czwartek, 15 marca 2018
Docisk do łuku ogniowego z lodu
Będzie krótko i na temat, bo lód się topi :)
Z lodu można wykonać docisk do łuku ogniowego. Wyeliminowany zostaje w ten sposób problem zbyt dużego tarcia i nagrzewania się. Docisk z lodu zapewnia nam doskonałe chłodzenie wodą :) Fragment lodowej tafli obrabiamy ostrym przedmiotem (np. krzemień), tak aby wygodnie można było go trzymać w dłoni. Na środku docisku zrobimy niewielkie zagłębienie na świder. Jego koniec zaostrzamy nieco łagodniej niż zwykle. Jeśli nie posiadamy rękawiczek to lodowy docisk trzymamy zawinięty w mech lub trawy.
piątek, 9 marca 2018
Super schronienie czyli szklarniane warunki w lesie zimą - inspiracja Mors Kochanski
Zdążyłem tej ''zimy'' przetestować schronienie na arktyczne mrozy. Tylko w zasadzie bez mrozów. Pech w tym, że kiedy mogłem wyjść do lasu, to robiło się cieplej. Budowę mam w każdym razie przećwiczoną. Pozostanie do sprawdzenia działanie tego typu schronień w bardzo niskich temperaturach.
Pomysł na super schronienie zaczerpnięty jest, z tego co się dowiedziałem, z Morsa Kochanskiego. Dokonań tego Pana nie muszę nikomu przybliżać. To autor jednej z najlepszych książek dotyczących tradycyjnego bushcraftu. Dziwi mnie, że tyle kiepskich książek poruszających zagadnienia survivalu i bushcraftu jest tłumaczonych na język polski, a tłumaczenia książki Morsa Kochanskiego wciąż nie możemy się doczekać. Jego książka zawiera szereg wskazówek dotyczących przetrwania w warunkach kanadyjskich lasów północy. A więc warunkach dużo bardziej wymagających niż nasze.
Zasada działania super schronienia jest podobna do szklarni. Postaram się wyjaśnić na czym to polega. Wcześniej przyznam się, że wiedza z podstaw wymiany cieplnej już dawno wyszła mi z głowy razem z włosami i ewentualne błędy merytoryczne w tekście mogą się przytrafić.
Głównym źródłem ciepła jest ognisko, bo o takim wariancie będziemy rozważać. Pomiędzy ogniskiem, a otoczeniem odbywa się wymiana ciepła na drodze konwekcji, promieniowania i przewodzenia. W super schronieniu oprócz tradycyjnego tarpa, plandeki czy naturalnych materiałów na pokrycie dodatkowo wykorzystujemy nowoczesne materiały, bezbarwną folię i koc ratowniczy lub metalizowaną płachtę. Przy nich połączeniu uzyskamy najlepsze efekty. Niektóre z modyfikacji super schronienia bazują na zastosowaniu samej foli. Bezbarwna (najlepiej) folia jest umieszczona pod kątem prostym do ogniska (osłaniamy nią wejście do szałasu), które rozpalamy o jeden duży krok od schronienia. Promieniowanie cieplne emitowane z ogniska przenika przez folię i ogrzewa schronienie, którego przestrzeń jest zamknięta. Jej zadaniem jest przepuścić jak najwięcej promieniowania cieplnego do środka i ograniczyć wymianę z zimniejszym powietrzem z zewnątrz. Musimy szczelnie okryć nasz szałas, aby zlikwidować wszystkie przeciągi. W szałasie w kształcie muszli wystarczy okryć przód, w szałasie jednospadowym również boki. Jeśli mamy więcej foli możemy osłonić nią cały szałas.
Jak na zdjęciach widać zbudowałem dwa szałasy. Zabrakło najlepszego rozwiązania, z kocem termicznym wewnątrz i plandeką. To mam nadzieję kolejnej zimy przetestować jak będą mrozy.
Pierwszy szałas jest w kształcie muszli o konstrukcji wyplecionej z gałęzi wierzby, pokryty kocem termicznym i osłonięty cienką folią. Problemem przy budowie obu schronień była zamarznięta ziemia i wbicie gałęzi. Kolejna rzecz, do budowy szałasu w kształcie muszli zużyłem 3 koce. Zastanawiam się, czy nie lepiej było je użyć w inny sposób? Koce termiczne są wykonane z delikatnej metalizowanej foli i przeznaczone są z reguły do jednorazowego użytku. Łatwo je uszkodzić, rozedrzeć na wystających gałęziach i mamy dziury w szałasie. Takie folie też szeleszczą na wietrze, to bardzo deprymujące. Koc termiczny lepiej było by zawiesić w środku schronienia, za plecami jako tylni ekran. Z zewnątrz zastosować pokrycie z plandeki budowlanej lub innych materiałów. Aby nie zwiało foli boki szałasu obłożyłem cięższymi gałęziami. Szałas zrobiłem celowo za wysoki. Chciałem sprawdzić jak działa patent przy większej przestrzeni do ogrzania. Do tego miałem wygodne łóżko traperskie wyłożone suchymi trawami. Przed szałasem paliłem zwykłe ognisko.
Drugi szałas zbudowałem klasyczny, jednospadowy z ramą wykonaną z leszczynowych gałęzi, naciągniętej plandeki budowlanej i osłonięty grubą bezbarwna folią. Nie użyłem koca termicznego. Przed schronieniem paliłem podłużne ognisko z kilku kłód. Posłanie to świerkowe gałęzie i wełniany koc. Tym razem również nie ograniczałem się z wielkością schronienia. W obu schronieniach nie robiłem dodatkowego ekranu z przeciwnej strony szałasu. Ekran pozwoli by na bardziej efektywne wykorzystanie ciepła ogniska.
Uwagi dotyczące tego typu schronień. Koc termiczny o wymiarach 160 x 200 cm niewiele waży i zajmuje mało miejsca. Łatwy do dostania, zwykle i tak nosimy ja w plecaku razem z apteczką. Wadą jest niska trwałość. Do zastosowań awaryjnych jak najbardziej. Metalizowana płachta o podobnej wielkości jest u nas dużo mniej popularna. Więcej waży i zajmuje miejsce. Ja nie dublowałbym sprzętu, wybierałbym pomiędzy taką płachtą, a innymi rodzajami pokrycia na szałas. Jeśli jest ciepło, mam śpiwór, to metalizowana płachta staje się balastem. Jeśli z kolei jest zimno i zamierzam korzystać z ogniska, to metalizowaną płachtę uważam za bardzo dobre rozwiązanie. Zarówno na pojedyncze jak i kilkudniowe wędrówki. Jest trwalsza niż tarp czy budowlana plandeka i skuteczniej wykorzystuje ciepło ogniska.
Przetestowałem dwa rodzaje bezbarwnej folii, cienką i grubą. Pierwsza lekka i mało trwała, jak będziemy się ostrożnie z nią obchodzić, to na kilka noclegów wystarczy. Grubsza znacznie trwalsza, ale odpowiednio więcej waży i zabiera miejsce w plecaku. Korzyści z foli to brak zadymienia w szałasie, brak przeciągów, szałas jest zamknięty z każdej strony. W cieplejszym okresie roku to również ochrona przed owadami. Jednym słowem cicho, ciepło i przytulnie. Wadą jest szeleszczenie folii (zwłaszcza cienkiej) i skraplanie się na wewnętrznej powierzchni pary wodnej. Nie jest to jednak bardziej uciążliwe niż podczas noclegu w namiocie. Zdecydowanie największą zaleta jest temperatura w takim schronieniu. Super schronienie nagrzewa się nie tylko od ogniska, ale także podczas słonecznej pogody. Komfort, jaki osiągamy w takim szałasie, jest porównywalny do spania w ogrzewanym namiocie. Moje wrażenia po testowaniu super schronienia są jak najbardziej pozytywne.
Folia nie jest odporna na wysoką temperaturę i iskry z ogniska. Łatwo o wypalanie dziury i z naszej szklarni ulatuje ciepło. Trzeba mieć na uwadze kierunek wiatru, odległość od ogniska i czym się pali. Nie jest to dobry typ schronienia podczas wiejących, zmiennych wiatrów. Wybierajmy drewno, które daje dużo ciepła, długo się spala i nie strzela iskrami. Dobrym pomysłem jest podczas największych mrozów rozpalenie nodi. Dziwnie ogląda się palące ognisko przez folię, ale cóż, coś za coś.
Super schronienie w pierwotnej wersji miało służyć do awaryjnego noclegu zimnym klimacie bezdomnym. Kawałek linki, koc termiczny i plandeka dawały możliwość szybkiego skonstruowania schronienia na krótki okres. Nie tylko dla pojedynczej osoby, ale też kilku. Nazwa super schronienie nie jest na wyrost, to jedno najlepszych schronień umożliwiających przetrwanie, nawet podczas największych mrozów. Super schronienie ma kilka rożnych modyfikacji, ale zasadza działania jest ta sama. Połączenie nowoczesnych materiałów z tradycyjnymi daje nam możliwość zbudowania trwałego i wygodnego schronienia. Ciepło ogniska zapewni komfort spania niczym w domu.
Jak spałeś? Odpowiedź na to pytanie stawia sprawę jasno, kto nowicjusz, a kto doświadczony w leśnym bytowaniu.
Na koniec jeszcze kilka zdjęć z mojego łażenia po lesie i obozowania. Co prawda teraz bardziej wiosennie niż zimowo, ale powspominać miło.
środa, 7 marca 2018
Kopystki, chochle, warząchwie
Nie można na jednej skończyć, tak się nie godzi :) W końcu jesteśmy w lesie, materiału dokoła ogromne ilości. Mniejsze, większe, o rozmaitym kształcie, z różnych gatunków drzew. Dla mamy, dziewczyny, kolegi a może dla znajomych. Na jednym ze szkoleń przez tydzień jedna z dziewczyn zrobiła kilkanaście łyżeczek. Mało tego, na łyżkach się nie skończyło, powstały widelce i sporki :)
Często specjalnie wybieram drzewa z rożnymi wadami, sękami, przebarwieniami i zaburzeniami wzrostu, ta niepowtarzalność, którą umiejętnie wydobędziemy z materiału nada niezwykłości końcowym wyrobom. Współczesne łyżki kupione w sklepie są wszystkie takie same, nie zwracają szczególnej uwagi. Są praktyczne i to ich największa zaleta. Na wyprawy do lasy bierzemy łyżki wykonane z metalu lub tworzywa. A może by tak w gronie ludzi lasu narodziła się nowa tradycja, noszenia ze sobą własnoręcznie zrobionych drewnianych łyżek? Robienie drewnianych łyżek to kultywowanie wielowiekowej tradycji, którą powinniśmy podtrzymywać.
wtorek, 27 lutego 2018
Szałas z trzcin
Dersu Uzała to książka, którą czyta się z przyjemnością. Zrealizowany na jej podstawie film, o tym samym tytule, jest bardzo realistyczny i równie ciekawy. Opowiada historię Dersu Uzały, myśliwego z plemienia Nanajów, które całe życie spędził w tajdze. W trakcie wojskowej wyprawy kartograficznej do Kraju Ussuryjskiego został przewodnikiem Władimira Arsienjewa (poznał go w 1902 roku). Myśliwy zachwycał swoimi pierwotnymi umiejętnościami, kilka raz uratował życie autorowi książki.
Jedną z sytuacji, którą dobrze zapamiętałem oglądając pierwszy raz film, był szałas z trzcin. Dersu Uzała wraz z Arsienjewem zgubili się na skutych lodem rozlewiskach przepływowego jeziora Chanka na pograniczu Rosji i Chin. Nie mogli wrócić do obozu po własnych śladach, gdyż wiatr i śnieg zamaskował je. Znaleźli się w labiryncie niezamarzniętych dopływów. Ogromna przestrzeń bez punktu orientacyjnego. Zarośla wątłej trzciny i pałki, a pod nogami lód. Zbliżała się noc, do tego mróz i wiatr. Nie mieli ze sobą ekwipunku. Sytuacja była krytyczna. Dersu Uzała i tym razem znalazł sposób na przeżycie. Doskonale wykorzystał wszystkie dostępne materiały. Noc spędzili w pośpiechu zbudowanym szałasie, którego konstrukcja opierała się na statywie geodezyjnym z pokryciem z grubej warstwy narzucanych trzcin. Całość obwiązana liną i obciążona karabinem, aby wiatr ich nie rozwiał. W takim schronieniu przenocowali bezpiecznie noc, a rano wrócili do obozu.
Mój szałas z trzcin powstał nie na lodzie, lecz nad brzegiem rozlewiska. Był skromniejszy, trzcin nazbierałem dużo mniej, gdyż miałem ze sobą śpiwór. Temperatura spadła ledwie kilka stopni poniżej. W pobliżu szałasu paliłem też ognisko, miałem możliwość ogrzania się i przygotowania ciepłego posiłku. Stelaż szałasu zrobiłem z kilku prostych gałęzi. Całość obłożyłem warstwą trzciny, miałem z niej również posłanie.
Kilka poczynionych obserwacji podczas budowy takiego szałasu. Na początek bezpieczeństwo. Suche liście i łodygi mają ostre krawędzie, które z łatwością przetną skórę dłoni, gdy nie będziemy ostrożni. Przy ścinaniu trzciny warto zaopatrzyć się w grube, skórzane rękawice. Pracę przyspieszyłem używając starego sierpa, dobrze sprawdzają się noże z długim ostrzem. Jeśli chodzi o porę roku, to trzcina jest świetnym budulcem, głównie na zimowe schronienia, kiedy naszym zadaniem jest ochrona przez zimnem, wiatrem i opadami. Trzcinę możemy pozyskiwać od jesieni do wiosny, najlepiej w zimie, jest wtedy wytrzymała i sucha. W zimie niskie temperatury umożliwiają wejście na zamarznięte zbiorniki porośnięte trzcinami. Wchodząc na lód pamiętajmy o bezpieczeństwie.
Kolejna ważna rzecz, przed czym nasze schronienie ma zabezpieczać? Jeśli posiadamy śpiwór i matę, to nie musimy robić grubych ścian. Takie na 20 cm w zupełności wystarczą. Osłonią nas przed śniegiem i wiatrem. Pamiętajmy też, aby odizolować się od podłoża. Do budowy porządnego szałasu potrzebujemy dużych ilości trzciny. To narzuca wybór miejsca zasobnego w ten surowiec. Ściany im grubsze, tym lepiej. Przypuszczam, że schronienie, w którym Dersu Uzała wraz z Arsienjewem spędzili noc, miało ściany ponad 0,5 m grubości. Ich szałas w środku był mały, mniejszą przestrzeń łatwiej ogrzać. Pokrycie szałasu lepiej spełnia swoją rolę, jeśli jest ściśnięte. Trzcinę z zewnątrz obwiązujemy liną, możemy też przyłożyć ciężkimi drążkami czy gałęziami. Trzcina jest materiałem łatwopalnym, zwłaszcza puszyste wiechy łatwo się zajmują. Paląc w pobliżu szałasu ognisko zachowajmy ostrożność.
Trzcina to bardzo dobry materiał na posłania i schronienia, zwłaszcza zimą. Dobrze izoluje i jest trwała. Schronienia są suche i przytulne. Prawidłowo zbudowany z niej szałas zapewni nam ochronę przed wiatrem, zimnem i opadami.
niedziela, 18 lutego 2018
Dwa noże własnej oprawy i pochwy z brzozowej kory
W leśnym ekwipunku brakowało mi noża, którego wygląd wskazywał by na całkowicie ręczną robotę. Ma mieć surowy wygląd i być funkcjonalny. Z głownią wykutą przez kowala, pozostawionymi ze śladami po młotkowaniu i nagarem. Z prostą drewnianą rękojeścią i pochwą ze skóry lub kory.
Robienie noży to duża przyjemność, tym bardziej ochoczo przystąpiłem do realizacji pomysłu. Głowni nie robiłem sam, zleciłem tą robotę fachowcom. Po kilku poprawkach osiągnąłem kształt, który mnie zadowalał. Pozostało mi ich oprawienie i wykonanie pochew. Proste rękojeści zrobiłem z brzozy karelskiej. Spodobała mi się struktura tego drewna. Pochwy wykonane są z kory brzozowej. Pierwsza to połączenie kory brzozowej i miękkiej skóry jeleniej. Podwójna warstwa kory, klejona i szyta plus wklejka skórzana na głębokość rękojeści. Pochwa jest bardzo sztywna, wytrzymała, doskonale trzyma nóż. Druga, wzorowana na tradycyjnych wyrobach Lapończyków, jest wypleciona z pasków kory brzozowej. Zdecydowałem się na splot skośny z pojedynczej warstwy pasków. Ostrze chronione jest przez olchową wkładkę, zapobiega to przecięciu pochwy. Całość nie dość, że jest praktyczna to jeszcze pięknie się prezentuje w leśno-bushcraftowych klimatach.
Może się wydawać, że zastosowanie brzozowej kory na pochwę to kiepski pomysł. Ładnie co prawda wygląda, ale jest mało trwała, miękka, ulegnie przecięciu i zniszczeniu. Pewnie szybko będziemy musieli zrobić nową. Nic nie szkodzi, materiału w lesie nie brakuje. Naturalne materiały nie są tak odporny jak tworzywa sztuczne, ale traktujmy to jako zaletę, a nie wadę. Zastanówmy się, czy rzeczywiście potrzebujemy materiału, który ulegnie rozkładowi za 1000 lat?
Pleciona pochwa z pasków kory nie wyszła mi tak, jak bym chciał. Splot jest za luźny. Źle, że nie zrobiłem jej z podwójnej warstwy pasków. W maju lub czerwcu spróbuje zrobić nową pochwę ze świeżej kory. Spodobała mi się praca w tym materiale. Zostało jeszcze kilka kawałków. Pomysły na zagospodarowanie są również.
poniedziałek, 12 lutego 2018
Pojemniki z łodyg bzu
Dziki bez ma łodygi z miękkim, gąbczastym wnętrzem, które można usunąć np. cienkim i długim patykiem. Wyszukuję łodyg, które po jego usunięciu mają stosunkowo dużą średnicę wewnętrzną, a cienkie ścianki. Jak widać na zdjęciu poniżej uschnięte gałęzie mają cieńsze ścianki i więcej miękkiego rdzenia. Pojemnik z nich wykonany będzie miał większą pojemność ale i mniejsza wytrzymałość. Poszukajmy łodyg, z których uzyskamy pojemnik o poszukiwanej pojemności. Po zatkaniu końców z takiej łodygi uzyskamy szczelny, niewielki pojemnik np. na sól, igły itp. Korek najczęściej robię z topolowej lub sosnowej kory.
Pojemniki z łodyg bzu, które robię mają przeciętnie 10-15 cm długości i średnicę zewnętrzną ok. 2 cm. Są więc mniejsze niż te wykonane z łodyg rdestowca, ale za to bardziej wytrzymałe. Poza tym dziki bez łatwiej znaleźć w terenie, jest to bardzo pospolicie występująca u nas roślina.
czwartek, 8 lutego 2018
Jak zrobić krzesiwo tradycyjne z pilnika?
Pisałem już w jaki sposób zrobić krzesiwo tradycyjne z pilnika. Dzisiejsza modyfikacja polega na wywierceniu otworu we fragmencie z rękojeścią. Ta część pilnika nie jest zahartowana. Przez otwór przewiązałem linkę. Umożliwia ona przywiązanie krzesiwa do pasa lub innych elementów wyposażenia np. plecaka. Trudniej będzie nam zgubić krzesiwo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)