sobota, 14 lutego 2026

Drewniane klamerki na pranie podstawką do świdra ręcznego, czy to wytwór AI?

Sztuczna inteligencja jest obecna niemal wszędzie. Dzięki AI powstaje coraz więcej artykułów, zdjęć i filmów. Problemem staje się odróżnienie obrazów wygenerowanych przez AI od rzeczywistości. By daleko nie szukać, z bushcraftowego podwórka. Natknąłem się na zdjęcie przedstawiające podstawkę do świdra ręcznego wykonaną z dwóch drewnianych klamerek na pranie. Takich standardowej wielkości! No i co, prawda to czy nie? Da się w ten sposób wykorzystać drewniane klamerki na pranie do uzyskania ognia, czy to tylko wytwór AI?

Rozważając czysto teoretyczne. Klamerki są wykonane z drewna, prawdopodobnie buk, więc pod względem materiałowym nie ma zastrzeżeń. Tylko jeśli popatrzymy na powierzchnię klamerki, którą mamy do dyspozycji pod oparcie końcówki świdra, to pojawiają się już duże obawy. Klamerka ma około 7,5 cm długości, 0,9 cm grubości i około 1,1 cm szerokości. 

Powiecie zaraz, że można kupić drewniane klamerki różnej wielkości. Tak, to prawda, są małe i takie  w rozmiarze XXL. Te ze zdjęcia były jednak standardowej wielkości. 

Każda klamerka składa się z dwóch jednakowych cześć, spiętych metalową sprężyną. W drewnie klamerki są wyprofilowane wycięcia, w zasadzie mamy dwie powierzchnie przylegania, każda o długości około 0,8 cm. Czyli mamy do dyspozycji pole o powierzchni 1,1 x 0,8 cm! Ciaśniocha :) 

Jest jeszcze możliwość świdrowania grubszym świdrem na szczelinie klamerki. Też powinniśmy się zmieścić, materiału na obrzeżu jest wystarczająca ilość do wyprodukowania żaru. 

Postanowiłem świdrować na brzegu klamerki, na tym maleńkim skrawku drewna. Dwie klamerki spinamy razem aby nie rozjeżdżały się nam w czasie pracy. Utrzymanie stabilnie klamerek na podłożu jak i utrzymanie świdra to już wyczyn. Przy tak małej powierzchni nie bardzo jest jak zrobić dołek pod świder. Świdrowałem bez robienia początkowego zagłębienia. Świder z konyzy, cienki i maksymalnie prosty. Koniec świdra ,,tańczy'', ześlizguje się i ucieka na boki. Posypałem trochę piasku i delikatnie przyciskałem. Po kilku próbach udało się w końcu zaczernić gniazdo. Wycięcia pod żar też nie robię, nie ma na to miejsca. Po kilku próbach udaje mi się uzyskać żar, sukces! 

Zdjęcie na które się natknąłem w necie jest zatem prawdziwe. Klamerki na pranie to nie jest dobry materiał na podstawkę do świdra ręcznego. Zaszufladkować to można w kategorii sztuczki, sprawdzenia własnych umiejętności. Ja do tego już nie wrócę, szkoda dłoni. Producent drewnianych klamerek z pewnością nie przewidział do czego je użyję ;)

czwartek, 5 lutego 2026

Quinzee, czyli śnieżne schronienie


By móc poćwiczyć budowę śnieżnych schronień zwykle wyjeżdżałem w góry. Zima tego roku mnie jednak zaskoczyła :) Jest mroźno i śniegu całkiem dożo, nie tylko na obszarach górskich. Spakowałem plecak, przytroczyłem łopatę i heja na łąki. 

Wybrałem otwarty, płaski teren na skraju lasu. W takim miejscu łatwiej było mi zgarniać śnieg potrzebny do budowy quinzee. Grubość pokrywy śnieżnej w okolicach 30 cm wiec całkiem nieźle. Śnieg był puszysty, kilka stopni poniżej zera. Jednoosobowe, małe quinzee zacząłem budować od usypywania śnieżnego kopca. Powierzchnię na koniec oklepałem i wyrównałem łopatą. Później 3 godzinna przerwa na skonsolidowanie się śniegu. Nie spieszyło mi się, poszedłem na skraj lasu, rozpaliłem ognisko, ogrzałem i napiłem gorącej herbaty.

Nałamałem kilkadziesiąt patyków około 30 cm długości i powbijałem na powierzchni kopca. Nie zależało mi na ukryciu się, więc końce patyków są widoczne. Zabrałem się za drążenie wejścia i dalej wybieranie ściegu i tworzenia śnieżnej kopuły. Przy gruncie ściany były najgrubsze, stopniowo, ku górze zmniejszałem ich grubość. Ze śniegu z wnętrza schronienia usypałem przed wejściem wiatrołap. Wygładziłem ściany i zrobiłem otwór wentylacyjny. Do środka quinzee naznosiłem suchych traw i wymościłem legowisko. Wepchnąłem plecak i się wczołgałem. Mogłem teraz odpocząć w naprawdę komfortowych warunkach. W środku jest cicho, ciepło i przytulnie. 

Budowa quinzee zajęła mi niespełna 2 godziny (nie licząc przerwy). To nie moje pierwsze, więc jakieś doświadczenie mam. Garść rad dla osób, które też chciałby spróbować. Suchy, puszysty śnieg ma znakomite właściwości termoizolacyjne. Pomiędzy temperaturą wnętrz schronienia, a temperaturą na zewnętrzną różnica potrafi być znaczna. Quinzee powstaje z usypanego śniegu, do tego potrzebna nam będzie łopata. Przy budowie quinzee przeznaczonym dla 2 lub 3 osób czas pracy rozkłada się korzystniej. Podobnie w przypadku grubszej pokrywy śnieżnej. Im więcej śniegu, tym z mniejszej powierzchni musimy go zgarniać. Podczas budowy quinzee nie ma się co spieszyć. Usypany śnieg musi mieć warunki (czas) na skonsolidowanie. Pośpiech grozi zawaleniem schronienia i zasypaniem nas! Kluczową sprawą związaną z bezpiecznym noclegiem w quinzee jest też zapewnienie odpowiedniej wentylacji. Robimy otwór w stropie (wystarczy kilka cm), którego nigdy nie zatykamy. Napływ świeżego powietrza regulujemy częściowo przysłaniając otwór wejściowy np. plecakiem. Otwór wejściowy robimy jak najmniejszy i jak najniżej położony względem posłania. Aby wzmocnić konstrukcję i dodatkowo śnieg nie osypywał się na nas można obtopić wywnętrz powierzchnię ścian. Podnosimy na chwilę temperaturę (małe ognisko) o kilka stopni powyżej zera, a następnie wietrzymy aby nadtopione ściany ponownie zamarzły. Nie robimy tego przy temperaturach bliskich zera. To mogło by spowodować  zawalenie się quinzee. Ogólnie nie zaleca  się budowania quuinzee w temperaturze powyżej -4 ° C.

Wysokość wnętrza - wystarczy w zupełności jak będziemy mogli usiąść. Nie robimy stożka i nie robimy płaskiego sufitu, wewnątrz sklepienie powinno być łukowate. W ten sposób najlepiej przenoszone są obciążenia. Wbite patyki w kopułę ułatwiają równomierne drążenie ścian. Grubość ścian minimum 30 cm u podstawy i 20 cm u góry. Przed rozpoczęciem usypywania  można umieścić  w środku plecaki, skróci to czas usypywania jak i drążenia.

Największe ryzyko zawalenia się quinzee występuje podczas jego drążenia. Kopiemy najpierw wejście, kolejno do przodu przez środek i w górę do sufitu, a następnie przesuwamy się w kierunku ścian. Obowiązuje zasada jedna osoba kopie, druga pozostaje na zewnątrz. Niektórzy w pobliżu głowy wbijają kij lub łopatę, łatwiej będzie nieszczęśnika  namierzyć i odkopać. 

Quinnze jak wszystkie śnieżne schronienia stopniowo się zapadają i topią. Jest to znakomite awaryjne schronienie na wietrzną i zimną noc.

sobota, 24 stycznia 2026

Ciasteczka i podpłomyki z dodatkiem owoców (mąki) jarzębu szwedzkiego

  Przechodziłem kilka dni temu obok drzew jarzębu szwedzkiego i widziałem, że owoce wciąż na nich wiszą. Zmarznięte, pokryte śniegiem, czerwone kulki. Człowiek idzie do pracy, mija codziennie po drodze i nawet nie wie. W zasadzie to nawet i dobrze, że nie wszyscy wiedzą. Nie ma obawy, że ktoś mi je wcześniej zerwie. Owoce jarzębu są jadalne, nie tylko dla ptaków, ale również dla ludzi. Ja sobie je bardzo cenię. Jarząb szwedzki to jedna z roślin, którą zamierzam posadzić w swoim leśnym ogrodzie.

Jarząb szwedzki (Sorbus intermedia), to gatunek w Polsce rzadki. W stanie dzikim występuje tylko na wybrzeżu Bałtyku. Na stanowiskach naturalnych podlega ścisłej ochronie gatunkowej. Na szczęście jest to gatunek coraz licznej sadzony w parkach, ogrodach czy przy drogach. Bez problemu jego sadzonki kupimy w szkółkach ogrodniczych.

Jarząb szwedzki owocuje bardzo obficie. Jagody, większe niż jarzębu zwyczajnego, są zebrane w baldachy. Dojrzewają od końca września. W pełni dojrzałe owoce mają kolor czerwony. 

 

Owoce jarzębu szwedzkiego są bogate w witaminę C, poza tym zawierają prowitaminę A oraz witaminy z grupy B, składniki mineralne, pektyny, związki fenolowe, flawonoidy, kwasy organiczne, antocyjany, garbniki oraz sorbitol (naturalna substancja słodząca). Spożywanie ich przynosi korzyści zdrowotne: regulują poziom cukru i cholesterolu, mają działanie moczopędne, przeciwwirusowe, antybakteryjne, przeciwzapalne, oczyszczające i odtruwające organizm, pobudzają przemianę materii i neutralizują wolne rodniki. Czyli samo zdrowie :)

Owoce jarzębu szwedzkiego mają słodko kwaśny smak bez goryczki typowej dla jarzębiny pospolitej. Zbieram zawsze tylko zdrowe, dobrze dojrzałe owoce z czystych miejsc. Doskonale nadają się na wszelkiego typu przetwory, dżemy, nalewki. Dawniej jadano je też na surowo. Ja najczęściej wykorzystuję owoce (świeże bądź suszone) jako dodatek do wypieków oraz herbat owocowych. 

 

 

Z wysuszonych i zmielonych owoców otrzymamy mąkę owocową, doskonały dodatek do podpłomyków. 

 

A ze świeżymi owocami polecam upiec kruche ciasteczka. Spieszcie się zanim ptaki zjedzą :) 


Pomyślałem właśnie, że chętnie bym zjadł podpłomyka, nawet z takimi przemrożonymi owocami. A jeśli macie smak na dzikie, szukacie inspiracji, to zachęcam do zapoznania się z książką ,,Dzikość, która uzdrawia'' Mo (Monica) Wilde. 


Jest to relacja z niezwykle ciekawego eksperymentu etnobotanicznego. Kobieta, która mieszka w Szkocji, składa bardzo radykalne przyrzeczenie. Postanawia przez cały rok żywić się wyłącznie tym, co nam daje dzika natura! Przez tydzień gościła też w Polsce, na Podkarpaciu u Łukasza Łuczaja. Prawdziwie dzika, sezonowa dieta, która odżywia ciało i umysł. Mnóstwo przemyśleń i doskonałe źródło inspiracji.

niedziela, 11 stycznia 2026

Nóż, siekiera (i nie tylko) krzesiwem


Nie tylko krzesiwem można krzesać iskry. Jest spora grupa przedmiotów, z założenia o innym przeznaczeniu, które można wykorzystać do skrzesania iskier np. nóż, pilnik, maczeta, siekierka itd. Na upartego można by je nazwać ''krzesiwami zastępczymi''. Iskry są, działają na takiej samej zasadzie jak krzesiwo tradycyjne ale w sensie historycznym na pewno nimi nie są. Nie są dziełem kowala i nie mają tradycyjnych kształtów. Krzesiwo zastępcze gdyż tylko w razie potrzeby, na co dzień przedmioty te pełnią inną rolę. Bardzo ogólnie krzesiwem można by nazwać każdy kawałek wysokowęglowej stali, wysoko zahartowanej, bez wnikania w kształty czy wcześniejsze przeznaczenie. Takich przedmiotów znajdziemy w naszym otoczeniu dużo, co prawda nie zawsze wygodnie i łatwo ale można. 
 
To zdjęcie kiedyś już wrzucałem ale sądzę, że warto jeszcze raz. Rzeczy którymi krzesałem iskry. W plecaku raczej rzadko je nosimy, ale kto wie?  :)


Najbardziej znany z historii i najczęściej wykorzystywany do krzesania iskier, poza tradycyjnym krzesiwem, był nóż. Traperzy, nie tylko zresztą oni, nie zawsze mieli przy sobie krzesiwo, bo i po co niepotrzebne dublować ekwipunek, który trzeba dźwigać na własnych plecach. Nóż pełnił podwójną rolę. Obecnie popularna jest Mora z węglową głownią,  ale również inne noże, których głownie wykonano ze stali węglowej nadają się do krzesania iskier, dotyczy to noży z głownią stałą jak i składaną np. Opinel, wystarczy zablokować ostrze.


Kolejny przedmiot z którego możemy uzyskać iskry to głownia siekiery. Trzymamy nieruchomo siekierę i uderzamy krzesakiem w stal, tak by iskry spadły na hubkę. Jeśli jest wykonana z kiepskiej stali to się namęczymy.

Maczetę przytrzymujemy jedną ręką lub wbijamy pionowo w pień drzewa. Hubkę umieszczamy na krzesaku i uderzamy o grzbiet maczety, tak by iskry spadały na hubkę.

Stal nierdzewna ogólnie się nie nadaje. Co prawda iskry da się skrzesać ale są bardzo ''anemiczne''. A może tak tylko mi się wydaje, czegoś nie wiem?  Taki jest mój stan wiedzy na chwilę obecną. Przegadam czasem swoje stare posty i zauważam, że niekiedy powinienem wnieść poprawki. No cóż, to co było, to już historia, ja piszę nową :)