piątek, 10 kwietnia 2020

Tajemnicze otwory w ceglanych murach kościołów i świder ogniowy

Zdjęcie z neta
Na ceglanych murach starych kościołów, głównie Wielkopolski i Warmii, można dostrzec tajemnicze otwory (datowane na XVI - XVIII wiek). Najbardziej wyjątkowy pod tym względem obiekt, to kościół w Pobiedziskach, gdzie można doliczyć się ich ponad 3000. W pozostałych kościołach  jest ich mniej, od kilku do kilkuset. Czyżby zatem regionalna tradycja? W jednych niecono świdrem co niedzielę, a w innych tylko raz w roku? Umieszczone są nierównomiernie, większość pojedynczo, rzadziej w skupiskach w dolnych partiach murów na wysokości średnio 1-1,5 m nad ziemią. Zagłębienia kształtu półkolistego mają głębokości 10-30 mm i średnicę przeważnie 15-25 mm, największe 60 mm! Jeśli się im przyjrzymy z bliska, to zauważymy ślady jakie zostawia wiertło świdra ogniowego. To stąd moje zainteresowanie kościelnymi murami.

Osoba, która obejrzy tajemnicze zagłębienia na murach, znająca temat technik ogniowych, łatwo skojarzy fakty i powiąże je ze świdrem. Zanim jednak rozwiązano zagadkę ich pochodzenia było kilka teorii. Niektóre na tyle ciekawe, że warto je przytoczyć. Najśmieszniejsza odnosi się do śladów po starych praktykach pokutnych. Otóż celem odkupienia grzechu należało w murze kościoła wiercić dołek do krwi i kości palcem. Kłamstwo wymagało użycia języka! ;)  Bardziej prawdopodobna teza mówi o tym, że dołki powstały w wyniku pozyskania święconego pyłu ceglanego, podawanego z paszą choremu bydłu jako środek leczniczy. Są znane takie przypadki, tylko pozostają wtedy nieco inne ślady. Nie można wykluczyć też hipotezy, że tajemnicze otwory są dziełem jednocześnie świdra i pozyskania ceglanego pyłu do celów leczniczych. Inaczej wyglądają znaki wytwórni cegieł czy ślady ostrzału z broni palnej.

Mieli kiedyś ludzie swoje święta, mają je także i dziś. Ogień pozostaje jednym z istotnych składników obrzędów. To atrybut słońca, energii, życia i śmierci. Rozpalany w Wielką Sobotę ogień jest znakiem zmartwychwstania. Wyjątkowy sposób niecenia ognia świdrem jest jednak znacznie straszy i sięga czasów pogańskich. Na ten temat można poczytać tu:  http://bushcraftwilson.blogspot.com/2017/09/zywy-ogien.html

W ramach eksperymentu skorzystałem ze starej stodoły, której słupy wymurowane są z czerwonej cegły. Bazowałem na własnych doświadczeniach. Nie wiem jak kiedyś wyglądało niecenie ognia świdrem od strony technicznej. Jakie drewno, wielkość oraz pozostałe szczegóły, które mogą się okazać bardzo istotne. Użyłem tradycyjnego zestawu łuku ogniowego wykonanego z lipy. Odmienny sposób świdrowania okazał się niezłą pokutą ;) Podstawka oparta o brzuch, pod spodem podkładka na żar, świder w układzie poziomym z dociskiem w cegle. Wybrałem miejsce i zacząłem wiercić.


Po kilku pociągnięciach łukiem wwierciłem się w słabo wypaloną cegłę na tyle głęboko, że musiałem przerwać. Kolejna cegła miała już odpowiednią wytrzymałość. Gorzej było ze świdrem.


Jego końcówka szybko ulegała starciu co powodowało, że musiałem przerywać pracę i poprawiać zestaw. Po kilku próbach udało mi się uzyskać żar.


Okazało się to znacznie trudniejsze niż w klasycznym układzie, gdzie stopą dociskamy podkładkę a świder blokujemy przy nodze.

Już w trakcie prób z poziomym świdrem ogniowym i ceglanym murem nasunęło mi się kilka pomysłów, w jaki sposób ułatwić sobie zadanie. Pierwsza możliwość to działanie w grupie. Uroczystości gromadziły licznych wiernych. Podobnie jak ma to miejsce obecnie rozniecano prawdopodobnie tylko jeden ogień. Używano świdra, który obsługiwany były przez kilka osób. Nie jest możliwe aby świdrem o średnicy 6 cm (a wskazują na to ślady w murze), czy nawet 4 cm, jedna osoba mogła uzyskać ogień. Kolejna rzecz, to świder wprawiano w ruch obrotowy przeciągając sznur, jest to korzystniejsze rozwiązanie. Większy rozmiarowo, wykonany z twardszego niż lipowe drewno zestaw. Czy na pewno robiono wycięcie? Gorący pył powstający podczas wiercenia można zbierać bezpośrednio na hubkę. Deseczkę oparłem o brzuch, co nie było wygodnie. Miałem trudności z ustabilizowaniem zestawu. Sądzę, że w nieco inny sposób kiedyś niecono ogień. Być może deska oparta o podłoże, boczne podpory lub krzyżak? Zagłębienie w cegle po świdrze w moim eksperymencie powstało na wysokości 1,2 m. Jak teraz wytłumaczyć otwory na murach kościołów pozostawione na wysokości 1,5 m? Wierni o ponad 2 m wzroście, czy 0,5 m zaspy śniegu w czasie świąt na których można było stać, a może jakieś podwyższenie? To kolejna sprawa, która przekonuje mnie ku  prostej konstrukcji. To tyko kilka wątpliwości jakie mi się nasunęły podczas realizacji tego pomysłu. Pewne tradycje uległy już zapomnieniu i możemy się jedynie domyślać jak to wyglądało kilka wieków temu. Do tematu jeszcze wrócę. Chce najpierw obejrzeć ślady na murach kościołów w okolicach Sandomierza i przestudiować materiały naukowe. 

1 komentarz: