piątek, 27 lutego 2026

Kleszcze - co powinniśmy o nich wiedzieć, jak sobie z nimi radzić?

 

Zdjęcie pochodzi ze strony: https://ptbk.uken.krakow.pl/kleszcze/

Takie małe, a problem z nimi bardzo duży. Tak można określić sytuację z kleszczami. Ze względu na to, że jest ich coraz więcej w naszym otoczeniu i coraz częściej są one nosicielami boreliozy (nie tylko), stanowią jedno z największych zagrożeń dla osób spędzających czas na wolnym powietrzu. Las, łąka, park, boisko, ogródek działkowy, tereny zielone, nawet w środku największych miast, spotkać je można coraz częściej. A nawet jeśli to nie my złapiemy kleszcza, to przyniesie go nam do domu inny domownik, pies lub kot. Widziałem jak kleszcze dostarczono do domu razem z ładunkiem drewna opałowego czy innymi darami lasu. Tysiące kleszczy co roku trafiają do Polski podczas wiosennych migracji ptaków. Kleszcze, które spadły z żywiciela lub ubrania, mogą z łatwością przetrwać 1-2 tygodni i będą szukać nowego żywiciela.

Temat kleszczy i chorób przez nie przenoszonych jest często poruszany w różnych grupach społecznych, nie tylko tych związanych z wędrówkami po lesie. Nie wszyscy potrafią rozpoznać kleszcza i na dodatek cześć informacji o nich jest nieprawdziwa. Edukacja pod tym względem jest bardzo istotna. Pytanie, ile czasu poświęca się na edukację klas podstawowych jeśli chodzi o kleszcze? A pozostała cześć społeczeństwa? Dużo osób pyta się mnie, czy się nie boję, jak sobie radzę z kleszczami itd? Postaram się zatem przedstawić nieco faktów i moich spostrzeżeń na ten temat.

Kleszcze stanowią zagrożenie dla ludzi ze względu na przenoszone liczne choroby, które nabywają od zakażonych żywicieli. Do zakażenia zakażenia dochodzi tylko w momencie wprowadzenia zarazków do krwi. U człowieka zakażenie może nastąpić przez ukąszenie każdej z postaci kleszcza. W Polsce zachorowania na boreliozę rejestrowane są od 1996 roku. Jak podaje Ministerstwo Zdrowia chorych z boreliozą w 2013 roku było 12760, w 2024 roku to już 29347 osób. Systematycznie wzrasta liczba zachorowań na boreliozę, kleszczowe zapalenie mózgu i pozostałe choroby odkleszczowe.

Kleszcze to pajęczaki z rodziny roztoczy. Biologia ich różni się w zależności od gatunku. Różnią się między sobą preferencjami dotyczącymi wyboru żywiciela, obszarem występowania, wielkością czy ubarwieniem. Najbardziej jednak istotną różnicą jest ich zdolność do przenoszenia chorobotwórczych drobnoustrojów. Dlatego ważna jest umiejętność rozpoznania poszczególnych gatunków kleszczy.

Największe znaczenia dla nas ma kleszcz pospolity i kleszcz łąkowy. Zostaje jeszcze kleszcz psi, kleszcz jeżowy, obrzeżek gołębień i kleszcz afrykański (mamy już potwierdzone przypadki), których również nie należy bagatelizować. Aby nie rozpisywać się nadmiernie skupimy się na kleszczu pospolitym i łąkowym. Cykl życiowy kleszcza trwa 2-4 lat i składa się z trzech stadiów rozwojowych: larwy, nimfy i postaci dorosłej. Wszystkie stadia rozwojowe atakują człowieka, z tego względu wszystkie są niebezpieczne.

Kleszcze są pasożytami krwiopijnymi i w każdym ze stadiów rozwojowych muszą wyssać krew. Na żywicielu przebywają w zależności od stadium od kilku godzin do nawet 15 dni. Zapłodniona dorosła samica składa około 2000 jaj, które potrzebują od 3 do 36 tygodni na przekształcenie się w larwę. Larwa po napiciu się krwi przemienia się w nimfę, trwa to od 5 tygodni do 5 miesięcy. Następnie nimfy szukają dwóch żywicieli aby po 5 – 8 miesiącach zamienić się w dorosłe postacie zdolne do rozmnażania. Zanim to nastąpi, głodne dojrzałe osobniki są w stanie przetrwać w odrętwieniu nawet 800 dni a larwy i nimfy – do 500 dni (niektóre źródła podają jeszcze dłuższe okresy). Larwy najczęściej żerują na małych ssakach bądź ptakach. Nimfy i dorosłe osobniki szukają większych żywicieli (ludzie, bydło, konie, kozy, owce, psy, koty, kuny, sarny, daniele, jelenie, gołębie, jaszczurki, jeże itd.).

Kleszcze są niesamowicie odporne na suszę i inne niekorzystne warunki środowiskowe. Potrafią przetrwać do kilkudziesięciu godzin pod wodą czy pranie w pralce. Jeśli chodzi o zimę i niskie temperatury to żyją również na terenach, gdzie występują ostrzejsze zimy niż u nas. Kleszcze przestają żerować dopiero gdy średnia dobowa temperatura spada poniżej 4°C. Zapadają w letarg (chowają się w ściółce i przesypiają niekorzystne warunki) ale ponieważ zimy obecnie mamy jakie mamy, to można „złapać” je niezależnie od pory roku. Największą aktywność kleszcze wykazują przy wilgotności powietrza 60-85% oraz temperaturze 14-23°C. W innych warunkach są mniej aktywne, ale wciąż są zagrożeniem.

Jak wygląda kleszcz? Wbrew pozorom odpowiedź nie jest taka oczywista. Wygląd kleszcza zależy od gatunku i stadium rozwoju. Inaczej wygląda głodny kleszcz, a inaczej opity krwią. Długość ciała kleszcza wynosi od jednego do kilku mm (afrykańskie są 4 krotnie większe od naszych rodzimych gatunków kleszczy). Po napiciu się krwi stają się kilkukrotnie (nawet 120-krotnie) większe. Nimfa kleszcza ma średnio 1 mm i przez to jest trudna do rozpoznania. Jak ktoś ma do tego jeszcze słaby wzrok, to jest to naprawdę problem. Dostrzeżenie kleszcza utrudnia owłosienie, przebarwienia skóry, pieprzyki itp. Najczęściej na skórze widzimy tylko kropkę o barwie wyraźnie odcinającej się od koloru skóry. Kleszcze wbiją się pod pewnym kątem, jak dobrze się przyjrzymy zauważymy odnóża. Zwykle na zdjęciach widzimy dorosłe osobniki. Zachęcam do studiowania zdjęć z neta i nauki rozpoznawania kleszczy w każdej postaci.

Kleszcze bytują w miejscach, gdzie mają największą szansę na znalezienie żywiciela. Są to najczęściej zacienione obrzeża lasów liściastych, mieszanych i obszary trawiaste. Gromadzą się na szczytach gałązek i traw, zwykle na wysokości do 0,5 m (niektóre źródła podają że nawet do 1,5 m) i czekają aż zostaną zdjęte przez żywiciela. Kleszcze nie skaczą na człowieka z drzew. Jeśli będziemy siedzieć dłużej w jednym miejscu i nas ,,wyczują'', to potrafią przejść. Kleszcze nie upodobały sobie drzew iglastych, wysokich gór, miejsc pozbawionych roślinności, suchych, wietrznych. Najwięcej kleszczy znajdowałem na ścieżkach zwierząt wiosną. Bywały dni, kiedy ,,zebrałem'' ponad 100 kleszczy w ciągu kilku godzin wędrówki. Przyciąga je zapach potu, wydychany CO2 i ciepłota ciała. Osoby z grupą krwi 0 i AB są atakowane częściej.

Kleszcz zanim się wgryzie w skórę szuka sobie odpowiedniego miejsca. Wybiera miejsca najlepiej ukrwione, zakamarki, zwykle poniżej pasa. U dorosłych najczęściej są to zagłębienia pod kolanem, okolice bioder, pachwiny, pośladki, wnętrze ramion, za uszami. U dzieci jest to najczęściej szyja i głowa. Niekiedy kleszcz umiejscowi się w takim miejscu, że bez pomocy drugiej osoby nie będziemy w stanie go dostrzec i usunąć. Wiem, że po całym dniu męczącej wędrówki i działań w terenie jedyne o czym wieczorem marzymy, to jak najszybciej się położyć spać. Nigdy tego nie róbcie zanim nie obejrzycie dokładnie ciała i nie sprawdzicie czy nie macie kleszczy!

Usunięcie nie wessanego kleszcza nie stanowi problemu, chwytamy palcami bądź pęsetą i rozgniatamy lub wrzucamy do ogniska. Gorzej, gdy odkryjemy już wessanego kleszcza w nasze ciało. Ugryzienie kleszcza nie boli ponieważ ślina kleszcza zawiera substancje znieczulające. Możemy poczuć, że coś nas swędzi, chodzi po nas lub dostrzegamy kleszcza na skórze. Jednak wiele osób nie czuje, nie zauważa i nie pamięta momentu ugryzienia. Kleszcza niczym nie smarujemy, nie pryskamy! Odcinając kleszczowi dopływ tlenu zwiększamy ryzyko zarażenia się chorobami odkleszczowymi. Tradycyjna pęseta też nie jest dobrym rozwiązaniem. Zgniatając kleszcza spowodujemy wyciśniecie jego zawartości do naszego krwioobiegu co zwiększa ryzyko zarażenia. Najlepiej sprawdzają się różne przyrządy do usuwania kleszczy (chwytające za główkę), które nie powodują zgniatania ich odwłoka, np. kleszczołapki (haczyk z nacięciem), karta, nić lub ,,laso'' do usuwania kleszczy. Warto włączyć do swoje apteczki jeden z takich przyrządów. W przypadku braku takiego przyrządu kleszcza można odciąć od skóry nożem. Kleszcza wyciągamy pewnym ruchem, nie męczymy go, nie kręcimy nim, nie ma gwinta więc nie ma znaczenia w którą stronę. Im szybciej pozbędziemy się kleszcza, tym lepiej!

Upewniamy się że usunęliśmy całego kleszcza, a nie tylko odwłok. Drobne pozostałości nie zwiększają istotnie ryzyka zakażenia. Miejsce ugryzienia myjemy i dezynfekujemy. Prawidłowe wyciągnięcie kleszcza zmniejsza ryzyko zarażenia ale nie daje nam pewności, że nie nastąpiło ono już wcześniej. Konieczna jest obserwacja miejsce ugryzienia przez okres 6 tygodni. W przypadku pojawienia się rumienia, zaczerwienienia skóry, świądu, gorączki czy innych niepokojących objawów, należy niezwłocznie udać się do lekarza.

Rumień po ugryzieniu kleszcza, zwłaszcza rumień wędrujący, jest charakterystycznym objawem boreliozy, choroby przenoszonej przez kleszcze. Pojawia się zwykle od kilku dni do kilku tygodni po ukąszeniu. Czerwona plamka, która przypomina wysypkę, szybko się powiększa do ponad 5 cm średnicy, kształt pierścienia z jasnym środkiem. Nie zawsze borelioza objawia się rumieniem wędrującym. Prawdopodobieństwo zarażenia boreliozą wynosi kilka %, wzrasta ono wraz ze stopniem opicia kleszcza. Usuńmy go tak, aby nie spowodować u niego wymiotów.

Chodzisz do lasu, jesteś narażony - regularnie badaj się! Wykonaj badania w laboratorium lub skorzystaj z testów dostępnych w aptece. Najlepiej po 6 tygodniach od ukąszenia, nawet jak nie jesteś pewien czy ugryzł cię kleszcz. Skuteczność badań zależna jest od rodzaju testu i stadium choroby (nie dają 100% pewności!).

Co zrobić żeby nie złapać kleszcza? Przede wszystkim unikajmy miejsc i sytuacji, które temu sprzyjają. Opisałem wcześniej jakie warunki lubią kleszcze. Wraz z doświadczeniem wyrobiłem sobie nawyk omijania (na ile to możliwe) miejsc kleszczowych i częstego sprawdzania nogawek spodni. Jeśli przechodzimy przez miejsce gdzie istnieje nawet minimalna szansa na złapanie kleszcza, to obowiązkowo sprawdzamy nogawki spodni. To jak często zależy oczywiście od sytuacji. Mam nawyk, że po przejściu przez niebezpieczne miejsce spoglądam na nogawki czy nie ma na nich kleszcza. Zatrzymuje się nawet co kilka minut, sprawdzenie trwa raptem kilka sekund. I tu ważna uwaga odnośnie noszonej odzieży. Militarna kolorystyka, kamuflaże może i wyglądają fajnie ale nie pod każdym względem są praktyczne. Dostrzeżenie kleszcza jest zdecydowanie łatwiejsze na spodniach w jednolitej, jasnej kolorystyce niż na kamuflażu w ciemne plamy. Las to nie jest rewia mody. Odzież o gładkiej powierzchni przylegająca do ciała. Nogawki wpuszczone w buty. Poza tym obserwacja i zabezpieczenia. Gdzie przechodzimy, na czym siedzimy i czego dotykamy.

Naturalne repelenty, olejki, ziołowe mikstury itp. uważam za nieskuteczne. Najskuteczniejszą ochronę zapewniają preparaty zawierające duże stężenie DEET. Rzadziej stosowane są  Ikardyna czy afanisept. Preparaty te różnią się składem, czasem działania, sposobem stosowania i skutecznością. Preparaty te są bezpieczne o ile są własciwie używane. Zapoznajmy się z informacjami producenta. 

Przy wyjściu w teren używam repelentów o dużym stężeniu DEET, nie ma wyjścia, lepsze to niż złapać jakieś odkleszczowe choróbsko. Powtórzę jeszcze raz, obserwujmy własne ciało. Zdrowia i lasu!

sobota, 14 lutego 2026

Drewniane klamerki na pranie podstawką do świdra ręcznego, czy to wytwór AI?

Sztuczna inteligencja jest obecna niemal wszędzie. Dzięki AI powstaje coraz więcej artykułów, zdjęć i filmów. Problemem staje się odróżnienie obrazów wygenerowanych przez AI od rzeczywistości. By daleko nie szukać, z bushcraftowego podwórka. Natknąłem się na zdjęcie przedstawiające podstawkę do świdra ręcznego wykonaną z dwóch drewnianych klamerek na pranie. Takich standardowej wielkości! No i co, prawda to czy nie? Da się w ten sposób wykorzystać drewniane klamerki na pranie do uzyskania ognia, czy to tylko wytwór AI?

Rozważając czysto teoretyczne. Klamerki są wykonane z drewna, prawdopodobnie buk, więc pod względem materiałowym nie ma zastrzeżeń. Tylko jeśli popatrzymy na powierzchnię klamerki, którą mamy do dyspozycji pod oparcie końcówki świdra, to pojawiają się już duże obawy. Klamerka ma około 7,5 cm długości, 0,9 cm grubości i około 1,1 cm szerokości. 

Powiecie zaraz, że można kupić drewniane klamerki różnej wielkości. Tak, to prawda, są małe i takie  w rozmiarze XXL. Te ze zdjęcia były jednak standardowej wielkości. 

Każda klamerka składa się z dwóch jednakowych cześć, spiętych metalową sprężyną. W drewnie klamerki są wyprofilowane wycięcia, w zasadzie mamy dwie powierzchnie przylegania, każda o długości około 0,8 cm. Czyli mamy do dyspozycji pole o powierzchni 1,1 x 0,8 cm! Ciaśniocha :) 

Jest jeszcze możliwość świdrowania grubszym świdrem na szczelinie klamerki. Też powinniśmy się zmieścić, materiału na obrzeżu jest wystarczająca ilość do wyprodukowania żaru. 

Postanowiłem świdrować na brzegu klamerki, na tym maleńkim skrawku drewna. Dwie klamerki spinamy razem aby nie rozjeżdżały się nam w czasie pracy. Utrzymanie stabilnie klamerek na podłożu jak i utrzymanie świdra to już wyczyn. Przy tak małej powierzchni nie bardzo jest jak zrobić dołek pod świder. Świdrowałem bez robienia początkowego zagłębienia. Świder z konyzy, cienki i maksymalnie prosty. Koniec świdra ,,tańczy'', ześlizguje się i ucieka na boki. Posypałem trochę piasku i delikatnie przyciskałem. Po kilku próbach udało się w końcu zaczernić gniazdo. Wycięcia pod żar też nie robię, nie ma na to miejsca. Po kilku próbach udaje mi się uzyskać żar, sukces! 

Zdjęcie na które się natknąłem w necie jest zatem prawdziwe. Klamerki na pranie to nie jest dobry materiał na podstawkę do świdra ręcznego. Zaszufladkować to można w kategorii sztuczki, sprawdzenia własnych umiejętności. Ja do tego już nie wrócę, szkoda dłoni. Producent drewnianych klamerek z pewnością nie przewidział do czego je użyję ;)

czwartek, 5 lutego 2026

Quinzee, czyli śnieżne schronienie


By móc poćwiczyć budowę śnieżnych schronień zwykle wyjeżdżałem w góry. Zima tego roku mnie jednak zaskoczyła :) Jest mroźno i śniegu całkiem dożo, nie tylko na obszarach górskich. Spakowałem plecak, przytroczyłem łopatę i heja na łąki. 

Wybrałem otwarty, płaski teren na skraju lasu. W takim miejscu łatwiej było mi zgarniać śnieg potrzebny do budowy quinzee. Grubość pokrywy śnieżnej w okolicach 30 cm wiec całkiem nieźle. Śnieg był puszysty, kilka stopni poniżej zera. Jednoosobowe, małe quinzee zacząłem budować od usypywania śnieżnego kopca. Powierzchnię na koniec oklepałem i wyrównałem łopatą. Później 3 godzinna przerwa na skonsolidowanie się śniegu. Nie spieszyło mi się, poszedłem na skraj lasu, rozpaliłem ognisko, ogrzałem i napiłem gorącej herbaty.

Nałamałem kilkadziesiąt patyków około 30 cm długości i powbijałem na powierzchni kopca. Nie zależało mi na ukryciu się, więc końce patyków są widoczne. Zabrałem się za drążenie wejścia i dalej wybieranie ściegu i tworzenia śnieżnej kopuły. Przy gruncie ściany były najgrubsze, stopniowo, ku górze zmniejszałem ich grubość. Ze śniegu z wnętrza schronienia usypałem przed wejściem wiatrołap. Wygładziłem ściany i zrobiłem otwór wentylacyjny. Do środka quinzee naznosiłem suchych traw i wymościłem legowisko. Wepchnąłem plecak i się wczołgałem. Mogłem teraz odpocząć w naprawdę komfortowych warunkach. W środku jest cicho, ciepło i przytulnie. 

Budowa quinzee zajęła mi niespełna 2 godziny (nie licząc przerwy). To nie moje pierwsze, więc jakieś doświadczenie mam. Garść rad dla osób, które też chciałby spróbować. Suchy, puszysty śnieg ma znakomite właściwości termoizolacyjne. Pomiędzy temperaturą wnętrz schronienia, a temperaturą na zewnętrzną różnica potrafi być znaczna. Quinzee powstaje z usypanego śniegu, do tego potrzebna nam będzie łopata. Przy budowie quinzee przeznaczonym dla 2 lub 3 osób czas pracy rozkłada się korzystniej. Podobnie w przypadku grubszej pokrywy śnieżnej. Im więcej śniegu, tym z mniejszej powierzchni musimy go zgarniać. Podczas budowy quinzee nie ma się co spieszyć. Usypany śnieg musi mieć warunki (czas) na skonsolidowanie. Pośpiech grozi zawaleniem schronienia i zasypaniem nas! Kluczową sprawą związaną z bezpiecznym noclegiem w quinzee jest też zapewnienie odpowiedniej wentylacji. Robimy otwór w stropie (wystarczy kilka cm), którego nigdy nie zatykamy. Napływ świeżego powietrza regulujemy częściowo przysłaniając otwór wejściowy np. plecakiem. Otwór wejściowy robimy jak najmniejszy i jak najniżej położony względem posłania. Aby wzmocnić konstrukcję i dodatkowo śnieg nie osypywał się na nas można obtopić wywnętrz powierzchnię ścian. Podnosimy na chwilę temperaturę (małe ognisko) o kilka stopni powyżej zera, a następnie wietrzymy aby nadtopione ściany ponownie zamarzły. Nie robimy tego przy temperaturach bliskich zera. To mogło by spowodować  zawalenie się quinzee. Ogólnie nie zaleca  się budowania quuinzee w temperaturze powyżej -4 ° C.

Wysokość wnętrza - wystarczy w zupełności jak będziemy mogli usiąść. Nie robimy stożka i nie robimy płaskiego sufitu, wewnątrz sklepienie powinno być łukowate. W ten sposób najlepiej przenoszone są obciążenia. Wbite patyki w kopułę ułatwiają równomierne drążenie ścian. Grubość ścian minimum 30 cm u podstawy i 20 cm u góry. Przed rozpoczęciem usypywania  można umieścić  w środku plecaki, skróci to czas usypywania jak i drążenia.

Największe ryzyko zawalenia się quinzee występuje podczas jego drążenia. Kopiemy najpierw wejście, kolejno do przodu przez środek i w górę do sufitu, a następnie przesuwamy się w kierunku ścian. Obowiązuje zasada jedna osoba kopie, druga pozostaje na zewnątrz. Niektórzy w pobliżu głowy wbijają kij lub łopatę, łatwiej będzie nieszczęśnika  namierzyć i odkopać. 

Quinnze jak wszystkie śnieżne schronienia stopniowo się zapadają i topią. Jest to znakomite awaryjne schronienie na wietrzną i zimną noc.