piątek, 27 lutego 2026

Kleszcze - co powinniśmy o nich wiedzieć, jak sobie z nimi radzić?

 

Zdjęcie pochodzi ze strony: https://ptbk.uken.krakow.pl/kleszcze/

Takie małe, a problem z nimi bardzo duży. Tak można określić sytuację z kleszczami. Ze względu na to, że jest ich coraz więcej w naszym otoczeniu i coraz częściej są one nosicielami boreliozy (nie tylko), stanowią jedno z największych zagrożeń dla osób spędzających czas na wolnym powietrzu. Las, łąka, park, boisko, ogródek działkowy, tereny zielone, nawet w środku największych miast, spotkać je można coraz częściej. A nawet jeśli to nie my złapiemy kleszcza, to przyniesie go nam do domu inny domownik, pies lub kot. Widziałem jak kleszcze dostarczono do domu razem z ładunkiem drewna opałowego czy innymi darami lasu. Tysiące kleszczy co roku trafiają do Polski podczas wiosennych migracji ptaków. Kleszcze, które spadły z żywiciela lub ubrania, mogą z łatwością przetrwać 1-2 tygodni i będą szukać nowego żywiciela.

Temat kleszczy i chorób przez nie przenoszonych jest często poruszany w różnych grupach społecznych, nie tylko tych związanych z wędrówkami po lesie. Nie wszyscy potrafią rozpoznać kleszcza i na dodatek cześć informacji o nich jest nieprawdziwa. Edukacja pod tym względem jest bardzo istotna. Pytanie, ile czasu poświęca się na edukację klas podstawowych jeśli chodzi o kleszcze? A pozostała cześć społeczeństwa? Dużo osób pyta się mnie, czy się nie boję, jak sobie radzę z kleszczami itd? Postaram się zatem przedstawić nieco faktów i moich spostrzeżeń na ten temat.

Kleszcze stanowią zagrożenie dla ludzi ze względu na przenoszone liczne choroby, które nabywają od zakażonych żywicieli. Do zakażenia zakażenia dochodzi tylko w momencie wprowadzenia zarazków do krwi. U człowieka zakażenie może nastąpić przez ukąszenie każdej z postaci kleszcza. W Polsce zachorowania na boreliozę rejestrowane są od 1996 roku. Jak podaje Ministerstwo Zdrowia chorych z boreliozą w 2013 roku było 12760, w 2024 roku to już 29347 osób. Systematycznie wzrasta liczba zachorowań na boreliozę, kleszczowe zapalenie mózgu i pozostałe choroby odkleszczowe.

Kleszcze to pajęczaki z rodziny roztoczy. Biologia ich różni się w zależności od gatunku. Różnią się między sobą preferencjami dotyczącymi wyboru żywiciela, obszarem występowania, wielkością czy ubarwieniem. Najbardziej jednak istotną różnicą jest ich zdolność do przenoszenia chorobotwórczych drobnoustrojów. Dlatego ważna jest umiejętność rozpoznania poszczególnych gatunków kleszczy.

Największe znaczenia dla nas ma kleszcz pospolity i kleszcz łąkowy. Zostaje jeszcze kleszcz psi, kleszcz jeżowy, obrzeżek gołębień i kleszcz afrykański (mamy już potwierdzone przypadki), których również nie należy bagatelizować. Aby nie rozpisywać się nadmiernie skupimy się na kleszczu pospolitym i łąkowym. Cykl życiowy kleszcza trwa 2-4 lat i składa się z trzech stadiów rozwojowych: larwy, nimfy i postaci dorosłej. Wszystkie stadia rozwojowe atakują człowieka, z tego względu wszystkie są niebezpieczne.

Kleszcze są pasożytami krwiopijnymi i w każdym ze stadiów rozwojowych muszą wyssać krew. Na żywicielu przebywają w zależności od stadium od kilku godzin do nawet 15 dni. Zapłodniona dorosła samica składa około 2000 jaj, które potrzebują od 3 do 36 tygodni na przekształcenie się w larwę. Larwa po napiciu się krwi przemienia się w nimfę, trwa to od 5 tygodni do 5 miesięcy. Następnie nimfy szukają dwóch żywicieli aby po 5 – 8 miesiącach zamienić się w dorosłe postacie zdolne do rozmnażania. Zanim to nastąpi, głodne dojrzałe osobniki są w stanie przetrwać w odrętwieniu nawet 800 dni a larwy i nimfy – do 500 dni (niektóre źródła podają jeszcze dłuższe okresy). Larwy najczęściej żerują na małych ssakach bądź ptakach. Nimfy i dorosłe osobniki szukają większych żywicieli (ludzie, bydło, konie, kozy, owce, psy, koty, kuny, sarny, daniele, jelenie, gołębie, jaszczurki, jeże itd.).

Kleszcze są niesamowicie odporne na suszę i inne niekorzystne warunki środowiskowe. Potrafią przetrwać do kilkudziesięciu godzin pod wodą czy pranie w pralce. Jeśli chodzi o zimę i niskie temperatury to żyją również na terenach, gdzie występują ostrzejsze zimy niż u nas. Kleszcze przestają żerować dopiero gdy średnia dobowa temperatura spada poniżej 4°C. Zapadają w letarg (chowają się w ściółce i przesypiają niekorzystne warunki) ale ponieważ zimy obecnie mamy jakie mamy, to można „złapać” je niezależnie od pory roku. Największą aktywność kleszcze wykazują przy wilgotności powietrza 60-85% oraz temperaturze 14-23°C. W innych warunkach są mniej aktywne, ale wciąż są zagrożeniem.

Jak wygląda kleszcz? Wbrew pozorom odpowiedź nie jest taka oczywista. Wygląd kleszcza zależy od gatunku i stadium rozwoju. Inaczej wygląda głodny kleszcz, a inaczej opity krwią. Długość ciała kleszcza wynosi od jednego do kilku mm (afrykańskie są 4 krotnie większe od naszych rodzimych gatunków kleszczy). Po napiciu się krwi stają się kilkukrotnie (nawet 120-krotnie) większe. Nimfa kleszcza ma średnio 1 mm i przez to jest trudna do rozpoznania. Jak ktoś ma do tego jeszcze słaby wzrok, to jest to naprawdę problem. Dostrzeżenie kleszcza utrudnia owłosienie, przebarwienia skóry, pieprzyki itp. Najczęściej na skórze widzimy tylko kropkę o barwie wyraźnie odcinającej się od koloru skóry. Kleszcze wbiją się pod pewnym kątem, jak dobrze się przyjrzymy zauważymy odnóża. Zwykle na zdjęciach widzimy dorosłe osobniki. Zachęcam do studiowania zdjęć z neta i nauki rozpoznawania kleszczy w każdej postaci.

Kleszcze bytują w miejscach, gdzie mają największą szansę na znalezienie żywiciela. Są to najczęściej zacienione obrzeża lasów liściastych, mieszanych i obszary trawiaste. Gromadzą się na szczytach gałązek i traw, zwykle na wysokości do 0,5 m (niektóre źródła podają że nawet do 1,5 m) i czekają aż zostaną zdjęte przez żywiciela. Kleszcze nie skaczą na człowieka z drzew. Jeśli będziemy siedzieć dłużej w jednym miejscu i nas ,,wyczują'', to potrafią przejść. Kleszcze nie upodobały sobie drzew iglastych, wysokich gór, miejsc pozbawionych roślinności, suchych, wietrznych. Najwięcej kleszczy znajdowałem na ścieżkach zwierząt wiosną. Bywały dni, kiedy ,,zebrałem'' ponad 100 kleszczy w ciągu kilku godzin wędrówki. Przyciąga je zapach potu, wydychany CO2 i ciepłota ciała. Osoby z grupą krwi 0 i AB są atakowane częściej.

Kleszcz zanim się wgryzie w skórę szuka sobie odpowiedniego miejsca. Wybiera miejsca najlepiej ukrwione, zakamarki, zwykle poniżej pasa. U dorosłych najczęściej są to zagłębienia pod kolanem, okolice bioder, pachwiny, pośladki, wnętrze ramion, za uszami. U dzieci jest to najczęściej szyja i głowa. Niekiedy kleszcz umiejscowi się w takim miejscu, że bez pomocy drugiej osoby nie będziemy w stanie go dostrzec i usunąć. Wiem, że po całym dniu męczącej wędrówki i działań w terenie jedyne o czym wieczorem marzymy, to jak najszybciej się położyć spać. Nigdy tego nie róbcie zanim nie obejrzycie dokładnie ciała i nie sprawdzicie czy nie macie kleszczy!

Usunięcie nie wessanego kleszcza nie stanowi problemu, chwytamy palcami bądź pęsetą i rozgniatamy lub wrzucamy do ogniska. Gorzej, gdy odkryjemy już wessanego kleszcza w nasze ciało. Ugryzienie kleszcza nie boli ponieważ ślina kleszcza zawiera substancje znieczulające. Możemy poczuć, że coś nas swędzi, chodzi po nas lub dostrzegamy kleszcza na skórze. Jednak wiele osób nie czuje, nie zauważa i nie pamięta momentu ugryzienia. Kleszcza niczym nie smarujemy, nie pryskamy! Odcinając kleszczowi dopływ tlenu zwiększamy ryzyko zarażenia się chorobami odkleszczowymi. Tradycyjna pęseta też nie jest dobrym rozwiązaniem. Zgniatając kleszcza spowodujemy wyciśniecie jego zawartości do naszego krwioobiegu co zwiększa ryzyko zarażenia. Najlepiej sprawdzają się różne przyrządy do usuwania kleszczy (chwytające za główkę), które nie powodują zgniatania ich odwłoka, np. kleszczołapki (haczyk z nacięciem), karta, nić lub ,,laso'' do usuwania kleszczy. Warto włączyć do swoje apteczki jeden z takich przyrządów. W przypadku braku takiego przyrządu kleszcza można odciąć od skóry nożem. Kleszcza wyciągamy pewnym ruchem, nie męczymy go, nie kręcimy nim, nie ma gwinta więc nie ma znaczenia w którą stronę. Im szybciej pozbędziemy się kleszcza, tym lepiej!

Upewniamy się że usunęliśmy całego kleszcza, a nie tylko odwłok. Drobne pozostałości nie zwiększają istotnie ryzyka zakażenia. Miejsce ugryzienia myjemy i dezynfekujemy. Prawidłowe wyciągnięcie kleszcza zmniejsza ryzyko zarażenia ale nie daje nam pewności, że nie nastąpiło ono już wcześniej. Konieczna jest obserwacja miejsce ugryzienia przez okres 6 tygodni. W przypadku pojawienia się rumienia, zaczerwienienia skóry, świądu, gorączki czy innych niepokojących objawów, należy niezwłocznie udać się do lekarza.

Rumień po ugryzieniu kleszcza, zwłaszcza rumień wędrujący, jest charakterystycznym objawem boreliozy, choroby przenoszonej przez kleszcze. Pojawia się zwykle od kilku dni do kilku tygodni po ukąszeniu. Czerwona plamka, która przypomina wysypkę, szybko się powiększa do ponad 5 cm średnicy, kształt pierścienia z jasnym środkiem. Nie zawsze borelioza objawia się rumieniem wędrującym. Prawdopodobieństwo zarażenia boreliozą wynosi kilka %, wzrasta ono wraz ze stopniem opicia kleszcza. Usuńmy go tak, aby nie spowodować u niego wymiotów.

Chodzisz do lasu, jesteś narażony - regularnie badaj się! Wykonaj badania w laboratorium lub skorzystaj z testów dostępnych w aptece. Najlepiej po 6 tygodniach od ukąszenia, nawet jak nie jesteś pewien czy ugryzł cię kleszcz. Skuteczność badań zależna jest od rodzaju testu i stadium choroby (nie dają 100% pewności!).

Co zrobić żeby nie złapać kleszcza? Przede wszystkim unikajmy miejsc i sytuacji, które temu sprzyjają. Opisałem wcześniej jakie warunki lubią kleszcze. Wraz z doświadczeniem wyrobiłem sobie nawyk omijania (na ile to możliwe) miejsc kleszczowych i częstego sprawdzania nogawek spodni. Jeśli przechodzimy przez miejsce gdzie istnieje nawet minimalna szansa na złapanie kleszcza, to obowiązkowo sprawdzamy nogawki spodni. To jak często zależy oczywiście od sytuacji. Mam nawyk, że po przejściu przez niebezpieczne miejsce spoglądam na nogawki czy nie ma na nich kleszcza. Zatrzymuje się nawet co kilka minut, sprawdzenie trwa raptem kilka sekund. I tu ważna uwaga odnośnie noszonej odzieży. Militarna kolorystyka, kamuflaże może i wyglądają fajnie ale nie pod każdym względem są praktyczne. Dostrzeżenie kleszcza jest zdecydowanie łatwiejsze na spodniach w jednolitej, jasnej kolorystyce niż na kamuflażu w ciemne plamy. Las to nie jest rewia mody. Odzież o gładkiej powierzchni przylegająca do ciała. Nogawki wpuszczone w buty. Poza tym obserwacja i zabezpieczenia. Gdzie przechodzimy, na czym siedzimy i czego dotykamy.

Naturalne repelenty, olejki, ziołowe mikstury itp. uważam za nieskuteczne. Najskuteczniejszą ochronę zapewniają preparaty zawierające duże stężenie DEET. Rzadziej stosowane są  Ikardyna czy afanisept. Preparaty te różnią się składem, czasem działania, sposobem stosowania i skutecznością. Preparaty te są bezpieczne o ile są własciwie używane. Zapoznajmy się z informacjami producenta. 

Przy wyjściu w teren używam repelentów o dużym stężeniu DEET, nie ma wyjścia, lepsze to niż złapać jakieś odkleszczowe choróbsko. Powtórzę jeszcze raz, obserwujmy własne ciało. Zdrowia i lasu!

4 komentarze:

  1. Każdy kto "łazi po krzakach" prędzej czy później z kleszczami się spotka.
    Z większością informacji przekazanych przez Wilsona zgadzam się i potwierdzam, ale mam też swoje obserwacje. Nie wszystko co jest nam podawane publicznie to czysta prawda, bez przekłamań!
    To prawda, że kleszcze są już w miastach, parkach i na działkach. Dostarczają nam pajęczaków: ptaki, koty, psy i inni bracia mniejsi :(
    Kiedyś panie, to tych kleszczy nie było ... . To prawda! Było ich niewiele i całymi latami nigdy kleszcza nie "złapałem".
    Od XXI wieku, niestety już "zaliczam" te chodzące po odzieży, skórze i te wbite!
    Wielokrotnie słyszałem w Polskim Radio wypowiedzi leśników (takich zza biurka) , że : "kleszcze nie spadają na nas z drzew" :) To kłamstwo, a w ostateczności półprawda. Podam tylko 1 przykład z życia:
    W upalne lato, schowaliśmy się w cieniu sosen, przed lejącym się z nieba żarem. Schładzanie się PERŁĄ ma swoje plusy :) ale ja długo w miejscu nie usiedzę. Mam tzw. "Kolec w D" :) Odkryłem odłamane przez wichurę pół sosny, w sam raz na wieczorne ognisko. Maczeta w łapkę i GO! Pod nogami samo igliwie, a trawę można było oglądać z dystansu. Po kilku kursach z odrąbaną gałęzią, jasna koszulka była już cała mokra na plecach, więc występowałem topless.
    Po przerwie, wystarczył 1 kurs, aby stwierdzono 6 kleszczy na moich plecach!
    Przemieszczałem się tą samą drogą i o nic nie ocierałem! Wszyscy stwierdzili, że jedyna możliwość to "desant" na moje plecy z GAŁĘZI SOSNOWYCH !
    Kleszczy nie ma w wysokich górach? :) Pewnego lata działaliśmy w Alpach austriackich w 2 niezależnych grupach w sąsiednich rejonach. Ostrzegaliśmy się wzajemnie (telefonicznie) o dużej ilości kleszczy! Czyhały na nas na źdźbłach trawy przy ścieżce, wysoko w bezdrzewnych rejonach. W ilościach "hurtowych".

    Pozostaje: wytrzepywanie odzieży i baczna obserwacja oraz obserwacja ciała.
    ŚRODKI CHEMICZNE?
    W opisach czytam: DEET odstrasza i czyni nas dla kleszcza "niewidzialnymi" ale nigdzie nie przeczytałem, że zabija! :( Lepszy rydz nisz nic.
    Co więc zabija kleszcza "na śmierć", jak mawiają górale? :) PYRETRYNY !!!
    Pyretryny, to naturalne substancje występujące w roślinach. ALE są jeszcze sztucznie wytworzone przez bogate koncerny chemiczno - farmaceutyczne, związki o ogólnej nazwie (jest ich wiele) PYRETROIDY. Te już w wielu przypadkach nie pozostają obojętne dla zdrowia i powinni je stosować odpowiedzialni dorośli, zgodnie z zaleceniami producenta.
    Moje uwagi co do "broni chemicznej" na kleszcze, meszki, komary:
    Korzystnie jest je produkować samemu i w sposób przemyślany stosować. Wiem, trudne i nie dla każdego :( Kupować tylko te, które sprawdziły się innym (nie pani, występującej w reklamie!) :) Odstraszacze robić samemu za "grosze" zaś "killerów" kupować z przeceny. Naturalne pyretryny występują w Złocieniu dalmatyńskim. Przymierzam się do hodowli na moje potrzeby.

    Z chorobami od kleszczowymi nie ma żartów. Statystyka powinna STRASZYĆ każdego, ale dostęp do niej jest "bylejaki" a informacje podawane głównie przed i w sezonie grzybowym. Tymczasem kleszcze atakują CAŁY ROK !!! :(
    Dobrze radzę: Zauważonego kleszcza MORDUJEMY! Wbitego w skórę, usuwamy i MORDUJEMY! Kleszcz nie wie, co to jest litość, taka jego biologia, to pasożyt!
    Rankę po ukąszeniu, dezynfekujemy wielokrotnie w krótkich odstępach czasu.
    Tak na prawdę, to kwestia szczęścia, czy kleszcz który nas "dziabnął" był zarażony. ALE czas od chwili "wbicia się" kleszcza w skórę do chwili jego usunięcia (w całości) jest DECYDUJĄCY !!! Czyli: najpierw wyrywamy, usuwamy, a potem "histerycznie latamy po lekarzach". Zalecana obserwacja miejsca po ukąszeniu do 3 tygodni. Tak, miejsce po ukąszeniu swędzi! To NORMALNE! I nie ma nic wspólnego z zakażeniem, ale sami sobie zaszkodzimy, gdy będziemy rozdrapywać swędzącą rankę (zakażenie wtórne) bo pod paznokciami może być "wszystko". :)
    Fajnym panienkom, chętnie pomogę (stary cap!) :) Ale tak na prawdę, każdy sam powinien dokładnie oglądać własne ciało a plecy i inne miejsca, prosić osoby najbliższe, gdy czujemy, że "coś nie tak".
    Pies

    OdpowiedzUsuń
  2. SUPLEMENT
    1 komentarz "odrzuciło" mi kilkukrotnie (wiem, wypada się streszczać) :) ale temat jest tak obszerny, że nie sposób. Skracałem więc i pomijałem co się dało.

    Kleszcze atakują również w zimę, przykład: w grudniu '25 Polskie Radio PR1, podało info o 1400 udokumentowanych przypadkach. Ja "złapałem" tylko jednego (nieudokumentowany) i policzyłem się prywatnie :)
    Kleszcze "desantowcy" z sosny, "zobaczyły" mnie (podczerwień) dopiero po zdjęciu koszulki, BO! pot (woda) parując, ochładzał powierzchnię parowania i receptory kleszczy nie wykrywały ofiary! Gołe plecy już były dla nich widoczne, więc hyc na ofiarę! (wszystkie dostały "czapę"!) :)
    Mam "na rozkładzie" takie parkingi leśne, gdzie głośno OSTRZEGAM: "jedziemy dalej, sikamy w innym miejscu, bo tu każdy wychodzi z kleszczem"!
    Staram się zawsze ostrzegać, tych których znam (i liczę na wzajemność) przed miejscami, gdzie kleszczy jest więcej.
    Jest korelacja pomiędzy rokiem nasiennym dębów (urodzaj żołędzi) a następnym rokiem, z dużą aktywnością kleszczy. Na żołędziach przeżywa więcej leśnych gryzoni, na których przeżywają kleszcze! Ekosystem :)
    Każda metoda, którą opanujemy jest dobra, byle skuteczna. Ja usuwam kleszcze jak "rasowy pies" pazurkami: sprawdzam paznokciem dookoła, gdzie czuć kleszcza "pod włos" i dociskając do skóry, zdzieram. 95% przypadków wyrywam całego za 1 razem (lata wprawy) sobie i innym. Niestety pajęczaki "są sprytne" i zdarzają się cięższe przypadki w tym: "dowcipnisie" :) Nie ma co się śmiać, bo i "workowce" bywają nierzadko :) Jak to jest u kogoś, to kleszcz za uchem, nie stanowi problemu. U siebie jest gorzej, bo nie widać zawsze, czy wyrwany został cały (gdy człowiek jest sam) :( To ważne, aby usunąć całego, i umieć sprawnie wydłubać "resztkę".
    Ja taki problem miałem z kleszczem w pępku. Byłem sam i brakowało 3 ręki do rozciągnięcia skóry, aby wydezynfekowanym ostrzem wydłubać urwane.
    Co do domowych środków odstraszających:
    Jeśli robimy sobie preparat na skórkach z cytrusów i będzie pryskana odzież, to nie trzeba tych skórek parzyć, a alkohol może być w postaci denaturatu :)
    Jeśli chcemy zastosować "cytrusy" na skórę, to lepiej zmieszać spirytusowy ekstrakt z tanim olejem jadalnym (np. słonecznikowym), w którym olejki eteryczne są też rozpuszczalne. Świetna jest lawenda i eukaliptus oraz wanilia (nie lubiana przez komary). Można też zastosować na skórę maceraty w 5% occie (zwykłym zalewamy surowiec, a potem rozcieńczamy 1:1 z wodą), ale to chyba bardziej dla facetów :)
    Co do ubioru:
    Wilson ma rację, jednobarwny ułatwia lokalizację "desantu" :) ale ja najczęściej tak nie mam, bo nie cały weekend siedzę tylko w lesie. Poza tym warto być w długich nogawkach i rękawach (receptory podczerwieni!) oraz nosić nakrycie głowy! Gdyby ktoś zobaczył się na monitorze kamery termowizyjnej, zrozumiałby lepiej taktykę kleszczy i miejsca potencjalnego ataku na ciele.
    Oczywiście, że wypróbowanych metod ("drastycznych") jest więcej, choćby: "nażreć się" czosnku niedźwiedziego (świeży) i wydalać "perfumę" nie tylko przez płuca ale i pory w skórze, tylko to w 100% męskim towarzystwie, bo panie wolą: "chorować na boreliozę lub od kleszczowe zapalenie mózgu" :(
    Cóż, naraziłem się 55% populacji, ale to PRAWDA! Zarazem też i ostrzeżenie: Nie warto wybierać się do lasu z EGOISTAMI, którym TAKIE lub INNE zapachy wadzą!
    Moje zdrowie, moja wolność, mój wybór. I tak terroryzuję pasażerów autobusu, pachnąc jak X kilogramów świeżo wędzonego boczku* :)
    *Autentyczny komplement, który usłyszałem od kobiety mojego kolegi :)
    ** Przy czym to: X zachowam dla siebie :)
    Pies

    OdpowiedzUsuń
  3. SUPLEMENT 2
    Pierwotny tekst (który mi "odrzucało" jako za długi) tak okrajałem, że "wyleciało" też sporo istotnej "chemii" odnoszącej się do kleszczy. Nie będzie też wesołych przykładów z kleszczami w roli głównej. WIELKI BRAT czuwa :) :) :)
    Zatem chemia saute :)
    DEET (pomijam nazwę i wzór chemiczny) - max stężenie 50%, stosowany przez armię USA od 1946 r. cywilnie od 1957 r. Nie zabija tylko odstrasza.
    Ikarydyna (Bayer/Niemcy) od 1998 na rynku. Nie zabija, odstrasza.
    Oba te związki chemiczne stosuje się bezpośrednio na skórę (wg. zaleceń)
    Po opuszczeniu zagrożonej strefy, zaleca się oba preparaty zmyć ze skóry.
    IR3535 - podobnie jak poprzednie, tylko odstrasza, ale jest łagodniejszy.

    Permetryna (Wielka Brytania) na rynku od 1977 r. Substancja syntetyczna, wyprodukowana na wzór naturalnych pyretroidów. Mało szkodliwa dla ludzi i psów, ale toksyczna dla kotów! (pisałem, ale "wywaliłem"). Niestety, rozkłada się na skórze w krótkim czasie. Roztwory permetryny nanosi się na: odzież, obuwie, moskitiery. Wytrzymuje kilkukrotne pranie! Trwałość około 6 tygodni.
    Ta substancja ZABIJA KLESZCZE!
    Badania wykazały, że po pokonaniu 10 cm zaimpregnowanej tkaniny, kleszcze spadały i zdychały! Oczywiście, wszelkie robactwo i komary kończą podobnie :)

    Ta "chemia" jest najczęściej stosowana w preparatach dla ludzi (pomijam olejki i substancje naturalne) ale jeszcze są preparaty weterynaryjne i do oprysków np. ogrodu, zawierające syntetyczne PYRETROIDY, które ZABIJAJĄ kleszcze oraz ich "kumpli" :)
    Moja rada: Zanim cokolwiek się kupi, warto przestudiować w domu, co to za preparat, co zawiera i jak działa. Szkoda kasy na G, bo wcale nie gorsze a dużo tańsze (o podobnej skuteczności) można zrobić samemu i bez syntetyków.

    Każdy sam kalkuluje i ocenia. Panie "kupują samochód pod kolor sukienki" :)
    Panowie "patrzą pod maskę". Psy, tymczasem chłepcą (ja np. PERŁĘ) bo będą wożone :)
    To oczywiście w PODOBIEŃSTWIE (przypowieści) jak u mojego GURU.
    Kto zrozumiał, wie, że nie reklama tylko solidna WIEDZA, uchroni nas przed drenażem portfela. Bo na głupcach i panikarzach najwięcej się zarabia :)
    Pies

    OdpowiedzUsuń
  4. Pies Sherlocka Holmesa :)
    Jako ofiara ponad setki* pogryzień i zabójca duuużej wielokrotności sprawców, dopraszam się cierpliwego wysłuchania ględzenia mego :)
    *Duże niedoszacowanie, ale kto by zliczył ostatnie ćwierćwiecze i po co?
    Tak to jest, że "Kto gryzie, pogryzion będzie!" :)

    Tym razem, zainspirowany tematem Wilsona, postanowiłem poszerzyć swoje wiadomości, bo w laboratoriach "nie śpią" a handel nie poprzestaje na tym, jak nas z kasy WYDRENOWAĆ :(
    Wyznawca chemii: "Wilson 1 Wielki" :) tak mnie podpuścił ! :)
    "Przebiłem się" przez prace i artykuły naukowe, a potem "zajrzałem" do sklepów. Tam ani jedni ani drudzy "nie śpią"! :):):)
    Będzie skrótowo:
    Są na Polskim rynku preparaty zabijające i odstraszające kleszcze (DEET tylko odstrasza!) nawet Polskiej produkcji!
    Handel wciska nam DROGIE preparaty MUGGA Belgijskiej firmy Jaico (REKLAMA) na których marży zarabia, ale są w handlu nie gorsze a tańsze !

    Napiszę więcej: Są preparaty do pryskania odzieży, które zawierają "wszystko": DEET, pyretroidy i olejki eteryczne ! Czyli 3 w 1. Gdybym miał produkować na sprzedaż, taki preparat sam bym skomponował z dostępnych składników.
    Przyjrzałem się składom i cenom (w necie) i dobrze, że "znieczulacz" miałem pod ręką, bo: ZDROWO NAS DOJĄ !!! za byle co, byle jakiej jakości i działaniu :(
    Każdy łatwo znajdzie preparaty, ich substancję czynną i ceny.
    Nie chcę być "piewcą jakiejś firmy" bo może być inna, mniej ZDZIERAJĄCA, gdyż nie przestudiowałem całego netu.
    Znalazłem ciekawe badanie NA LUDZIACH*: gdzie żołnierze- ochotnicy, ubrani w mundury impregnowane permetryną i zwykłe, bez impregnacji, przebywali przez 36 godzin w zakleszczonym terenie. Wyniki: ze 138 kleszczy, które na nich znaleziono, tylko 6 było na tych noszących zaimpregnowane mundury!
    *Niektóre metody badawcze, są tak "DURNE", że przeczytawszy, MUSIALEM SIĘ NAPIĆ !!! :) Najlepsze są właśnie te, na człowieku (bo zwierzątka są troszkę inne) gdyż preparat ma być DLA LUDZI, a weterynaryjne są inne (choćby dla kotów).
    Ale wiadomo, nowa substancja chemiczna, może być toksyczna, więc poczynać sobie należy z nią ostrożnie.
    Ciekawe, czy ochotnicy nosili nakrycia głowy? Mam pewne przypuszczenia (wbrew powszechnej opinii), że ta "parszywa szóstka" to mogli być "skoczkowie" z gałęzi, wprost na głowy ochotników. Ach, kiedy się okaże, że kleszcze które są przenoszone przez ptaki "nie chodzą piechotą", mogą więc siedzieć na gałęziach! I inne domniemania panów/pań (oświeconych teoretyków) zza biurka, bzdurą!
    Pies

    OdpowiedzUsuń