środa, 3 czerwca 2020

Pyłek sosonowy, testosteron, koktajl długowieczności i ciasteczka mocy ;)


Pospolita roślina o niepospolitej mocy. Sosna, a konkretnie pochodzący z niej pyłek, już ponad 2000 lat temu stosowano w medycynie chińskiej. Obecnie, głównie w Chinach i Korei, pyłek sosnowy jest nadal sprzedawany. Dodawać go można do wypieków, słodyczy i koktajli. Jest składnikiem toników długowieczności, zwiększających poziom energii i odporności.

Pyłek sosnowy ma wysoką wartość odżywczą. Dla pinus massoniana to około 235 kcal/100g, w tym białka 18%, węglowodany 11 %, tłuszcze 10 %. Pyłek sosny zawiera  liczne aminokwasy, olejki eteryczne, witaminy oraz składniki mineralne. Wykazuje niesamowite właściwości lecznicze. Uznawany za panaceum na wszelkie dolegliwości. I chociaż nic mi nie dolega, to wstyd się przyznać, że wcześniej go nie zbierałem. Pyłek sosnowy jest jednym z najbogatszych, łatwo przyswajalnych, naturalnych źródeł testosteronu oraz prekursorów tego hormonu – androstendionu i dehydroepiandrosteronu (DHEA). Z tego względu jest środkiem regulującym gospodarkę hormonalną, zarówno u mężczyzn jak i kobiet. Przekłada się to na poprawę nastroju, zwiększenie siły i masy mięśniowej, utratę zbędnych kilogramów oraz poprawę libido.  Przyjmowanie pyłku zwiększa wytrzymałość i odporność organizmu, redukuje poziom zmęczenia i stresu, opóźnia procesy starzenia. Pośrednio działa korzystnie na płuca, nerki, wątrobę, serce i śledzionę. Zewnętrznie pyłek sosnowy jest  stosowany przy leczeniu chorób  skórnych. Z jego dodatkiem robi się kremy, nalewki oraz inne produkty. Nie podaję szczegółowych informacji gdyż ziołolecznictwo to nie mój konik. Bardziej interesuje mnie wykorzystanie spożywcze pyłku.

Męskie kwiatostany sosny, znajdujące się na końcach gałęzi, produkują od maja do czerwca żółty pyłek. 


Jego ilość jest zależna od gatunku i kilku innych czynników. Wydawać by się mogło, że zbiór pyłku to bardzo pracochłonne zadanie. Przy wypracowaniu odpowiedniej techniki wcale tak być musi. Pozyskiwałem pyłek dwóch gatunków, sosny zwyczajnej i sosny czarnej. Zaskoczyła mnie szczególnie wysoka efektywność zbioru pyłku tego drugiego gatunku. Z kilkudziesięciu kwiatostanów uzyskałem 0,2 litrowy słoik pyłku. W sumie zbiór, suszenie i oczyszczanie nie zajęły mi więcej jak 20 minut. 


Podstawową techniką zbierania pyłków roślinnych jest ostrożne owinięcie dużej plastikowej torby wokół kwiatostanu i potrząśniecie gałęzią. Inna, bardziej inwazyjna technika polega obrywaniu kwiatostanów, wrzucaniu do torby, zamknięciu i potrząsaniu. W zależności od gatunku i warunków stosuję wybraną technikę.


Pyłek, który zbierze się na dnie torby w obu technikach wymaga oczyszczenia na sitach. W przypadku pyłku sosny lepsze wyniki uzyskiwałem przy tej drugiej technice. Kwiatostany zrywam tuż przed samym kwitnieniem i suszę rozłożone na gazetach. Po wysuszeniu oddzielam pyłek od zanieczyszczeń.


Sosnowy pyłek ma łagodny zapach i smak. Tak jak wcześniej wspomniałem jest dodatkiem do różnych dań.


Ostrożność przy spożywaniu pyłku sosny powinny zachować osoby uczulone, młodzież w okresie dojrzewania, kobiety w ciąży oraz karmiące piersią. W celach leczniczych zaleca się spożywać 1/2 - 1 łyżeczki dziennie pyłku bezpośrednio lub dodawać do niegorących posiłków i napojów. Ja zwykle dodaje odrobinę do jogurtu lub kefiru. Taki mój koktajl długowieczności. Z dodatkiem pyłku upiekłem też ciasteczka mocy ;)


Te jaśniejsze na zdjęciach zrobiłem wg tradycyjnego przepisu na kruche ciastka. Ciemniejsze to ciastka owsiane. Składniki: płatki owsiane, nasiona goji, dyni, słonecznika, daktyle, żurawina, olej kokosowy, odrobina miodu, kakao. Wszystkie składkami mieszamy, formujemy ciastka, a następnie pieczemy w piekarniku nagrzanym do temperatury 180ºC przez 30 minut. Codziennie zjadam po jednym ciasteczku do porannej kawy. Podwójna moc, w pracy i po też ;)

9 komentarzy:

  1. czyli osoby w okresie dojrzewania nie powinny go wogóle jeść czy tylko tą
    jedną łyrzeczkę

    OdpowiedzUsuń
  2. Osoby w okresie dojrzewania nie powinny spożywać pyłku, nic, nawet 1 łyżeczki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy raz słyszę o pyłku sosny, a już myślałam, że z sosną jestem zaznajomiona :) Muszę spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Napiszę komentarz może nie związany z tym postem, ale z całym blogiem - trafiłem na niego przypadkiem myśląc, że to jakiś tzw. scam, ale widzę, że prowadzi go ktoś z pasją i w ogóle super, że takie coś istnieje :) Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pyłek zebrany przez pszczoły zaleca się moczyć przez noc w wodzie z niewielką ilością miodu. Moczenie sprawia, że pyłek i wszystkie jego cenne składniki stają się przyswajalne. Gdy tego nie zrobimy nasz organizm nie przyswoi cennych składników pyłku, gdyż jego ścianki są tak mocne i odporne na soki żołądkowe, że pyłek nie ulegnie strawieniu w przewodzie pokarmowym. Tak mi kiedyś tłumaczył jeden stary pszczelarz. Wydaje mi się, że gdy pyłek upieczemy w ciastkach też zostanie z niego tylko kolor, a walory odżywcze ma tylko ten niepieczony.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardziej zawierzam medycynie chińskiej niż staremu pszczelarzowi:) Pieczenie nie spowoduje, że z pyłku znikną zawarte w nich białka, węglowodany czy tłuszcze. Wysoka temperatura powoduje rozkład niektórych niektórych związków organicznych. Dlatego jeżeli chcemy w pełni wykorzystać moc pyłku sosnowego, to dodajemy go do niegorących dań, o czym wspomniałem. Nie widzę też problemu z wcześniejszym jego namoczeniem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Z Nieba mi spadłeś tym wpisem (wszystkie są zresztą klasą samą w sobie), akurat zaczyna się sezon pylenia, a sosny w mojej okolicy nie brakuje.

    OdpowiedzUsuń