Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zrób to sam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zrób to sam. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 czerwca 2026

Gałązka brzozy - alternatywa dla szczoteczki do zębów


Z brudnymi ząbkami do lasu? A fuj, jak tak można? ;) Chyba nikt by nie chciał usuwać sam sobie bolącego zęba jak bohater filmu „Cast Awey? Dbajcie wiec o uzębienie.
 
Zapomniałeś spakować do plecaka szczoteczkę do zębów, no cóż, zdarza się. A pasta do zębów? Co zrobić w takiej sytuacji? Jak dbano o uzębienie w czasach, gdy nie było pasty ani szczoteczek do zębów? Jest kilka sposobów na świeży oddech i czyste zęby. 

Gałązki drzew to najbardziej popularny sposób na czyszczenie zębów, tak robili to nasi przodkowie. Produkt w 100% ekologiczny i naturalny. W wielu regonach świata do tej pory używa się lokalnych gatunków jako szczoteczki do zębów. W sprzedażny dostępne są patyczki/szczoteczki z korzenia drzewa arakowego.Wykazuje on działania antybakteryjne i wybielające. W naszym klimacie podobne właściwości ma brzoza. Gałązka brzozy z powodzeniem zastąpi szczoteczkę, pastę i nić dentystyczną. Ucinamy świeżą gałązkę brzozy o rozmiarze ołówka. Czystą, prostą, bez bocznych gałązek. I gryziemy w zębach jedną z końcówek, aż otrzymamy coś w rodzaju pędzelka-szczoteczki. Żujemy patyk jednocześnie czyszcząc zęby.

Gryzienie gałązki uwalnia zawarte w niej substancje, które dezynfekują jamę ustną. Podobne właściwości do brzozy mają też: klon, dąb, jesion, leszczyna, dereń, wierzba, jabłoń, grusza, śliwa, lipa, osika, porzeczka, malina, sosna i świerk. Szczoteczki, twarde, średnie i miękkie, do wyboru. W dodatku jeszcze o różnych smakach i zapachach :)
 
Jeśli chcemy, to na taką szczoteczkę można nałożyć pasę do zębów, o ile o niej nie zapomnieliśmy ;)
 

środa, 5 marca 2025

Wierzbowa ścianka



Niedawna wędrówka przez zarośla wierzby, których tu na podmokłych łąkach nie brakuje, przypomniały mi dawne czasy. Jak miałem naście lat starsi koledzy budowali szałasy z wierzbowych gałęzi. Był to materiał najbardziej dostępny i jednocześnie o najmniejszym znaczeniu dla gospodarzy (właścicieli terenu). Nawet jak ktoś z dorosłych odkrył szałas, to żadnej awantury nie robił.
 Szałas miał trzy proste ściany zrobione z giętkich gałęzi wierzby, które układało się pomiędzy pionowo wbitymi słupkami. Szałas zwykle powstawał etapami w ciągu kilku (nikomu się nie spieszyło, miało być przede wszystkim przyjemnie) kolejnych zimowych dni (biwaków). W zgranej ekipie 2-3 osobowej szałas mógł powstać w kilka godzin. Budowę schronienia zaczynało się od strony z której wiał najbardziej dokuczliwy wiatr. Później dostawiano kolejne ściany. Miały one około 20-30 cm grubości, gałęzie było mocno ściśnięte. Taki szałas, co jest szczególnie ważne w zimie, doskonale chronił przed wiatrem. W środku paliło się ognisko, którego ciepło przyjemnie ogrzewało siedzących w jego wnętrzu gości. Konstrukcja oraz materiał z jakiego był wykonany szałas był doskonale dopasowany do lokalnych warunków. Zero plastiku czy metalu, 100% naturalnych użytych materiałów. Bagna szybko wchłaniały szałas i po kilku latach nie było śladu. 


Postanowiłem odświeżyć wspomnienia. Wybrałem się na przyjazne bagna aby zbudować wierzbową ściankę. Wybrałem dogodne miejsce i po kilku godzinach pracy schronienie było gotowe. Uzupełniłem to o siedzisko, po ciężkiej pracy odpoczynek jest istotny. Reszta (ognisko, posiłek) to mało istotne dodatki. 
 
 
Prawdę mówiąc to liczyłem na zimową aurę. Początek marca i ani jednego prawdziwie zimowego wypadu. Takiego sezonu jeszcze nie miałem. Nie że na sankach bym chciał zjechać :)
 

środa, 19 lutego 2025

Kije do rzucania z Schöningen

Na stanowisku Schöningen (Niemcy), datowanym na ok. 300 000 lat temu archeolodzy odnaleźli liczne narzędzia drewniane. Wśród nich liczna grupę stanowią włócznie do pchania/rzucania oraz krótsze kije obustronnie zaostrzone do rzucania, które znaleziono w zespół ze szczątkami zwierząt na które polowano i zabijano wzdłuż brzegu jeziora. Szczegółowa analiza znalezisk uświadamia nam, że ówcześni ludzie posiadali dużą wiedzę dotyczącą właściwości surowców i dysponowali zaawansowanymi umiejętnościami obróbki drewna. Kije do rzucania wskazują strategie łowieckie, według zapisów etnograficznych były narzędziami, których mogli używać do wspólnych polowań różni członkowie grupy, w tym dzieci.

Chociaż okolice jeziora obfitowały w różne gatunki drzew, to większość kijów do rzucania wykonano ze świerka pozyskanego w odległości kilku kilometrów z pobliskich gór. Wybierano ten gatunek prawdopodobnie na właściwości fizyczne. Pozyskany materiał ma bardzo gęste pierścienie przyrostów rocznych (mediana = 51). Zapewniało to broni twardość i elastyczność, pomimo tego że świerk jest miękkim gatunkiem drewna.

Kije do rzucania wykonane zostały z pni drzewek. Usunięto z nich gałęzie, korę, ukształtowano przez struganie ostrza w ten sposób, aby rdzeń nie przechodził przez czubek ostrza, co wpływa na wytrzymałość. Ostrza kijów do rzucania poddano prawdopodobnie też obróbce cieplnej w celu ich wysuszenia i utwardzenia. Na końcowym etapie powierzchnie zostały starte i wygładzone. Była to zatem broń osobista wielokrotnego użytku.

Chociaż jest to broń lekka, to duża prędkość wyrzutu przekłada się na wysoką energię uderzenia, która mogła spowodować śmiercionośne obrażenia. Zaostrzone dwustronnie kije do rzucania były używane prawdopodobnie do polowania na średniej wielkości zwierzynę łowną, taką jak jeleń i sarna, oraz na szybką i małą ofiarę np. zające i ptaki. Kije były rzucane z boku obrotowo podobnie jak bumerang na odległość do 30 m.

Poniżej bardzo ciekawy obraz przedstawiający cechy ważniejszych broni łowieckich (źródło - internet). Dane uzyskano w toku badań etnograficznych i eksperymentalnych.


Chciałem sprawdzić jak się rzuca takimi kijami. Dobrego materiału o odpowiednim zagęszczeniu słojów należy poszukać wysoko w górach, gdzie w mało sprzyjających warunkach świerki wolno rosną. Przekrój i właściwości drewna pozyskanego w takim miejscu będą zdecydowanie lepsze niż świerków rosnących na nizinach. Zrobiłem trzy kije do rzucania o wymiarach zbliżonych do tych ze znalezisk, oczywiście obróbka odbyła się krzemiennymi narzędziami. Drewno utwardziłem nad ogniem, stąd te ciemne przebarwienia na powierzchni. Pobieżnie wyszlifowałem na kamieniu.

Niecierpliwie czekałem na próby rzucania. Odpowiednie miejsce do bezpiecznych i bezkrwawych ćwiczeń znalazłem na łąkach. Baloty siana pozostawione przez rolnika grały za drobną i szybką zwierzynę  pasącą się nad brzegiem jeziora;) 

Kilka pierwszych rzutów odbyło się w ramach zapoznania z możliwościami tej prymitywnej broni. Później poprawienie techniki rzutu i trzy kolejne kije lądują u celu przy dużym skupieniu. Bawiłem się rzucaniem jeszcze przez godzinę, nie zawsze oczywiście trafiając. Powiem wam, że byłem zdumiony z jak dużą energią ostrza kijów wbijają się w cel. Choćbym był nie wiem jak gruboskórnym bykiem, to dostać takim kijem bym nie chciał :)

To tyle, nie będę rozważał techniki rzutu, doświadczenia, strategi polowania itd. A w ramach pracy domowej - przestudiujcie dokładnie grafikę powyżej. 

sobota, 7 grudnia 2024

Pojemnik na zapałki z łuski myśliwskiej

Patent na wykonanie prostego pojemnika na zapałki i draskę. Trwały, szczelny, łatwy do wykonania. 
Łuski wykonane z tworzywa sztucznego możemy znaleźć na terenach obwodów myśliwskich. Do wykonania potrzebujemy dwóch sztuk. Pierwsza łuska będzie pojemnikiem, a druga po oddzieleniu metalowej części, będzie wieczkiem. Wieczko powinno być dokładnie spasowane aby nie zsuwało się samoistnie z pojemnika. Dla pewności pojemnik można udoskonalić o zawleczkę lub okleić np. taśmą naprawczą.
 
Łuskę myśliwską wykorzystać można również do sygnalizacji. Nic nie trzeba robić szczególnego, wystarczy odpowiednio przyłożyć usta i dmuchać. Gwizdek z łuski ma bardzo donośne brzmienie. 
 

niedziela, 1 grudnia 2024

Nóż Hoko


Nóż Hoko- nazwa pochodzi od od stanowiska archeologicznego w USA nad rzeką Hoko w zachodnim Waszyngtonie. Odkopano tam prosty nóż składający się z małego płatka kamienia osadzonego w cedrowej rękojeści, który był związany korzeniem świerka. Rękojeść miała około 13 cm długości, a ostrze było stosunkowo niewielkie. Prawdopodobnie nóż Hoko używany był głównie do sprawiania ryb.

Do wiązania można użyć oczywiście nie tylko korzeni świerku. Ja do stworzenia noża Hoko wykorzystałem wierzbę, zarówno na rękojeść jak i do wiązania. Prócz tego zastosować można dowolne inne elastyczne włókna. Podobnie z rękojeścią, robimy z dostępnego na miejscu surowca.

Oryginalne ostrze wykonane było prawdopodobnie z bazaltu. Nie musi to być jednak bazalt czy krzemień. Każdy wytrzymały i ostry kawałek skały się nada do tego celu. Ze współczesnych materiałów możemy użyć fragmentu szkła, ceramiki czy metalu. Najlepiej aby ostrze miało długą, prostą krawędź tnącą i płaską powierzchnię, aby łatwiej nam było osadzić je w rękojeści. 

Koniec gałązki rozszczepiamy na pół, w rozcięcie wsuwamy ostrze i całość mocno związujemy. Prosty i szybki do wykonania.

Takim nożem możemy posługiwać się tak samo jak nożem tradycyjnym. Testowałem nóż Hoko przy sprawianiu ryb i uważam, że bardzo dobrze się nim pracuje.

poniedziałek, 25 listopada 2024

Nóż z wieczka metalowej puszki

Kolejny survivalowy patent na nóż. Materiałem na niego jest stalowe wieczko puszki konserwowej. Łatwiejszy do znalezienia niż muszle, szczególnie w otoczeniu człowieka. Szlak ludzi wyznaczają śmieci. 

Wieczko odrywamy od puszki i zaginamy na pół. Zabieg ten usztywni i ułatwi nam używanie improwizowanego noża. Następnie krawędź tnącą ostrzymy poprzez szlifowanie na płaskim kamieniu.

Przygotowanie takiego noża trwa kilka minut. Niektórzy mocują taki nóż w drewnianej rękojeści, wg mnie jest to zbędne. Osobiście wolę pracować nożem bez oprawy. 

Blacha z której wykonane jest wieczko jest cienka, a stal nie powala twardością. Ostrze jest giętkie i szybko się tępi. Pomimo tego możemy uzyskać całkiem szybko przydatne narzędzie, którym będziemy w stanie przeciąć liny, sznury, przygotować posiłek czy zastrugać patyka.


W terenie mam przy sobie zawsze nóż. Jednak uważam, że warto sprawdzić swoje umiejętności w przypadku jego braku.

wtorek, 19 listopada 2024

Nóż z muszli



Podczas wędkowania nad Wisłą  znalazłem kilka grubościennych muszli. Co można z nich wykonać? Nasunęło mi się kilka pomysłów: pojemnik, miseczka, łyżka, kaganek, skrobak, grot, nóż. 

Aby wykonać nóż należy zeszlifować krawędź na piaskowcu. Dzięki temu uzyskamy ostrą krawędź tnącą. W kilka minut mamy możliwość stworzenia improwizowanego noża z muszli. 



Na ile ostry jest nóż z muszli? Co można takim nożem zrobić? Nożem z muszli sprawimy ryby, pokroimy mięso oraz warzywa. Praca raczej w miękkich materiałach. Twardość muszli jest zbliżona do twardości kości czy poroża. Muszla jest też dosyć kruchym surowcem i przy pracy w twardszych materiałach krawędź ostrza będzie się wykruszać. 


W sytuacji, gdzie nie posiadamy przy sobie noża i nie dysponujemy lepszymi rozwiązaniami materiałowymi, taki naprędce wykonany nóż z muszli ułatwi nam działanie w terenie. Materiał łatwy do pozyskania, wykonanie jest proste i zajmuje mało czasu. Prymitywny a zarazem zaskakująco funkcjonalny. 

czwartek, 26 września 2024

Rekonstrukcje rombów



Bullroarer (bull-roarer - ryczący byk), turndun, romb- najbardziej wg mnie odpowiednia jest nazwa romb, ale można polemizować. Romb w różnych kulturach był używany jako instrument muzyczny używany w ceremoniach, do komunikowania się na duże odległości, do zaganiania zwierząt oraz jako zabawka. Jeden z najstarszych instrumentów muzycznych, znany już od paleolitu. Najstarszy romb znaleziony na Ukrainie datowany jest na 18 000 p.n.e.. W powszechnej świadomości najbardziej znany jest z tego, że używali go australijscy aborygeni, ale udokumentowany również w Europie, Azji, Afryce oraz obu Amerykach.
 
Romb to fragment płaskiej drewnianej deszczułki, kamienia, kości lub poroża, najczęściej pokrytej rytami, przymocowany sznurkiem, który przy poruszaniu po okręgu wydaje ryczący, wibrujący dźwięk (efekt Dopplera). Wysokość dźwięku można zmienić zmieniając długość sznurka i/lub prędkość z jaką jest on obracany.

Tradycyjnie używany w zależności od regionu podczas ceremonii inicjacyjnych, pogrzebów (głos przodka), uzdrawiania oraz sprowadzania deszczu. Dźwięki wydawane przez rąby miały chronić przed uderzeniem pioruna i odstraszać wilki.

Zrekonstruowałem trzy romby:

1. Na podstawie znaleziska z jaskini La Roche we Francji. Późny paleolit, kultura magdaleńska około 14 000 - 12 000 pne. Wymiary 155x35 mm. Materiał - kość i ochra.  Nacięcia. 



2. Na podstawie artefaktów grupy Innuitów z plemienia Sadlermiut (prawdopodobnie?) Wymiary 244x52 mm. Materiał - kość. Nacięcia. 

3. Ostatni romb to nawiązanie do kultury materialnej australijskich aborygenów. Wymiary 285x52 mm. Materiał - drewno. Ryty uzyskane za pomocą krzemienia. 




Zamykam oczy i próbuję sobie wyobrazić brzmienie koncertu na krzemiennych litofonach i rombach :)

wtorek, 7 maja 2024

Osełka z pniarka brzozowego i żagwiaka łuskowatego

Na blogu opisuję dwa najczęstsze zastosowania grzybów - kulinarne i ogniowe. Grzyby mają jednak zastosowanie w różnych innych dziedzinach naszego życia. W literaturze znalazłem informację, że w XIX wieku owocniki żagwiaka łuskowatego (Cerioporus squamosus) i pniarka brzozowego (Fomitopsis betulina) zalecano używać do ostrzenia brzytew i noży, gdyż miały być o wiele lepsze od tego, co oferowano w sprzedaży. Prawda, ciekawa informacja? Czy grzybem można naostrzyć nóż? Pomyślałem, że sprawdzę i sam się przekonam ile w tym prawdy.

W lesie wyszukałem okazałe owocniki pniarka i żagwiaka. Pierwszy grzyb pozyskałem w lecie, a drugi na jesieni. Kapelusz pniarka był okazały, osełkę wyciąłem z najszerszej jego części. Osełkę z żagwiaka wyciąłem nie z kapelusza lecz z trzonu. Po wysuszeniu grzybów powierzchnia osełek uległa niewielkiej deformacji, konieczne było wyrównanie powierzchni roboczej przez szlifowanie. W tym doświadczeniu żagwiak uległ większej deformacji niż pniarek. 

Po wyrównaniu powierzchni osełek z pniarka i żagwiaka sprawdziłem twardość naciskając paznokciem. Żagwiak w tym teście wypadł korzystniej. 

Powierzchnia grzybowych osełek jest szorstka i działa jak naturalny papier ścierny, oczywiście taki o wyższej gradacji. Powiedzmy, że mocno stępiony nóż ostrzymy używając osełek o gradacji 100-400, a lekko stępiony 600-1000. Osełki o gradacji 3000-8000 służą już do polerowania ostrza. W przypadku brzytew w końcowej fazie ostrzenia używa się osełek o jeszcze wyższej gradacji, 6000-120000. Jak wiec ocenić jaką gradację ma osełka z pniarka czy żagwiaka? Czy nada się do podostrzenia survivalowego noża survivalowego czy bardziej brzytwy dla dżentelmena? 


Brzytwy nie mam więc pozostało mi testowanie efektywności osełek na nożach, jakich używam w lesie. Zrobiłem kilkanaście prób ostrzenia przy normalnym użytkowaniu. Noże były tylko lekko stępione. Po przeciągnięciu kilkukrotnym po powierzchni osełek noże odzyskiwały pierwotną ostrość. Ja doprowadzam ostrze do stanu golenia włosów, jeśli przestaje golić, to znaczy że nóż jest już tępy. Osełki z pniarka brzozowego i żagwiaka łuskowatego sprawdzą się wiec przy wygładzaniu końcowym ostrza. Trudno ocienić jakiej gradacji odpowiadają grzybowe osełki ale nie naostrzymy na nich noża średnio, a tym bardziej mocno stępionego. Osełki są łatwe do wykonania z materiału, który możemy znaleźć w lesie. Jeśli chodzi o trwałość osełek, to po kilku miesiącach zauważyłem, że jedzą mi je robaki. Wtedy można rozejrzeć się za nowym materiałem na grzybowe osełki. Tylko ostrych noży :)

piątek, 5 kwietnia 2024

Wędzone ryby


Przyjemne, ciepłe i słoneczne dni na początku kwietnia. Siedziałem z kijem nad rzeką. Dobre brania ryb, udało mi się złowić kilka okoni i płoci. Postanowiłem uwędzić na kolację i na kilka kolejnych dni. Wędzone ryby są smaczne i można je dłużej przechowywać bez lodówki. 

Zawiesiłem tuszki na patykach i pozostałem do obsuszenia.


Na piaszczystym zboczu rzeki saperką wykopałem jamę połączoną z tunelem. Długość tunelu około 1 m, jama miała mniej więcej 30 cm średnicy i taką samą głębokość. Rozpaliłem na wlocie ogień, trochę suchych patyków aby wytworzyć warstwę żaru i obsuszyć ściany wykopu. Tuszki zawiesiłem nad jamą i przykryłem płatami kory, które pomogły utrzymać dym i odpowiednią temperaturę. Wędziłem na gorąco na olchowym drewnie. 


Wreszcie można próbować :) Pyszne są takie świeżo wędzone ryby. 


Miejscówka przyjemna do odpoczynku, blisko do wody, po opał i jedzenie. Nawet jeśli nie powiodą się łowy, to jest mniej zawodne zbieractwo. Zatem życzenie ,,połamania kija'' można odnieść nie tylko do tego co złapane, ale też co wykopane :) 

środa, 5 lipca 2023

Pojemniki z kości


Zwierzęce kości wykorzystałem do zrobienia praktycznych pojemników. Pierwszy służy mi za solniczkę lub pojemnik na przyprawy/hubkę, drugi za igielnik. Wykorzystałem maksymalnie naturalne właściwości znalezionych kości. Pierwszy pojemnik został zrobiony z fragmentu rurkowatej kości, w której odciąłem końce. Jeden z nich uszczelniłem korkiem zrobionym z sosnowej kory i sosnową żywicą. Zatyczka zrobiona z krótkiego kawałka wierzbowej gałązki. W drugim pojemniku wystarczyło dorobić tylko korek z sosnowej kory. 

Naturalny kształt, rurkowaty przekrój, duża wytrzymałość i szczelność, to największe zalety pojemników wykonanych z kości zwierząt. 


poniedziałek, 5 czerwca 2023

Krzesiwa tradycyjne wykonane ze starego pilnika w oprawie z dębiny oraz w oplocie z kory brzozowej



Stary, duży, pokryty rdzą pilnik przerobiłem na krzesiwa tradycyjne. Chociaż takim fragmentem połamanego pilnika można bez problemu krzesać iskry, to pomyślałem, że właściwy leśny charakter uzyskają po oprawieniu w tradycyjne materiały. Dwa z nich, widoczne na zdjęciach, już oprawiłem. Zastosowałem drewno i korę. Pierwsze krzesiwo ma oprawę z kawałka dębiny. Po wyszlifowaniu i zaolejowaniu uwidocznił się pięknie rysunek słojów drewna.
We fragmencie dębiny wyciąłem na długości 2 cm rowek o grubości minimalnie większej niż grubość pilnika. Następnie wkleiłem pilnik na dziegieć i uzupełniłem nim nieszczelności. Ostatni etap to szlifowanie papierem ściernym i zabezpieczenie olejem.

Drugie krzesiwo ma oprawę wykonaną z kory brzozowej. Technika podobna jak przy wykonywaniu pochewki do siekiery, Dodatkowo cieńszym paskiem kory owinąłem końce krzesiwa. Pilnik został również wklejony na dziegieć. 

piątek, 24 marca 2023

Wieloosobowa jama śnieżna. Nocleg w śniegu. Bytowanie w górach w warunkach zimowych.

Na badaniach terenowych u szalonego profesora ;) Tak w jednym zdaniu można określić to, co zrobiliśmy w ostatni weekend. Na zaproszenie dr Staszka Kędzi, razem z Michałem i Darkiem, gdzieś w górach, w ostatni weekend, mieliśmy przyjemność w uczestniczenia w badaniach. Wyniki z tych badań zostaną zaprezentowane w tym roku na międzynarodowej konferencji organizowanej przez Akademię Wojsk Lądowych "Górskie Środowisko Walki - Doświadczenia i Perspektywy. 

Zasada trzech jedności - czas, miejsce, akcja. Pomysł badań terenowych pojawił się rok temu. Realizacja odwlekła się do połowy marca, aż wystąpiły sprzyjające warunki. Przez kilka ostatnich tygodni czekaliśmy w napięciu na telefon od Dottore. Plecaki  spakowane zgodnie z ustaleniami. Miejsce akcji poznaliśmy już wcześniej. Góry, tylko tam była szansa na odpowiedniej grubości pokrywę śnieżną.  Akcja - nie do powtórzenia ;) 

W piątek wieczorem, po kilku godzinach jazdy samochodem i przesiadkach, meldujemy się w klimatycznej bazie. Janusz robi na kolekcję pyszne naleśniki. Sączymy Becherovkę i omawiamy szczegóły. Staszek naszkicował na kartce papieru plan wieloosobowej jamy śnieżnej. I wszystko jasne, prawda? ;) 


Rano, po zjedzeniu porządnego śniadaniu, wyruszamy. Podziwiamy wspaniałe widoki ośnieżonych gór. Świeże powietrze, ciepło i słonecznie. Niezbędna jest ochrona oczu i głowy. Dźwigamy duże i ciężkie plecaki wypchane niezbędnym sprzętem. Niespiesznie pniemy się w górę. Po kilku przystankach jesteśmy na miejscu. Zrzucamy plecaki, siadamy, chwilę odpoczywamy, pijemy herbatę. Dokładnie badamy teren - ukształtowanie, strukturę i grubość pokrywy śnieżnej. Sonda lawinowa wskazuje ponad 3 m śniegu, parametry korzystne. 

 

Wyznaczamy wymiary wykopu - długość około 5 m i na szerokość ramion. Kopiemy, Staszek dowodzi. Podczas kopania zmieniamy się, dwie osoby kopią, dwie odpoczywają. Śnieg odrzucamy na boki. 


Stopniowo pogłębiamy wykop do około 1,8 m. W miejscu gdzie jest łapacz zimnego powietrza jest jeszcze głębiej. Robimy schodki wejściowe.


Zaznaczany zarys jam do spania i wybieramy śnieg stopniowo pogłębiając komory. Profilujemy ławy do spania. Łukowe sklepienia zapewniają większą wytrzymałość. Jamy są na tyle obszerne aby pomieścić nasze plecaki. 


Decydujemy się na wykopanie trzech jam, jednej z lewej strony wykopu i dwóch po prawej, oddzielonej filarem. Staszek chce spać na zewnątrz w bivi. 


Sprawdzamy wielkość jam, jest bardzo dobrze. Podziwiamy piękne widoki przez sufit, który musimy niestety zakryć. 


Przykrywamy wykop blokami śnieżnymi. Praca zespołowa jest niezbędna, Michał wycina bloki, Darek przynosi, ja montuję i uszczelniam. Robimy zmiany, trzy osoby pracują a jedna odpoczywa. Zostawiamy otwór wentylacyjny, przekrój regulujemy za pomocą łopaty ;) Kreatywność pomimo zmęczenia.


Robimy nadproże, widok z zewnątrz i od wewnątrz. Następnym razem nie robił bym nadproża z płyt, tylko wydrążył łopatą odpowiedni kształt w śniegu. Do realizacji takich planów potrzebne jest jednak doświadczenie. Kolejne obserwacje - przy tej wytrzymałości śniegu kusi, aby spróbować innego rodzaju schronienia, np. igloo. 


Pracę kończymy tuż po zachodzie słońca. Wnosimy plecaki, rozkładamy maty, można poczuć się jak w domu ;) 


Po pracowitym dniu uzupełniamy płyny i jemy ciepły posiłek. Na szczęście woda jest w zasięgu ręki ;) 


Dzielimy się wrażeniami. Jesteśmy zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi. Wejście tymczasowo zasłaniamy karimatą.


Docelowo na noc wejście zasłaniamy folią NRC i plecakami. W  kilku miejscach umieszczamy rejestratory temperatury. Szybko usypiamy. 



Wykopanie jamy śnieżnej dla trzech osób zajęło nam 4,5 h. Przeliczając na osobę daje to około 1,5 h. Uważam to za bardzo dobry wynik. Nocleg i warunki bytowe oceniam na komfortowe - cicho, ciepło i wygodnie. Chciałbym następnym razem mieć możliwość bytowania w tego typu schronieniu przez kilka dni. Wysiłek włożony w wybudowanie jamy śnieżnej rozłożył by się w dłuższym okresie czasu. Stwarza to pole do innych, równie ciekawych działań w terenie. 

Rano łyk gorącej herbaty z termosu i pakujemy się. Zasypujemy jamy i uprzątamy teren. Zarzucamy plecaki i w drogę powrotną. Szkoda tylko, że tak krótko. Na koniec zacytuję słowa Docttore - ,,Panowie, bez Was te badania terenowe nie miały szans powodzenia.'' Dziękuję :)