędy, owoce, kłącza itd., zmieniać dodatki (sól, pieprz, cukier, przyprawy, jajko, mleko, proszek do pieczenia, różne rodzaje mąki), można też nie smażyć tylko upiec podpłomyki robiąc gęstsze ciasto i zagnieść z roślinami. Jest tak dużo roślin jadalnych, tyle sposobów na ich przygotowanie, że każdy coś dla siebie znajdzie smacznego.

Pył drzewny w technikach niecenia ognia wykorzystujących tarcie.

Uzyskanie ognia,  w technikach wykorzystujących tarcie między dwoma kawałkami drewna, sprowadza się do wytworzenia gorącego pyłu drzewnego, który przy pewnej temperaturze zaczyna się samoistnie scalać, wzrasta temperatura, a następnie zaczyna się żarzyć. Proces ten wymaga odpowiedniej minimalnej temperatury (ok. 400 C) i równocześnie musi zachodzić z odpowiednią szybkością, poniżej tej temperatury nic prócz dymu z pyłu drzewnego nie otrzymamy. Jest kilka czynników mających wpływ na minimalną temperaturę, wszystko co przeszkodzi w uzyskaniu odpowiedniej temperatury, uniemożliwi w efekcie końcowym uzyskać ogień.

Takimi przeszkodami jest woda, żywica i inne lotne substancje, podczas tarcia drzew zostają podgrzane razem z pyłem drzewnym, następnie parują zabierając ciepło ze zwęglonego pyłu, uniemożliwiając utlenianie. Temperatura utleniania pyłu drzewnego zależy od gatunku drewna, przede wszystkim jego gęstości. Wraz ze wzrostem gęstości drewna zmniejsza się jego izolacyjność cieplna, lekkie drewno będzie dobrym izolatorem. Jeżeli przy zestawie zrobionym z drewna o małej gęstości z łatwością uzyskamy gorący pył drzewny, to przy zestawie zrobionym z drewna o dwukrotnie większej gęstości, wysiłek jaki włożymy w uzyskanie takiego samego pyłu, będzie dwukrotnie większy, proporcjonalnie izolacyjność cieplna drewna dwa razy gorsza.

Z niektórych gatunków drewna o małej gęstości trudno jednak uzyskać bardzo drobny pył, drewno jest nietrwałe, rozpada się zanim wzrośnie odpowiednio temperatura, pod wpływem tarcia uzyskujemy włókna, które wymagają wyższej temperatury by doszło do utleniania.
Kolejną przeszkodą jest wielkość drobin pyłu, im mniejsze drobiny tym niższa temperatura zapłonu pyłu drzewnego. Najprościej przeprowadzić test, pocierać zwęglony pył między kciukiem a palcem wskazującym, jeżeli uzyskamy bardzo drobny, łatwo rozcierający się w palcach proszek przypominający puder, mamy duże szanse na sukces. Grube i trwałe włókna mogą uniemożliwić uzyskanie ognia gdyż wymagają wyższej temperatury by nastąpił proces utleniania.

piątek, 6 kwietnia 2012

Powitanie

Witam wszystkich

Bushcraft to chyba najlepsze określenie tego czym się zajmuje, jest to moja pasja od ponad 20 lat, łączy w sobie różne umiejętności i dziedziny wiedzy. Zawsze miałem ciekawość poznawania otaczającego mnie świata i towarzyszących im zjawisk, chciałem wszystkiego się dowiedzieć, .
zobaczyć, spróbować, zaowocowało to licznymi zainteresowaniami
Lubię też spędzać wolny czas na świeżym powietrzu, podziwiać widoki, obserwować zmiany w przyrodzie wraz z porą roku, robić coś zupełnie innego niż zwykle, jest to przyjemna forma wypoczynku. Szczególnie las jest dla mnie niezwykłym tworem przyrody, zupełnie inny świat w odróżnieniu od tego naszego codziennego środowiska w którym żyjemy. Po pracy i domowych obowiązkach choć na chwilę uciec przed hałasem i smrodem cywilizacji, ciągłym pośpiechem i rzeczami które muszę koniecznie zrobić, muszę mieć, stresem, obowiązkami itd.
Przebywanie z dala od domu stwarza innego rodzaju potrzeby, koncentrujemy się na zabezpieczeniu własnego organizmu prze wychłodzeniem, przegrzaniem, odwodnieniem, głodem, zranieniem itp., co zrobić gdy jesteśmy zdani tylko na własne siły, bez dachu nad głową, nie mamy w pobliżu sklepu z jedzeniem, apteki, szpitala, telefonu, sprzętu,  jak sobie poradzić bez udogodnień nowoczesnej technologii, pieniędzy, prądu i dostępu do internetu, czy jest możliwe uniezależnienie się od zdobyczy obecnych czasów, czy można inaczej ?
Na tym blogu właśnie chciałbym odpowiedzieć na niektóre pytania, zaprezentować techniki od bardzo starych, z zamierzchłych czasów po nowoczesne, pokazać jak wiele można zrobić dysponując niewielkimi środkami, co można dokonać posiadając wiedzę i umiejętności. Jest to wspólne dziedzictwo wielu pokoleń i ludzi na całym świecie, odtwarzanie prymitywnych technik łączy nas jako gatunek ludzki.
Ciągle zgłębiam wiedzę i swoje umiejętności ale też chciałbym dzielić się z innymi tym co już wiem,
ten blog niech będzie źródłem informacji dla Was.
Proszę o komentarze bym również ja mógł skorzystać z waszego doświadczenia.

Mr. Wilson