Nie tylko krzesiwem można krzesać iskry. Jest spora grupa przedmiotów, z założenia o innym przeznaczeniu, które można wykorzystać do skrzesania iskier np. nóż, pilnik, maczeta, siekierka itd. Na upartego można by je nazwać ''krzesiwami zastępczymi''. Iskry są, działają na takiej samej zasadzie jak krzesiwo tradycyjne ale w sensie historycznym na pewno nimi nie są. Nie są dziełem kowala i nie mają tradycyjnych kształtów. Krzesiwo zastępcze gdyż tylko w razie potrzeby, na co dzień przedmioty te pełnią inną rolę. Bardzo ogólnie krzesiwem można by nazwać każdy kawałek wysokowęglowej stali, wysoko zahartowanej, bez wnikania w kształty czy wcześniejsze przeznaczenie. Takich przedmiotów znajdziemy w naszym otoczeniu dużo, co prawda nie zawsze wygodnie i łatwo ale można.
To zdjęcie kiedyś już wrzucałem ale sądzę, że warto jeszcze raz. Rzeczy którymi krzesałem iskry. W plecaku raczej rzadko je nosimy, ale kto wie? :)
Najbardziej znany z historii i najczęściej wykorzystywany do krzesania iskier, poza tradycyjnym krzesiwem, był nóż. Traperzy, nie tylko zresztą oni, nie zawsze mieli przy sobie krzesiwo, bo i po co niepotrzebne dublować ekwipunek, który trzeba dźwigać na własnych plecach. Nóż pełnił podwójną rolę. Obecnie popularna jest Mora z węglową głownią, ale również inne noże, których głownie wykonano ze stali węglowej nadają się do krzesania iskier, dotyczy to noży z głownią stałą jak i składaną np. Opinel, wystarczy zablokować ostrze.
Kolejny przedmiot z którego możemy uzyskać iskry to głownia siekiery. Trzymamy nieruchomo siekierę i uderzamy krzesakiem w stal, tak by iskry spadły na hubkę. Jeśli jest wykonana z kiepskiej stali to się namęczymy.
Maczetę przytrzymujemy jedną ręką lub wbijamy pionowo w pień drzewa. Hubkę umieszczamy na krzesaku i uderzamy o grzbiet maczety, tak by iskry spadały na hubkę.
Stal nierdzewna ogólnie się nie nadaje. Co prawda iskry da się skrzesać ale są bardzo ''anemiczne''. A może tak tylko mi się wydaje, czegoś nie wiem? Taki jest mój stan wiedzy na chwilę obecną. Przegadam czasem swoje stare posty i zauważam, że niekiedy powinienem wnieść poprawki. No cóż, to co było, to już historia, ja piszę nową :)

Na upartego, metoda z krzesaniem iskier mogłaby służyć do porównania, która siekierka lub nóż jest twardszy i lepiej zahartowany od podobnego przedmiotu :-)
OdpowiedzUsuńTo oczywiście takie gdybanie, bo są bardziej "cywilizowane" metody, np.: szlifierka stojanowa :-) Przyłożony do kamienia pilnik, sypie iskrami niczym "zimny ogień"!
Wysokowęglowa stal, zahartowana, posiada na powierzchni węgliki żelaza. Są one twarde i kruche, zatem łatwiej je oderwać od powierzchni metalu, uderzając krzemieniem. Żelazo niskowęglowe, jest miękkie i ciągliwe. Zatem trudniej będą odrywać się od powierzchni cząsteczki metalu przy krzesaniu.
Mniej drobnych cząsteczek węglika (stop żelaza z węglem), oznacza mniej iskier. Czyli ważna i zawartość węgla i twardość powierzchni (uzyskiwana przez hartowanie).
To gwarantuje dużo drobnych odłamków zdolnych pod wpływem tlenu z powietrza zapalić się.
"Boję się" aby nie było zbyt "naukowo" i zawile, więc chyba tyle wystarczy :-)
Czysta fizyka i chemia. Tylko większość młodych ludzi "nie lubi" tych "trudnych" przedmiotów, przez kiepskich nauczycieli i przeładowany program. A szkoda, bo te 2 nauki tłumaczą wszystko, co się wokół nas dzieje (piszę upraszczając). :-)
Tak czy inaczej, nie oceny uzyskane przez "zakuwanie" lecz zrozumienie (na ludzką logikę) daje nam wiedzę praktyczną! Powinno być dużo eksperymentów z dziedziny fizyki i chemii i mniej materiału teoretycznego w szkołach.
Wystarczy.
Człowiek pierwotny zaczął właśnie od praktyki (obserwacja) a dopiero później zaczęto poszczególne zjawiska tłumaczyć. ALE wiedza teoretyczna znowu pozwala nam na lepszy wybór materiału. Zatem jeśli będę chciał pobawić się w Wilsona :-), niechybnie złapię za pilnik lub przecinak, nie gwóźdź! :-)
Nie mam takiej cierpliwości :-) więc zabezpieczam sobie różne źródła ognia oraz pilnuję by były w dobrej kondycji. Cóż, jestem bardziej "leniwy" i nie lubię męczyć się kiedy nie muszę :-)
Jednak w obu przypadkach, tak na człowieka współczesnego jak i na "neandertala", trzeba myśleć! Rzekł bym, prapraantenaci myśleć musieli więcej :-)
Do tego dochodzi jeszcze trening i zręczność.
I tu osobiście, wolę myśleć o materiale, na który ma paść iskra, niż o krzemieniu i stali (oba ważne!) bo przy moim niewytrenowaniu jedyna nadzieja w wiedzy materiałowej i zasadach fizyki.
Na własne oczy obserwowałem przed laty, nieudolne wysiłki idioty z tytułem doktorskim. Próbował on podtrzymywać ognisko na silnym wietrze przy użyciu kanistra pełnego BENZYNY! Wiał halny, a debilowi wydawało się, że jak ma kanister pełen benzyny, to ognisko musi być. Było, dopóki była benzyna! :-)
Zamiast źródła ognia, wolę zadbać o to co się ma zapalić a później być opałem, bo znów przykłady z życia ... . Są bowiem tacy, którzy potrafią doprowadzić do zgaśnięcia już dobrze palącego się ogniska. I tu przykładów znam więcej niż włosów mam na głowie, a łysy nie jestem! :-)
Piękny temat dla Wilsona, do testów pokazowych. Bo jak ktoś potrafi "zrobić" ogień bez zapałek/zapalniczki, to umie go utrzymać.*
* Niby takie proste, a wystarczy "wiaterek" i brak myślenia a z pewnością się nie uda :-)
Pies
SUPLEMENT
OdpowiedzUsuńTo ja, tyle spłodziłem ? :-)
Wygląda na to, że jestem stara ględa (vel pierdoła) która "musi się wygadać" :-)
No ale do ad rem (do rzeczy)!
Narzędzia stalowe (te, nie z PRC) są często hartowane strefowo!
To oznacza, że kowal zrobiwszy BARDZO DOBRĄ SIEKIERĘ, nie zahartuje jej w całości, a tylko część od ostrza do (+ -) połowy żeleźca. Obuch vel część do "pobijania" ("robiąca" za młotek) musi być słabiej zahartowana. To samo jest z brzeszczotami pił (zęby twarde), przecinakiem itd.
Czasem "bywa" inaczej :-) np.: w wyrobach PRC sygnowanych DIN (niemiecka norma przemysłowa) gdzie fachowcy określają wulgarnie, że jest: z "gównolitu".
Wtedy "mamy pecha", bo nasze puszki po konserwach "przeszły reinkarnację" :-) i wróciły przez Hamburg tam skąd wyruszyły :-) i "głupi kupi" bo tanie :-(
Najczęściej widuję w użyciu grzbiet głowni noża, bo każdy szanujący się człowiek lasu, miłośnik dzikiego biwakowania, ma to narzędzie zawsze "pod ręką".
Czyli warto mieć "lepszy" nóż (:-( cena ) bo w razie "W" łatwiej nam przyjdzie skrzesać snop iskier.
Tylko dla przypomnienia:
Warto nosić ze sobą odrobinkę (kilkanaście gramów) czegoś naprawdę wysoce łatwopalnego na tzw. "start". Myślę tu o brzydkiej pogodzie, wietrze, mrozie.
Czasem nie tylko rozpalenie, ale i utrzymanie ogniska bywa wyzwaniem.
Dobrą praktyką jest: wcześniejsze zgromadzenie dostatecznego zapasu opału i oddzielenie części rozpałkowej od opałowej. No chyba, że działa w terenie "stara" zgrana ekipa i każdy (bez słowa) wie co ma robić. Wtedy ognisko dużo szybciej zapłonie (korzystne przy "syfiastej" pogodzie).
Wiem, że od krzesiwa jest bardziej romantycznie :-) zwłaszcza gdy: sucho i nie za zimno. Ale po całym dniu wędrówki i przy pustym brzuchu, ja ZAWSZE wybieram zapalniczkę (+ druga dobrze chroniona) i lekką szybką rozpałkę :-)
Nie przeszkadza to nikomu trenować (z pełnym brzuszkiem) przy ciepełku ogniska, jak się to robi "na Wilsona" :-)
I wtedy SZACUN dla tych, którzy "dają radę" gdy "padnie"* zapalniczka a zapasową weźmie w ręce osoba niekompetentna i np. "zepsuje"** :-(
* Dlatego warto mieć te kilka gramów "balastu" dla ratowania "D".
** Wiem, trudne do uwierzenia, dla kogoś kto nie przeżył! ALE ja miałem parę razy PECHA, i widziałem GŁUPICH ZAROZUMIALCÓW w akcji. Zagrażali nie tylko sobie! Wybierajcie się z takimi tylko 1 raz (pierwszy i ostatni) bo następnym razem może być gorzej!
A miało być krótko :-)
Pies