czwartek, 9 kwietnia 2015

Szałas potu na powitanie wiosny




Świat szamanów, zjawisk nadprzyrodzonych coś, czego nie da się racjonalnie wytłumaczyć, objąć wzorami matematycznymi istniał od zarania dziejów. Czasy się zmieniały, powstały różne religie, mamy XXI wiek i rozkwit nauki. Jestem bardzo sceptycznie nastawiony do takich rzeczy, ale spotkało mnie kilka razy w życiu coś, czego nie potrafię sobie w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć.
28-29 marca tego roku wziąłem udział w szałasie potu w przepięknym miejscu w Puszczy Bolimowskiej. Wywarło to na mnie tak duży wpływ, że postanowiłem o tym napisać. Oczywiście głębsze odczucia są sprawą bardzo indywidualną i osobistą, pozostawię je więc dla siebie.

O szałasie potu słyszałem już kilka lat temu, jednak nie potrafiłem się zdecydować. Może nie byłem jeszcze gotowy?  I stało się tak, że znajoma zaprosiła mnie do wzięcia udziału w szałasie potu na powitanie wiosny, nie wahałem się ani chwili. Poczułem, że ten szałas jest mi potrzebny. Rozwojowi fizycznemu powinien towarzyszyć harmonijny rozwój duchowy.

Jana Szeligę, który miał poprowadzić te warsztaty twardej ścieżki poznałem już wcześniej na Konwencie, gdzie wtedy zorganizował chodzenie po żarze. Nie wiedziałem nic o szałasie potu, poza tym, że coś takiego jest. Byłem bardzo podekscytowany, nie wiedziałem jak zareaguję.

Co to jest w ogóle ten szałas potu, po co się to robi? Szałas potu jest jedną z praktyk twardej ścieżki (nazwa umowna). Mogą one obejmować np. chodzenie po ogniu, szałas potu, zakopywanie w ziemi, podróże przy bębnie, marsze transowe, tańce spontaniczne, diady komunikacyjne, medytacje dynamiczne. Twarda ścieżka to ogólnie ćwiczenia poszerzające świadomość, oddziaływające na umysł poprzez ciało i jego zmysły. Mają na celu rozwój, przemianę i samopoznanie, występują w szamanizmie, hatha jodze a nawet w treningu aktorskim czy survivalu.

Na miejsce przyjechałem wcześniej, by rozejrzeć się po okolicy. Gdy prawie wszyscy (kilka osób dojechała później) uczestnicy dotarli na miejsce zjedliśmy wspólnie obiad, a następnie zaczęliśmy praktyki. Przygotowaliśmy opał na ognisko, znieśliśmy na miejsce, ułożyliśmy stos i zbudowaliśmy szałas potu. Wykorzystaliśmy do tego celu koce, plandeki, linki i giętkie gałęzie. Szałas był duży gdyż, musiało się w nim zmieścić kilkanaście osób. Przy dźwiękach bębna podpaliłem ogniowym świdrem ręcznym stos, pięknie się cały zajął, kamienie nagrzewały się. Po koncercie na misach tybetańskich zaczął się szałas potu, 4 rundy  przerwane kąpielą w rzecze. Okadzanie, intencje i przywoływanie sił, czekanie na to, co się wydarzy, puszczanie. Oczywiście wszyscy są w tym czasie nago. Do środka wnoszone były kolejne rozgrzane do czerwoności kamienie, przez długi czas oddawały zgromadzone ciepło, temperatura wzrastała, pot coraz obficiej ze mnie spływał, stawało się nieznośnie gorąco. W szałasie było ciemno, prócz wysokiej temperatury zapachy spalanych ziół i aromatycznych mieszanek. Na koniec kamienie polane były wodą, było bardzo gorąco! O krzykach i innych doznaniach nie napiszę :)
Rano rozebraliśmy szałas, śniadanie i spacer po puszczy. W sobotę pogoda była niepewna za to w niedzielę już wiosenna, słoneczna. Usiedliśmy w kręgu, a następnie ''wysyłaliśmy orły''. Jest to pewnego rodzaju ukierunkowana medytacja, gdzie wypuszczamy nasze życzenia/problemy. Jeszcze smaczny wegetariański obiad, pożegnania i rozjechaliśmy się do domów.

Były osoby, dla których ten szałas był pierwszym, ale kilka osób przybyło po raz kolejny. Każdy i za kolejnym razem inaczej przeżywa szałas potu, by miał on sens trzeba się puścić, otworzyć. Chodzi tu duchowość, a nie wyłącznie o czysto fizyczne pocenie się. Warsztaty jak dla mnie były niesamowite, jeszcze kilka dni po powrocie do domu je przeżywałem. Oceniam ich wpływ bardzo korzystnie, szałas mi pomógł, kolejne orły lądują :)

Miejsce w Puszczy Bolimowskiej jest tak piękne, że planuję zrobić tam warsztaty na jesieni :)
Więcej zdjęć jak zwykle w galerii.

Sława.

2 komentarze:

  1. To miałeś fantastyczne doświadczenie. Zwykła sauna to co innego, ale do budowy szałasu potów potrzebna kilka osób, więc w takim gronie to świetna rzecz. Wszystkie te cudowne rzeczy znam i rękami i nogami podpisuję się pod Twoim wpisem: że to niesamowite doświadczenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. To musiało być niezwykłe przeżycie.Wyobrażam sobie, że taka praktyka wymaga dużej otwartości. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń