Zasada trzech jedności - czas, miejsce, akcja. Pomysł badań terenowych pojawił się rok temu. Realizacja odwlekła się do połowy marca, aż wystąpiły sprzyjające warunki. Przez kilka ostatnich tygodni czekaliśmy w napięciu na telefon od Dottore. Plecaki spakowane zgodnie z ustaleniami. Miejsce akcji poznaliśmy już wcześniej. Góry, tylko tam była szansa na odpowiedniej grubości pokrywę śnieżną. Akcja - nie do powtórzenia ;)
W piątek wieczorem, po kilku godzinach jazdy samochodem i przesiadkach, meldujemy się w klimatycznej bazie. Janusz robi na kolekcję pyszne naleśniki. Sączymy Becherovkę i omawiamy szczegóły. Staszek naszkicował na kartce papieru plan wieloosobowej jamy śnieżnej. I wszystko jasne, prawda? ;)
Rano, po zjedzeniu porządnego śniadaniu, wyruszamy. Podziwiamy wspaniałe widoki ośnieżonych gór. Świeże powietrze, ciepło i słonecznie. Niezbędna jest ochrona oczu i głowy. Dźwigamy duże i ciężkie plecaki wypchane niezbędnym sprzętem. Niespiesznie pniemy się w górę. Po kilku przystankach jesteśmy na miejscu. Zrzucamy plecaki, siadamy, chwilę odpoczywamy, pijemy herbatę. Dokładnie badamy teren - ukształtowanie, strukturę i grubość pokrywy śnieżnej. Sonda lawinowa wskazuje ponad 3 m śniegu, parametry korzystne.
Wyznaczamy wymiary wykopu - długość około 5 m i na szerokość ramion. Kopiemy, Staszek dowodzi. Podczas kopania zmieniamy się, dwie osoby kopią, dwie odpoczywają. Śnieg odrzucamy na boki.
Stopniowo pogłębiamy wykop do około 1,8 m. W miejscu gdzie jest łapacz zimnego powietrza jest jeszcze głębiej. Robimy schodki wejściowe.
Zaznaczany zarys jam do spania i wybieramy śnieg stopniowo pogłębiając komory. Profilujemy ławy do spania. Łukowe sklepienia zapewniają większą wytrzymałość. Jamy są na tyle obszerne aby pomieścić nasze plecaki.
Decydujemy się na wykopanie trzech jam, jednej z lewej strony wykopu i dwóch po prawej, oddzielonej filarem. Staszek chce spać na zewnątrz w bivi.
Sprawdzamy wielkość jam, jest bardzo dobrze. Podziwiamy piękne widoki przez sufit, który musimy niestety zakryć.
Przykrywamy wykop blokami śnieżnymi. Praca zespołowa jest niezbędna, Michał wycina bloki, Darek przynosi, ja montuję i uszczelniam. Robimy zmiany, trzy osoby pracują a jedna odpoczywa. Zostawiamy otwór wentylacyjny, przekrój regulujemy za pomocą łopaty ;) Kreatywność pomimo zmęczenia.
Robimy nadproże, widok z zewnątrz i od wewnątrz. Następnym razem nie robił bym nadproża z płyt, tylko wydrążył łopatą odpowiedni kształt w śniegu. Do realizacji takich planów potrzebne jest jednak doświadczenie. Kolejne obserwacje - przy tej wytrzymałości śniegu kusi, aby spróbować innego rodzaju schronienia, np. igloo.
Pracę kończymy tuż po zachodzie słońca. Wnosimy plecaki, rozkładamy maty, można poczuć się jak w domu ;)
Po pracowitym dniu uzupełniamy płyny i jemy ciepły posiłek. Na szczęście woda jest w zasięgu ręki ;)
Dzielimy się wrażeniami. Jesteśmy zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi. Wejście tymczasowo zasłaniamy karimatą.
Docelowo na noc wejście zasłaniamy folią NRC i plecakami. W kilku miejscach umieszczamy rejestratory temperatury. Szybko usypiamy.
Wykopanie jamy śnieżnej dla trzech osób zajęło nam 4,5 h. Przeliczając na osobę daje to około 1,5 h. Uważam to za bardzo dobry wynik. Nocleg i warunki bytowe oceniam na komfortowe - cicho, ciepło i wygodnie. Chciałbym następnym razem mieć możliwość bytowania w tego typu schronieniu przez kilka dni. Wysiłek włożony w wybudowanie jamy śnieżnej rozłożył by się w dłuższym okresie czasu. Stwarza to pole do innych, równie ciekawych działań w terenie.
Rano łyk gorącej herbaty z termosu i pakujemy się. Zasypujemy jamy i uprzątamy teren. Zarzucamy plecaki i w drogę powrotną. Szkoda tylko, że tak krótko. Na koniec zacytuję słowa Docttore - ,,Panowie, bez Was te badania terenowe nie miały szans powodzenia.'' Dziękuję :)
Żal dupe ściska. Chciałbym być uczestnikiem takich badań. Gratuluję. Daj znać o wynikach z badań. I pozdrów Staszka. Kiedyś pytałem go o rady przed wyjazdem w góry i bardzo mi pomógł
OdpowiedzUsuńDo zobaczenia
Z tymi śnieżnymi jamami u mnie, to jest tak, że lubię obserwować jak "delikwent" męczy się i "szarpie", gdy ja popijam herbatkę (z "prądem") i stanowię zabezpieczenie logistyczne. :-)
OdpowiedzUsuńNa biwakach zimowych, podziwiałem "ambitnych", którzy korzystali z dużej pokrywy (ważne!) uleżanego śniegu i sprawdzali się w kopaniu jam.
Muszą być warunki (grubość zleżałej pokrywy) i bezpieczne miejsce (lokalizacja), co by nas nie pogrzebała lawina albo ktoś nie wlazł na nas z góry! :-)
Gotowe jamy, każdy "leniwiec" chętnie zwiedzał, łącznie ze mną.
Podstawowym warunkiem jest posiadanie choćby 1 łopaty w grupie i zapał.
Podczas, gdy ambitny kopie, reszta grzeje się przy ognisku, pije ciepłe napoje (np. grzaniec) i dopinguje :-) Oczywiście, porcja ciepłego płynu "ambitnemu" się należy, nikt od TAKIEJ pomocy się nie uchyla :-)
W tym samym czasie "na glebie" (czyt. powierzchni śniegu) przespał się w samym śpiworze, przykrytym folią od prószącego śniegu, weteran po 70-tce.
Ktoś inny, trochę "wygodniej" w płachcie biwakowej między wiatrołapami a wygodniejsi w namiotach lub pod samym "tropikiem". Prawie pełny przekrój.
Na jednym z biwaków, ognisko wtopiło się ponad 2 metry, aż do "zielonego" :-)
Trzeba było utworzyć wokół "amfiteatr" śnieżny, bo każdy z kubkiem w ręku, chciał się pogrzać przy ognisku :-) Oczywiście utworzony bez łopaty, buty systematycznie "pracowały" i "się zrobiło" w czasie. :-)
Dziś już "nie bawią" mnie tzw. "spędy". Kameralnie jest ciszej, spokojniej i śniegu jest więcej białego niż żółtego! :-)
Jama, przy dobrym ekwipunku, gwarantującym komfort cieplny, dobra jest gdy chcemy się schować w terenie i nie na kilka godzin. Bez namiotu, płachty, plandeki, tarpa, szałasu, jak trzeba to trzeba :-(
Tyle, że wysoko w górach, w bezleśnej okolicy, na stromiźnie, przy małej pokrywie śnieżnej, w zawiei i co tam jeszcze wymyśli przyroda* ??? To sobie "możemy" :-)
*Czy też, my na własne życzenie "wdepnęliśmy w G".
Cofnąć się we właściwym czasie, żaden wstyd. Zegarek "prawdę ci powie" i odrobina rozsądku, bo ambicja zawsze "zmieści się w kieszeni". :-)
Pies